Papież powinien mówić mniej? Prośba włoskiego portalu

To ciekawe! Włoski portal informacyjny ilsismografo zwrócił się z uprzejmą i pełną pokory prośbą do papieża Franciszka, by ograniczył swoją obecność w środkach przekazu – donosi ekai.pl. Skąd ta sugestia? Czy to bezczelność czy przejaw troski? Czy właśnie teraz nie powinniśmy mówić jak najwięcej?

O bezczelności raczej nie ma mowy, bo redakcja zwraca się do Ojca Świętego z ogromną kulturą i wyważeniem. Treść prośby to raczej forma troski. Redakcja portalu zauważa, że głos Franciszka ma ogromne znaczenie, a jego słowa są bezcenne. Sęk w tym, że ich nadmiar może wywołać odwrotną reakcję i zmniejszyć ich siłę przekazu.

Prosimy o unikanie jego obecności medialnej poza [zajmowanym] miejscem, narażonej na inflację i przesadę – stwierdzili autorzy.

Nie chodzi też o unikanie przekazu płynącego z porannych Mszy świętych z Domu św. Marty czy codziennych rozważań. Autorzy postulatu nie chcą natomiast oglądać dzienników i stron internetowych, które sprzedają wywiady z Franciszkiem.

Szersze zjawisko

To ciekawe spostrzeżenie jest pewną lampką sygnalizacyjną. Papież, jako główny głos Kościoła Katolickiego, może być najbardziej narażony na „wykorzystanie”. Ludzie szukają i pragną pokrzepiającej treści i świateł nadziei. Dzięki mobilizacji Kościoła w internecie, wielu akcjom i modlitwom dzieje się dużo dobrego. Dawno nie było tak pozytywnego poruszenia w sieci. Sytuacja ta ma jednak drugą stronę medalu. Po pierwsze nawet nieprzychylne Kościołowi media zwietrzyły okazję do zarobku, bazując na transmisjach Mszy świętych czy programów religijnych. Choć trudno wierzyć w dobre intencje, to jednak owoce mogą być bardzo dobre, a ucho na Boga lepiej nastrojone.

Gorzej jeśli doprowadzimy do przesytu. Już obecnie można mieć wrażenie, że zalewa nas przekaz duchowy w internecie. Internet donosi o akcjach typu „Zalewamy Facebooka błogosławieństwem”. Abstrahując już od tego, że paradoksalnie taka fala jednorodnej treści może ograniczyć ich zasięg zgodnie ze stosowanymi przez FB algorytmami, sama akcja może dać odwrotny skutek. Intencje są dobre, ale czy – jak sugerują redaktorzy ilsismografo – zbytnie natężenie treści nie rozmydla i nie rozpuszcza tego, co najważniejsze? Co, jeśli staniemy się nieczuli na ten przekaz, albo co gorsza, zacznie nas on denerwować? Odniesiemy odwrotny do zamierzonego skutek. Warto zachować roztropność i umiar.

Czy zatem mamy nie głosić Boga w czasach zarazy?

Oczywiście, że nie. Najważniejsze jest jednak osobiste spotkanie z Jezusem na modlitwie. Mówi do nas w ciszy i przy naszym milczeniu. Czy przy skądinąd dobrym uczestniczeniu w wielu transmisjach modlitewnych, nie zapominamy o czasie sam na sam z Jezusem?

Tylko Bóg!