Czy Polacy to dobrzy kibice?

„Piękny, emocjonujący konkurs, tylko szkoda, że to nie my odgrywaliśmy w nim głównych ról” – zagaił dziennikarz.

„Jak chcieliście odgrywać główne role, trzeba było zapiąć narty i skoczyć” – odpowiedział ze śmiechem Kamil Stoch po konkursie MŚ w skokach narciarskich w Insrbucku. Wiem, wiem. Ten tekst można było przeczytać już chyba na każdym możliwym portalu. Ale to dobry punkt wyjścia do dzisiejszego rozważania.

Dobra forma

Zaczniemy od dziennikarza. Tego typu pytanio-tezy to dziś dziennikarski standard. Chciał z polotem, a wyszło, jak wyszło. Z jednej strony trzeba uczciwie przyznać, że wyraził oczekiwania Polaków, co do wyników wysokiej klasy sportowca. Z drugiej strony często mamy postawę roszczeniową, bo oczekiwaliśmy czegoś ponadprzeciętnego, a tu klapa. Czy winny jest Kami Stoch? Sport, to sport. Nie zawsze się wygrywa. Np. w świecie futbolu żyjemy w czasach rywalizacji Messiego i Ronaldo. Nikt ich jeszcze przez wiele lat nie przebije, a jednocześnie, gdy któryś z nich zagra słabszy mecz, od razu wiesza się na nim psy. Bo jak to? On? Taki piłkarz? A czy my idąc do szkoły, pracy, albo w domu, mamy zawsze pełnię formy? Czy mają prawo zdarzyć się nam gorsze dni? Wydaje się, że odpowiedź jest prosta – oczywiście, że tak. A jednak z drugiej strony świat krzyczy do Ciebie, że masz być zawsze piękny, perfekcyjny i na 100% zaangażowany oraz wydajny. W sporcie spirala jest jeszcze bardziej nakręcona. Presja wyników jest ogromna i kto nie ma z profesjonalnym sportem styczności, nie ma świadomości jaki to potężny czynnik.

Polska mentalność

A zatem stawiam pytanie. Czy możemy wymagać od naszych reprezentantów narodowych (a także od innych sportowców i klubów) najlepszych postaw i wyników? Wiele za tym przemawia. Sport to atrakcja dla ludzi. To oczywiste, że ma nas bawić i dawać satysfakcję. Sport bez kibiców nie byłby też aż takim biznesem. Poza tym oczekujemy wyników z powodu narodowej dumy, ale także nawet z powodów ekonomicznych, bo przecież na rozwój i karierę sportowców w pewnej części idą też nasze podatki. To jednak nie dotyczy wszystkich dyscyplin, bo nieraz możemy przeczytać informację o jakimś sportowcu, który sam pokrywa koszty swoich przygotowań np. do igrzysk olimpijskich.
Wracając do naszych oczekiwań… Czasem są one jednak zbyt wygórowane. Najlepszym przykładem jest tu piłka nożna, która prowadzi nasze emocje jak sinusoida, od euforii i śmiałej postawy zwyciężenia całego świata, aż po najgorsze opinie o reprezentacji typu „zwolnić ich wszystkich”. Z czego to wynika? Na pewno z naszej, polskiej emocjonalności, ale nie tylko. Niedawne sukcesy polskiej reprezentacji piłki nożnej na Euro 2016 dały nam nadzieję na sukces w MŚ 2018. Spotkanie z rzeczywistością okazało się brutalne. Jednak kibiców zabolała nie tylko sama porażka, ale głównie postawa piłkarzy. Fani komentowali, że piłkarze więcej skupiają się na grze w reklamach TV, niż na treningach, albo, że biegać im się nie chciało, albo „gdzie był Lewandowski?” Pewnie sporo w tym racji, ale każdy interesujący się sportem człowiek wie, że czynników i okoliczności dyspozycji Polaków było znacznie więcej. Inni pocieszają się, że Niemcom poszło jeszcze gorzej 😉 Trzeba jednak przyznać, że będący teraz na fali skoczkowie narciarscy wykazują się często większą pokorą i skromnością mimo ogromnych sukcesów i tym zjednują sobie serca kibiców.

Polacy

Czy zatem jesteśmy dobrymi kibicami? „Sport bez kibiców nie istnieje, tak samo jak kibiców nie byłoby bez sportowych emocji” – dopowiada Sylwia Jaśkowiec nasza reprezentantka Polski w biegach narciarskich, wielokrotna medalistka i uczestniczka igrzysk olimpijskich. Siedzi akurat koło mnie. No to pytam, jak to jest z tymi kibicami. „Doping kibiców to coś niesamowitego. Na tle innych krajów polscy kibice wyróżniają się ogromną kulturą i energią. Świetny przykład to Polana Jakuszycka w Szkarskiej Porębie. Tam kibice wręcz odradzają sportowca, gdy jest już na skraju sił. Wówczas biegnie się jak na skrzydłach. Nie jest się samemu” – opowiada Sylwia – „W Vancouver też było super, te dwa miejsca szczególnie dobrze wspominam myśląc o kibicach.”
Z pewnością jest w nas, polskich kibicach sporo dumy, że skoro kibicujemy, to wymagamy. Nasze wsparcie w wielu dyscyplinach jest jak przysłowiowy dwunasty piłkarz. „W naszym środowisku mówi się na to 9 element” – dodaje Sylwia i uzupełnia – „Trzeba też rozróżnić kibica aktywnego, będącego na miejscu, a tego sprzed TV”. Z pewnością ten kibic, który jest zaangażowany we wsparcie sportowca na miejcu zawodów zasługuje na więcej uznania i może też ciut więcej wymagać od reprezentanta. Często jednak od kibiców niewiele zależy, miejmy pokorę to uznać. W miniony weekend po konkursie skoków Dawid Kubacki został zapytany czy niosła go energia kibiców tak licznie zgromadzonych pod skocznią. Kubacki odpowiedział, że w sumie tam na górze, w kasku na głowie, to kibiców niezbyt słychać ani widać. Kolejna trafna odpowiedź polskiego skoczka. A zatem pokora. Tej brakuje często tym kibicom sprzed TV, którzy mają najlepsze przepisy na skład kadry, obsadę trenerską, a nawet promocję i zarządzanie całym polskim sportem. Powtarzam więc… Pokora.

Obserwując różne sportowe zmagania Polaków od wielu lat mogę jednak stwierdzić, że mimo różnych dyspozycji naszych sportowców i wielkich burz i złości kibiców – jesteśmy wierni. Zdenerwujemy się, na jakiś czas obrazimy, jak nakazuje nam słowiańska natura, ale gdy emocje opadną, nasze nadzieje na powrót rosną wraz z naszym wsparciem i sympatią do sportowców. Oczywiście towarzyszy temu częste narzekanie, polski atrybut, ale mimo to jesteśmy wierni. To taka, nasza polska mentalność. Spójrzmy na inne obszary społeczne. W polityce mamy tę samą sinusoidę od euforii sukcesu po krytykę do szpiku kości. Historycznie podobnie – od zrywu do zrywu, ale budować trwałą dyspozycję i siłę społeczno-gospodarczą to już większy problem.

Na koniec przypomina mi się w kontekście tej wiary i sportowych sukcesów cytat św. Pawła „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4, 7).

Krzysztof Zieliński