Czas przelatujący przez palce

Zacznę od kilku danych. Żebyśmy mieli pojęcie o skali problemu. W 2018 roku przeprowadzono badania, z których wynika, że przeciętny Amerykanin spędza przed swoim mobilnym urządzeniem około trzy i pół godziny dziennie. Tygodniowo to caluśka doba. Rocznie to 160 pełnych, ośmiogodzinnych dni roboczych. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że 2/3 swojego drugiego etatu oddajemy za kompletną darmochę złodziejowi czasu i umysłów z Doliny Krzemowej. Jasne, nerwowe scrollowanie ekranu na smartfonie może być konieczne i produktywne. Ale, bądźmy szczerzy, zazwyczaj jest niekonieczne i nieproduktywne.

Co tracimy?

Uzależnienie od sieci to już dzisiaj termin medyczny. Jeżeli co chwilę sięgasz po milczący telefon, nie wiedząc w sumie dlaczego, jeżeli brakuje ci czasu na ważne rzeczy, ale na ślizganie kciukiem po ekranie czas masz, jeżeli śniadanie z rodziną albo spotkanie ze znajomymi co chwilę jest przerywane wibracją albo sygnałem powiadomienia, jeżeli ostatnim przedmiotem, który bierzesz do ręki przed pójściem spać i pierwszym tuż po otwarciu oczu jest twoja elektroniczna smycz, to znaczy, że masz problem. Pierwszym zagrożeniem jakie niesie za sobą cyfrowe uzależnienie, jest to, że wirtualna świat staje się dla nas bardziej atrakcyjny od rzeczywistości. Prawda, że znamy takie sytuacje, kiedy nasze oczy zwrócone są w kierunku rozmówcy, ale myślami jesteśmy w komentarzach do wrzuconego przed chwilą posta? Cyfrowe banki są w stanie pomieścić niemal nieskończoną ilość informacji. Nasz mózg niestety nie. Bezkrytyczne i uzależniające wchłanianie tych cybertreści zamula nam życie. Szybciej się męczymy, stresujemy, irytujemy i siada produktywność naszej pracy. Cierpią na tym relacje z najbliższymi. Bezdyskusyjnie. Jak byś się czuł, gdybyś z wypiekami na twarzy, zwierzając się komuś ze swoich problemów dostrzegł, że ten ktoś zerka ukradkiem na telefon i coś tam klika? Może nawet ktoś z twojego powodu tak się poczuł? To naprawdę niepokojące, że śledzenie durnych i nic nie znaczących postów może nas jarać bardziej niż rozmowa z bliską osobą. Czemu tak jest? Prawdopodobnie chodzi o naszą próżność i ucieczkę przed wysiłkiem. Rozmowa w sieci nie jest face to face. Nie musimy kontrolować naszej mimiki i reakcji tak jak w realu. Mamy chwilę na zastanowienie, by nasza odpowiedź była w punkt. Bardziej panujemy nad sytuacją. Czujemy się bardziej komfortowo, bo jesteśmy ukryci za parawanem elektronicznego portalu.

Antywypoczynek

Badania American Express przynoszą nam kolejne dane: około 80 procent urlopowiczów w czasie wakacji korzysta z internetu. Jestem wśród nich. Połowa z nich sprawdza w czasie wypoczynku swoją pocztę służbową. Tylko pytam, co to jest za wypoczynek? To zjawisko doprowadziło do takich absurdów, że ośrodki agroturystyczne tak zwane z dala od cywilizacji czują na sobie presję, by w ofercie obok widoku na góry czy morze mieć też dostęp do internetu i TV. A pierwszym pytaniem przeciętnego wczasowicza nie jest to o drogę na plażę, ale o hasło do WiFi. Gdybyśmy bez mózgową stratę czasu w cyberprzestrzeni zamienili na aktywność w realu, zyski mogłyby być większe niż myślimy. Przykład pierwszy z brzegu. Zamiast laptopa pakujesz do walizki kilka książek, które zawsze chciałeś przeczytać, ale jakoś tak nigdy nie było na to czasu. Gdzieś wyczytałem, że podobno po przeczytaniu trzech pozycji na jakiś temat, twoja wiedza w tym zakresie będzie większa od pozostałego 99% populacji. Jest o co walczyć. Zamiast tracić na tygodniowym urlopie owych statystycznych 16 godzin na scrollowanie smartfona, czytasz 3 dobre książki. I już jesteś do przodu.

Cyberdetox

Z zagrożeń jakie niesie ze sobą cywilizacja coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę. Globalni mocarze doskonale o tym wiedzą, dlatego sposoby na kontrolowanie naszych zachowań muszą być coraz bardziej subtelne i pomysłowe. Niestety, też coraz bardziej perfidne. Niewolnictwo w klasycznym wydaniu już dawno się zdezaktualizowało. Kiedyś przymusem można było kontrolować ludzi. Dzisiejsze społeczeństwa nie pójdą na taki układ. Człowiek musi mieć poczucie, że jest wolny. I rządzący mu to poczucie dają. Jednocześnie czyniąc go niewolnikiem w stopniu większym niż kiedykolwiek w historii. Oto paradoks tego systemu. Współczesny przeciętny Kowalski myśli, robi, głosuje, odżywia się, wygląda, leczy się, zarabia i spłaca kredyty tak, jak mu każe system. On oczywiście jest przekonany, że to wszystko jego wolne wybory. I o to w tym wszystkim chodzi.

Na szczęście z naszą komórką możemy jeszcze zrobić co chcemy. Piszę na szczęście, bo może być kiedyś tak, że nasz online 24 na dobę będzie obowiązkiem każdego obywatela. Oczywiście w imię naszego dobra. Jak to jest na przykład z nadciągającymi szczepionkami. Sarkazm. Cyberdetox to zjawisko coraz popularniejsze. Zasada jest banalnie prosta. Dlatego jest to takie trudne. Wyłączamy telefon i wrzucamy go do szuflady. Na przykład w wakacje. Albo w weekend. Albo chociaż na kilka godzin dziennie. Albo chociaż wyczyśćmy naszą sypialnię z elektronicznych smyczy. Cokolwiek. Zacznijmy od małych kroków. Osoby, które takiej kuracji się poddały mówią zawsze to samo – poczułem się wolniejszy i spokojniejszy. Nie ma się co zastanawiać. Śmiało wszystkim fejsbukom, tłitom i łotsapom możemy pokazać jeden z naszych palców. Mamy takie prawo. Więc z niego korzystajmy, póki możemy.