Czy na świecie istnieje sprawiedliwość?

Sprawiedliwość to jeden z tych zajączków, za którymi ludzkość od zawsze bezskutecznie się ugania. Dążenie do niej, hołdowanie wartościom, których jest fundamentem i szanujące sprawiedliwość normy prawne to jedno. Realizowanie tego wszystkiego w praktyce to drugie.

Rzymskiemu prawnikowi Ulpianowi przypisuje się klasyczną definicję sprawiedliwości: sprawiedliwość jest stałą i niezmienną wolą przyznania każdemu należnego mu prawa. A ja mówię, że sprawiedliwości nie było, nie ma i nie będzie. Całe szczęście.

Człowiek człowiekowi

W relacjach międzyludzkich i różnych konstrukcjach społecznych idea sprawiedliwości wydaje się być tak oczywista jak powietrze. Z tym przekonaniem, że każdemu się należy to, co mu się należy i że to, co się należy zależy od jego zaangażowania i zasług rodzi się chyba każdy człowiek. Problem tylko jest taki, że ta sprawiedliwość może być bardzo różnie rozumiana. Dżihadysta na ten przykład uważa, że za porzucenie Islamu sprawiedliwie należy się amputacja głowy. Z kolei franciszkanin z Asyżu będzie twierdził, że apostacie sprawiedliwie należy się szacunek i modlitwa. Sprawiedliwość prawa generalnie dotyczy wyroków za zakazane tym prawem czyny. To taka sprawiedliwość rodem ze Starego Testamentu – oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, noga za nogę, oparzenie za oparzenie, rana za ranę, siniec za siniec. Wj 21, 24-25. Jezus nie zniósł prawa sprawiedliwości. Zaproponował inny jej wymiar. W polityce sprawiedliwość wiąże się z podziałem dóbr wedle pewnych kryteriów. I właśnie o tych kryteriach słów parę.

Na różne sposoby

Ci, którzy na przestrzeni dziejów usilnie próbowali stworzyć prawo idealne, wcześniej czy później dochodzili do ściany, na której ktoś (może Bóg?) białą kredą napisał: jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Kryteria, na podstawie których ustala się to, co się komu należy są różne. Na przykład takie – wszystkim po równo. Brzmi niby sprawiedliwie, ale w rzeczy samej to utopia z innej planety. Nawet w Biblii nie znajduję nigdzie wzmianki o takiej koncepcji. Albo takie – każdemu według jego zasług. To już bardziej trzyma się kupy. Ale na takim prawie korzystają głównie ci najbardziej utalentowani. A przecież talenty jakie dostajemy nie są naszą zasługą. Idźmy dalej. Każdemu według jego zaangażowania. Czyli bardziej liczy się twoja praca niż jej efekt. A jak ktoś haruje jak wół i kompletnie nic z tego nie wynika? Należy się czy się nie należy? Sam nie raz tak mam. A z czegoś trzeba żyć. Kolejne kryterium jest takie – każdemu według jego potrzeb. Tutaj kłania się idea państwa socjalnego. Jak odróżnić realną potrzebę od generowanego państwowym rozdawnictwem lenistwa? Tam gdzie socjal jest duży rośnie w siłę klasa bezrobotnych. Ale nie takich, którzy nie potrafią znaleźć pracy, tylko takich, którzy jej nie szukają. Jest jeszcze takie kryterium – każdemu według pozycji. Tutaj to już zdecydowanie nóż otwiera mi się w kieszeni. Pałac Buckingham na celowniku. Nie musisz mieć zasług, nie musisz harować. Nic nie musisz. Wystarczy, że urodzisz się synem, tudzież wnuczkiem Królowej Elżbiety i masz wszystko. No, prawie. Na taki rodzaj uprzywilejowania jestem wyjątkowo cięty. Idea monarchii jest dla mnie do odstrzału. Wylęgarnia patologii.

Człowiek Bogu

Zanim pogawędzę o sprawiedliwości Boga wobec człowieka, słów kilka o sprawiedliwości człowieka wobec Boga. O tym, że Bóg jest niesprawiedliwy słyszę na okrągło. Od siebie samego zwłaszcza. Ileż to razy wpadałem w doły, z których dobiegało szemranie mojego serca o tym, jaki to Bóg jest dla mnie niesprawiedliwy! Jak nieczuły na moje pragnienia i potrzeby! Jakim jest sadystą stawiając na mojej drodze ludzi, którym w obfitości dał to, o co ja bezskutecznie żebrzę całe życie! I muszę na to wszystko codziennie patrzeć i przełykać tą wielką i gorzką pigułkę życiowej niesprawiedliwości! Takie są fakty. Ale są też oświecenia. Jak na przykład to, kiedy zadałem sobie pytanie o moją niesprawiedliwość wobec Boga. Anioł przeniósł mnie wtedy pod rajskie drzewo poznania dobra i zła. Zobaczyłem moment, kiedy Ewa zrywała owoc. Miała moje oczy. To ja jestem pierwszym niesprawiedliwym. Bóg dał człowiekowi wszystko, co potrzebne by szczęście wypełniało każdy zakamarek jego życia. I czytelne, sprawiedliwe reguły tej gry. Mimo to, człowiek je odrzucił. To musiało Boga zaboleć. Zranienie Świętego jest największą niesprawiedliwością jaka kiedykolwiek się wydarzyła. Każdy mój grzech jest jak ostra strzała wbijana w Jego niewinne serce. Niesprawiedliwość grzechu rozlała się po całej ziemi. Już nie dziwi nic. 

Bóg człowiekowi

Pewnego razu grupa młodzieży (może to była szkolna klasa) wybrała się z opiekunem na wyprawę w góry. Po dotarciu do schroniska, kanapkach i gorącej herbacie z cukrem postanowili wyruszyć w kierunku szczytu. Opiekun podzielił klasę na dwie grupy. Pierwszą były osoby niesprawne i z lękiem wysokości. Oni ruszyli w kierunku kolejki linowej, która miała ich bezpiecznie i komfortowo dostarczyć na szczyt. Druga grupa miała zdobyć szczyt trudnym szlakiem, wymagającym odwagi, kondycji i właściwego przygotowania do wysokogórskich wspinaczek. Ci mieli najtrudniejsze zadanie, ale i największą satysfakcję. Poczuli się wybrańcami losu. Najlepszymi z najlepszych. Bo tak to działa – im więcej jesteś wart, tym więcej się od ciebie wymaga. Wracamy z gór do naszego życia. Spójrzmy na nie jak na górską wyprawę. Tych, od których wymaga się mniej Bóg posyła drogą łatwiejszą. Taką na której nie potrzeba aż takich pokładów pokory, siły ducha i wytrwałości. To ci, którym życie nie stawia zbyt wielkich wymagań. Ci, którym Bóg daje sukcesy, urodę, zdrowie, bogactwo i spełnienie. Bóg wie, że nie daliby sobie rady z brakiem tych życiowych podpórek. To, bez urazy, duchowi słabeusze. Ale tych od których można wymagać więcej, Bóg posyła drogą znacznie trudniejszą. Taką, na której jest niespełnienie, choroba, ubóstwo i ostatnie miejsce w szeregu. Z takimi trudnościami byle kto nie da sobie rady. Więc kiedy czujesz, że życie jest wobec ciebie niesprawiedliwe bo nie masz tego co inni, pomyśl sobie, że to nie jest tak. To znak, że Bóg szczególnie cię ceni. Że jesteś wybrańcem.

Nie ma lepszych, nie ma gorszych

Strzeżmy się jak ognia tej szatańskiej pułapki porównywania. Nie ma lepszych i gorszych. Są tylko różnie obdarowani. Ani to zasługa tych pierwszych, ani wina tych drugich. Ja wyświadczam łaskę, komu chcę, i miłosierdzie, nad kim się lituję. Wybranie więc nie zależy od tego, kto go chce lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie. Rz 9, 15-16. Na początku napisałem: całe szczęście, że nie ma sprawiedliwości. Zabrzmiało przewrotnie. Miałem na myśli tą ludzką. W założeniach słuszną, w realizacji nieszczęsną. Sprawiedliwość Boża to coś zupełnie innego. Wszystko co robi Bóg jest sprawiedliwe. Nawet jak wydaje nam się, że jest zupełnie inaczej. A na temat tej ludzkiej całkiem trafnie wypowiedziała się kiedyś Metallica: Sprawiedliwość przepadła. Sprawiedliwość została zgwałcona. Sprawiedliwość odeszła ciągnąc za sznurki. Sprawiedliwość jest skończona. Nie ma szukania prawdy. Liczy się tylko wygrana. To jest ponure. Tak prawdziwe. Tak realne.