unsplash.com

Kwadrans biblijny – ProtoEWAngelia

Przeczytaj: Rdz 3, 14-15

W zasadzie to wyprzedziłem w ostatnim rozważaniu teologię chrześcijańską... według niej pierwszą Ewangelią (protoewangelią) jest zapowiedź ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem, która zawarta jest właśnie w Księdze Rodzaju. Słyszy ją wąż po tym, jak udało mu się doprowadzić ludzi do grzechu. Przysłuchują się temu również Adam i Ewa. "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 3, 15).

To właśnie Ewa wdała się w ten dialog, który doprowadził do upadku. Bóg jednak nawet z błędu i grzechu człowieka potrafi wyprowadzić dobro. Nie znaczy to, że nic złego się nie stało. Adam i Ewa poczuli konsekwencje grzechu, zobaczyli swoją nagość, stracili raj, ale nie utracili nadziei. Sam Bóg ją w nich zachował.

Z potomstwa Ewy wyszedł w kulminacyjnym momencie dziejów Jezus Chrystus. To On zmiażdżył głowę szatana przez swoją śmierć i zmartwychwstanie! To On jest spełnieniem nadziei straconej w raju.

Czyż to nie jest fascynujące, że ta walka dobra ze złem jest już przesądzona? Jakaż to wielka nadzieja dla mnie, kiedy pomyślę, że mój upadek to nie przegrana wojna, ale tylko bitwa. Oczywiście, to nie sprawia, że mogę spocząć na laurach. Wróg ciągle oblega moje serce i nie spocznie do końca. Ja jednak, będą w bliskiej więzi z Ojcem, nie muszę się bać. Kiedy staję do walki, ubrany w zbroję Bożą, mając po prawicy przyjaciela Jezusa, Syna Króla Niebieskiego, mogę być pewien zwycięstwa. A nawet kiedy ja upadnę w walce, On stoi nadal i broni mnie własnym ciałem do momentu aż znów wstanę do dalszej walki.

"Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.

Bóg przynosi w tym jednym zdaniu motywację do tego, aby powstawać. To moment kluczowy, gdy Bóg podnosi mnie i dodaje na nowo motywacji do działania, do miłości i do wiary w ostateczne zwycięstwo.

Przyglądam się wielu ludziom i słucham, jak dzielą się swoimi przegranymi. Smuci mnie, że wielu z nich nie widzi, jak wielka walka toczy się o ich życie. Zastanawia mnie, jak to się stało, że wielu uwierzyło w ostateczną przegraną? Martwi mnie, że jeszcze dla tak wielu ta walka o ich życie jest obojętna. Sami pozwalają przez to, aby przeciwnik miażdżył więcej niż piętę w ich życiu.

To jednak wyzwanie dla nas, którzy wiemy, że w mocy Chrystusa możemy miażdżyć głowę węża. Tym bardziej, w świadomości tego, kim jesteśmy, powinniśmy wychodzić na front i podnosić upadłych w walce. Tym bardziej, stąpając po wężach i skorpionach, powinniśmy iść do ludzi pozbawionych nadziei i wlewać ją na nowo w serca, przypominając, że Jezus już ostateczną walkę zwyciężył za nas.

Ewa usłyszała protoewangelię. Dzięki niej dotarła ona również do mnie i do ciebie. W Bogu już jesteśmy zwycięzcami! A zatem: do walki!


unsplash.com

Kwadrans biblijny – Pierwsza EWAngelia

Przeczytaj: Rdz 2, 18-25

U boku mężczyzny Bóg postawił kobietę. Mówi: "nie jest dobrze, by człowiek był sam" (Rdz 2, 18). To jest pierwsza Ewangelia, jaką możemy przeczytać w Biblii. Ewangelia - czyli dobra nowina związana właśnie ze stworzeniem kobiety - Ewy (bo tak ją nazwie potem mężczyzna w Rdz 3, 20). Pierwsze przesłanie, jakie Bóg przynosi nam przez stworzenie Ewy jest bardzo poruszające - "nie chcę, abyś był sam!".

Tu chodzi o coś głębszego niż tylko o relację mężczyzn do kobiet. Chociaż w tej relacji możemy najbardziej tego doświadczyć. Tego zawsze zazdroszczę małżeństwom. Oni mogą najbardziej na płaszczyźnie ludzkiej doświadczyć ratunku wobec chorobliwej samotności.

Każdy jest bowiem narażony na chorobliwą samotność. W taką samotność niestety wielu z nas wpędza się samodzielnie. Wielu z nas wpędza również drugi człowiek, a także zły duch, wmawiając, że tak będzie bezpieczniej i lepiej dla każdego. Wobec tego kłamstwa staje Pan Bóg i mówi: "nie jest dobrze, by człowiek był sam".

Wielokrotnie spotkałem się już z ludźmi, którzy chcieli uciekać przed innymi. Doskonale rozumiem ich powody - nieraz głębokie zranienia, nieporozumienia, nadużycie zaufania, zdrady, zniesławienia, wykorzystanie seksualne, emocjonalne i finansowe i wiele innych, równie trudnych powodów. Tacy ludzie właśnie w samotności widzieli swój ratunek. Nie rozumiem jednak tak głębokiego zamknięcia się w chorobliwej samotności!

Bóg zaprasza każdego z nas do tego, abyśmy z niej wychodzili! Przede wszystkim zaprasza nas do osobistej, bliskiej relacji z Nim. Więcej! Sam wychodzi nam naprzeciw i staje się człowiekiem w Jezusie Chrystusie! To jest dla mnie najbardziej poruszająca prawda Wcielenia! Bóg wychodzi naprzeciw mojej samotności i staje się człowiekiem. Wchodzi w dzieje świata, doświadcza tych samych spraw, trudności, problemów (oprócz grzechu). Oddaje swoje życie i zmartwychwstaje, aby być jeszcze bliżej... w moim sercu już na zawsze. Co jeszcze mógł dla nas zrobić Pan Bóg? Ciągle możemy zbliżać się do Niego, Jego serce pozostaje otwarte na każdego z nas. Modlitwa jest środkiem do tego, aby to zrobić. Papież Benedykt powiedział: "Kto wierzy, nigdy nie jest sam". Bóg zawsze jest przy nas!

W jaki sposób Bóg chce wyciągać nas z chorobliwej samotności? Przede wszystkim przez drugiego człowieka, poprzez budowanie relacji między ludźmi. Niejednokrotnie zdarza się przecież, że w kryzysach, które przeżywamy nagle pojawia się drugi człowiek - mąż, żona, brat, siostra, rodzicie, ksiądz, przyjaciel, wspólnota... pojawiają się idealnie na ten moment, gdy tego najbardziej potrzebujemy. To właśnie drugi człowiek może wyciągnąć nas z chorobliwiej samotności. Jeśli widzisz, że taka ci doskwiera - szukaj kontaktu z drugim człowiekiem! Nie odcinaj się od innych - od współmałżonka, od rodziny, od przyjaciół, od wspólnoty. To w nich leży twoja pomoc! Wiem, że zranienia mogą przychodzić z niektórych miejsc, o których piszę... ale niemożliwe jest, aby przychodziły ze wszystkich naraz... a nawet jeśli, to raczej problem nie leży w nich, tylko we mnie!

Ewa została stworzona jako pomoc dla mężczyzny, który przeżywał rajską samotność. Przyszła mu z pomocą, przyniosła mu radość, pokój. Odtąd mężczyzna mógł z nią dzielić swoje sprawy. Również i nam Bóg przychodzi z pomocą w drugim człowieku. To właśnie w relacjach między nami możemy odnaleźć to, czego nam tak bardzo brakuje. Dlatego warto modlić się i dziękować za wszystkie relacje, jakie mamy między sobą. Relacje popsute i chorobliwe warto zawierzać Bogu i prosić o ich uzdrowienie. Nigdy jednak przed ludźmi nie uciekajmy i nie dajmy się wpędzić w chorobliwą samotność. Nasza nadzieja leży zupełnie gdzie indziej i to o niej mówi nam Pan Bóg w stworzeniu kobiety obok mężczyzny - "nie jest dobrze, by człowiek był sam".


unsplash.com

Kwadrans biblijny – A DAM tobie szansę

Przeczytaj: Rdz 3, 17-19

Po tym, co się stało w raju, Pan Bóg musiał wyciągnąć konsekwencje. Człowiek nie posłuchał Jego zaleceń. Adam usłyszał trudne słowa na temat swojej przyszłości i przyszłości swoich bliskich. Takie słowa chciałoby się ominąć szerokim łukiem. Wolimy nie mieć do czynienia z konsekwencjami naszych wyborów. Niemniej jednak pierwsze, co przebija z tych słów, to szansa, jaką Bóg daje człowiekowi. To jest dobra nowina! Tą dobrą nowiną jest to, że człowiek po grzechu pierworodnym może żyć dalej! Co prawda, stał się śmiertelnikiem, ale nie został zgładzony. Co prawda, z trudem będzie szukać pożywienia, ale to nie znaczy, że umrze z głodu.

Zmierzyć się z konsekwencjami swojego grzesznego postępowania jest oznaką wielkiej dojrzałości. Kiedy patrzę nieraz na różnorakie sytuacje ludzkie i na swoje życie, to widzę, że do takiej postawy można dojść tylko wtedy, gdy w wolności tak zdecydujesz. To nie przychodzi samoczynnie. Potrzeba do tego wielkiej odwagi. Bywały momenty, że mi jej brakowało. Dopóki nie miałem odwagi zmierzyć się z konsekwencjami, wpadałem w iluzję życia. Udawanie, że nic się nie stało, nigdy nie rozwiązało sprawy. Wręcz przeciwnie - pogarszało ją i strasznie frustrowało.

Potem przyszedł w moim życiu taki etap, że poszedłem w drugą skrajność. Widziałem konsekwencje swoich działań, ale przesadzałem w ich interpretacji. Nawiązując do fragmentu, który dzisiaj przypada. Bóg mówił: "w pocie czoła będziesz musiał zdobywać pożywienie", a ja myślałem: "umrę z głodu i Bóg mnie na to skazuje". Wpędzałem się w poczucie winy, które mnie kompletnie niszczyło i nazywałem to jeszcze pobożnie "żalem za grzechy". Pan Bóg jednak upomniał się o to i pokazał, że zupełnie nie o to mu chodzi w konfrontacji z moim grzechem.

Teraz natomiast widzę skutki swojego postępowania. Wiem, że nie wszystko od razu można naprawić i wyprostować. Doświadczam jednak zarazem, że po moich błędach Bóg nie pozostawia mnie nagim. Tak samo, jak Adamowi, tak i mnie sporządza odzienie i okrywa moją nagość (por. Rdz 3, 21). Oczywiście muszę opuścić rajskie tereny, ale to nie oznacza, że cały świat się zawalił. Bóg daje mi szansę. On tak łatwo nie rezygnuje z uratowania mnie. Jaki jest na to dowód? Taki, że Księga Rodzaju nie jest ostatnią księgą Bożego Objawienia! Bóg ze mnie nie rezygnuje! Wiem, że jest i będzie ciężej, ale to nie oznacza, że mam przekreślone szanse na zbawienie.

Moje odkrycie, które ofiarował mi Pan Bóg przez dobrych ludzi, zmieniło moje spojrzenie na innych. Staram się odtąd nikomu nie odbierać szansy. Nie chcę zostawiać ludzi nagimi z ich problemami. Wiem, że nie zawsze potrafię im pomóc, ale jestem również przekonany, że Bóg ma swoje rozwiązania, które prędzej czy później pokaże i wprowadzi w życie tych ludzi. Moja nadzieja sięga teraz tak daleko, że nawet to, że prochem jestem i w proch się obrócę, nie przeraża tak, jak wcześniej. Skoro bowiem Bóg raz ulepił z prochu człowieka, czemu nie miałby zrobić tego ponownie w dniu zmartwychwstania? A Jezus zapowiedział, że tak właśnie się stanie przez swoje zmartwychwstanie.

Ziemia po grzechu pierwszych ludzi stała się przeklęta, ale człowiek nie został przez Boga przeklęty! Dał nam szansę... daje nam szanse... i nie przestanie dawać! Boże, jaki Ty jesteś dobry dla mnie...


unsplash.com

Kwadrans biblijny – A DAM sobie spokój

Przeczytaj: Rdz 3; Ap 3, 15-16

Kiedy czytam drugi opis stworzenia, to widzę wyraźnie, jak Bóg dowartościował Adama. W tym opisie stworzył go jako pierwszego człowieka. Umieścił go w ogrodzie i powierzył Eden jego odpowiedzialności. Adamowi dał wyraźne wskazania, co do wszystkich drzew ogrodu i tego jednego, z którego nie wolno jeść. Wszelkie zasady życia Adam miał podane "na tacy". Wiedział, co wolno, a czego nie.

Potem Pan Bóg zatroszczył się o to, by Adam nie był samotny. Tym razem jego opiece i odpowiedzialności powierzył kobietę. Jak czytamy w pewnym żydowskim midraszu, stworzył ją z jego boku "aby była mu równą, spod jego ramienia, aby ją chronił, i blisko jego serca, aby była przez niego kochaną".

Wszystko było pięknie do momentu kuszenia. Dla mnie, mężczyzny, pisanie o tym jest ważne, bo to prawda też o mnie. Tak często, chociażby tylko w żartach, ale jednak mówi się, że to wszystko przez kobiety (z szacunkiem dla całej płci pięknej). No bo przecież Ewa zaczęła dyskutować z wężem, no bo to ona zerwała owoc itd. itd.

Jednak Adam też nie jest bez winy w tym wszystkim. Gdy czytamy moment kuszenia, to dowiadujemy się, że Ewa zjadła owoc i podała mężczyźnie "który był z nią" (Rdz 3,6). Cały czas tam był, słuchał całej rozmowy na pokuszenie i... nic nie zrobił! Adam dał sobie spokój ze znanymi sobie zasadami. Przecież to on wszystko usłyszał od Boga, jak ma żyć i na co uważać. Wszystkie drzewa w ogrodzie były do ich dyspozycji, a tylko to jedno było zakazane - wiedział o tym. I co? Nic! Nic nie zrobił!

Wiemy, że potrafimy nic nie robić; że jako mężczyźni potrafimy myśleć o niczym... i to nie jest od razu złe. Nieraz mężczyzna tego potrzebuje. Więcej! Każdy człowiek potrzebuje takiego momentu, gdzie nie biegnie za czymś i nie myśli o czymś. Każdy potrzebuje zatrzymania. Niemniej jednak trzeba z tym uważać. Nie można dać sobie spokoju z pewnymi sprawami, które wymagają interwencji. Nie można zachować się jak Adam, kiedy sprawa wymaga interwencji.

Ta sytuacja z kuszeniem, która nie jest zbyt chlubną kartą z biografii Adama, przekazuje nam ważne przesłanie: Uważaj, abyś nie stał się obojętny! I to przesłanie dotyczy wszystkich - zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Spotykam ludzi i sam nieraz ulegam takiej mrzonce: "przecież nic złego nie robię!". Może to i prawda, ale może też nie robisz nic dobrego? Może w ogóle nic nie robisz - tak jak Adam w Rdz 3, kiedy pozwolił na kuszenie Ewy. Z ostatniej księgi Pisma Świętego słyszymy przestrogę: "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś . Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3, 15-16). Nie bądź letni i obojętny! Tym nie rozwiążesz problemów twojego życia! Na pewno są sprawy, które wymagają twojej interwencji, konkretnego działania. Święty Paweł mówi: "Bóg jest sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą" (Flp 2, 13). Czy chcesz, aby teraz na nowo wyrwał cię z letniości i obojętności?


unsplash.com

Kwadrans biblijny – A DAM mu na imię Adam!

Przeczytaj: Rdz 2, 1-7

Skąd się to wzięło, że pierwszego człowieka nazywamy Adamem? Z tego, że po hebrajsku imię Adam znaczy "człowiek". Można jednak przetłumaczyć imię pierwszego człowieka jako "ziemia". Z niej bowiem Pan Bóg ulepił człowieka (Rdz 2, 7).

Pierwsze przesłanie, jakie przynosi nam Adam, to prawda o naszej tożsamości! Jestem człowiekiem! Ty jesteś też człowiekiem! Znamy to powiedzenie: "człowiekiem jestem; i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" (powiedział to Terencjusz).

Mam jednak coraz częściej nieodparte wrażenie, że dzisiaj stajemy się obcy swojemu człowieczeństwu, czyli swojej tożsamości. To, co ludzkie, staje się nam obce. Ludzie przestają czasem być ludźmi. Każdy z nas na pewno znalazłby odpowiedni przykład dla takiego stwierdzenia. Mało tego! Wielu z nas do tego stopnia przewraca świat do góry nogami, twierdząc, że podejmując nieludzkie działania, zachowania i postawy - że dopiero wtedy naprawdę stają się ludźmi. Otacza nas całkiem pokręcona rzeczywistość...

Pojawienie się pierwszego ludzkiego bohatera Biblii pokazuje nam ważną sprawę! Pokazuje nam człowieczeństwo w bardzo konkretnym kontekście - kontekście stworzenia! Człowieka stworzył Bóg. Człowiek sam siebie nie stworzył. Na cokolwiek więc patrzę, za czymkolwiek idę i cokolwiek wybieram - to robię w odniesieniu do Tego, który mnie stworzył.

Nie może mi być obce, to skąd pochodzę i jak pojawiłem się na tym świecie. W innym rozważaniu napisałem, że hebr. "stwarzać" znaczy też "rodzić". Jesteśmy zrodzeni przez Boga. Wiemy, że dziecko ma wiele cech wspólnych od rodziców. Genetycznie przejmuje wiele od innych. My również przejęliśmy od Boga - naszego Stwórcy i Rodzica - cechy, które w sobie ma. Czy odkrywasz je w swoim życiu? Czy potrafisz je nazwać? Jeśli tak - nic, co ludzkie, nie jest tobie obce. Adam - człowiek - ziemia…

Częścią mojej tożsamości jest to, że mam swoje miejsce na ziemi. To konkretne miejsce, w którym teraz jestem; tę narodowość, jaką w sobie mam; taką, a nie inną historię, która jest moim doświadczeniem. Ta część naszej tożsamości nie zawsze jest prosta do przyjęcia. Spotkałem już wielu ludzi, którzy nie godzą się na takie swoje osobiste miejsce w świecie. Jest w nich bunt, że mają taką, a nie inną historię. Różne są powody takiej postawy, ale nie jest ona do końca zdrowa. Powoduje często w człowieku ogromny żal, który głęboko skrywany, "fermentuje" w sercu i zatruwa życie, odczuwanie, kochanie, działanie... Adam znaczy "ziemia". Moje miejsce na ziemi nie jest przypadkowe. Może nawet czytając ten tekst, stykając się o tej prawdzie Bożego słowa, zobaczysz, że Pan Bóg doprowadził ciebie aż do dzisiejszego dnia nie bez powodu. To, że przeżyłeś te wszystkie sprawy, zarówno dobre, jak i bolesne (z własnej lub nie z własnej winy) dane były ci nie bez powodu. Sam osobiście tego doświadczam w spotkaniu z ludźmi na mojej drodze kapłańskiej. Każde takie spotkanie pokazuje mi po raz kolejny i kolejny, że moje wydarzenia życiowe nie były przypadkowe, bo dzięki nim mogę dzisiaj pomóc innym. Odkąd przestałem narzekać na swoją przeszłość, a zarazem zacząłem patrzeć na nią realnie (jako część mojej tożsamości), doznaję uzdrowienia mojego wnętrza. Dokonuje się ono regularnie. Czasem jest trudne do przyjęcia, jak gorzkie lekarstwo zapisane przez lekarza. Ostatecznie jednak przynosi mi ulgę i odnawia moje życie. To jest naprawdę piękne, czego Bóg dokonuje w ten sposób!

Stworzenie człowieka - Adama - z prochu ziemi nie było przypadkowe! Bóg wyraźnie pokazuje nam naszą tożsamość, która może została przez nas zagubiona. Spróbuj na nowo zacząć ją odkrywać w relacji z Bogiem i innymi ludźmi! Nie pożałujesz... dla Boga bowiem każdy z nas jest jak pierwszy stworzony przez Niego człowiek!


cathopic.com

Kwadrans biblijny – Bóg błogosławi

Przeczytaj: Rdz 1; Mt 5, 1-12

Ostatni czasownik przypisany Bogu to błogosławić. Jest użyty dwukrotnie (Rdz 1, 22. 28). W trakcie stworzenia na słowo Boga powstają zwierzęta wodne i powietrzne. Zostają one przez Boga pobłogosławione tak, aby rozmnażały się i zapełniły środowisko, do którego je Bóg przeznaczył. Ciekawostką (póki co, nie do wyjaśnienia dla mnie) jest to, że Bóg nie błogosławi reszty stworzonych zwierząt. Błogosławieństwem objęte są jedynie ryby i ptaki... może ktoś znajdzie na to jakąś odpowiedź.

Drugie błogosławieństwo obejmuje natomiast ludzi, którym również Bóg poleca rozmnażanie się, zaludnianie ziemi, ale też dodatkowo daje im panowanie nad zwierzętami - zarówno pobłogosławionymi i niepobłogosławionymi. Człowiek otrzymuje w błogosławieństwie panowanie nad stworzeniem.

Gdy zacząłem wchodzić głębiej w biblijne znaczenie błogosławieństwa, odkryłem skarb, który jak na razie ledwo co ogarniam. Dlatego całości tego znaczenia tutaj nie opiszę, ale zatrzymam się jedynie na pierwszym i podstawowym znaczeniu tego czasownika.

Błogosławieństwo po łacinie brzmi "bene-dictio", co dosłownie można przetłumaczyć "dobrze mówić". Jest to zatem nie tylko dostrzeganie w kimś dobra, ale też mówienie o nim, wyrażanie tego odkrycia na zewnątrz. Bóg pokazuje jednak, że błogosławieństwo idzie dalej... nie jest tylko dostrzeganiem dobra, nie jest tylko mówieniem o kimś dobrze, ale jest ofiarowaniem konkretnego dobra. Co nim jest? Płodność, zdolność do przekazywania życia - i dosłownie, i w przenośni. Dosłownie bowiem ludzie i zwierzęta są zdolni przekazywać dalej życie i w ten sposób współpracują z Bogiem w dziele stworzenia. W przenośni jednak człowiek może też przekazać innym chęć do życia właśnie w tym, że będzie błogosławił (dobrze mówił) innym. O tym jeszcze za chwilę...

Wróćmy jeszcze do błogosławieństwa Boga dla nas. Darem, który otrzymuje człowiek jest również panowanie nad resztą stworzenia. Otrzymujemy więcej niż reszta, zostajemy postawieni wyżej w hierarchii ze względu na ten dar. To nas czyni odpowiedzialnymi, ale też zdolnymi do tej odpowiedzialności, aby uszanować to, co nie jest dziełem naszych rąk. W tę zdolność wyposaża nas sam Pan Bóg.

Boże błogosławieństwo, które Bóg wypowiada nad nami, jest wyrazem Jego hojności. Deszcz użyźniający glebę pochodzi z hojności Pana Boga. Słońce i piękna pogoda pochodzi z hojności Pana Boga. Nowe życie, które przychodzi na świat dzięki miłości rodziców pochodzi z hojności Pana Boga. Twoje i moje życie, każdy nowy dzień, pochodzi z hojności Pana Boga. Bóg błogosławi nam - jest hojny do tego stopnia, który przekracza nasze wyobrażenia. Dlaczego? Ponieważ w nas pokutuje myślenie, że na hojność trzeba zasłużyć! My natomiast nic nie zrobiliśmy, aby się urodzić; aby żyć... to jest darem, to jest wyrazem hojności z drugiej strony, to jest wyrazem błogosławieństwa. To jest Dobra Nowina! Nasze życie jest hojnością Boga dla tego świata! Nasze życie jest owocem Jego błogosławieństwa! On widzi w nas dobro, mówi o nim i obdarowuje nas dobrem poprzez to, że żyjemy.

Boże błogosławieństwo stoi w opozycji do przekleństwa. Tutaj wychodzi na wierzch pierwszy grzech, który popełniliśmy... grzech rajski. To on ściągnął Boże przekleństwo na ziemię. To on nas pozbawił raju, ale i tutaj objawiła się prawdziwa natura Boga. On tutaj już po raz pierwszy okazał nam miłosierdzie! Prawdziwe miłosierdzie, a nie takie, które jest klepaniem po ramieniu z beztroskim powiedzeniem: "nic się nie stało". Po grzechu Bóg przeklina jedynie węża (Rdz 3, 14) i ziemię (Rdz 3, 17). Bóg nie przeklina nas, choć to my ten grzech popełniliśmy; choć to my to przekleństwo ściągnęliśmy do naszego życia. To mnie szczególnie poruszyło w rozważaniach nad błogosławieństwem. Bóg się z tego nie wycofuje, nawet w obliczu zdrady człowieka! Mógł przecież wycofać błogosławieństwo, ale nie zrobił tego! Oszczędził nas! Oczywiście, ponieśliśmy konsekwencje tego grzechu, ale błogosławieństwa nie wycofał i nie zrezygnował z tego, aby widzieć w nas dobro, aby mówić o nim i by je nam ofiarować. Boże błogosławieństwo jest więc nieodwołalne, o ile chcemy je przyjmować do naszego życia. Jest moment w Biblii, gdzie Bóg mówi: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie..." (Pwt 30, 19). To my wyciągamy rękę po to, czego pragniemy, to nasze wybory sprawiają, czy odwieczne błogosławieństwo aktualizuje się w nas, czy też rezygnujemy z niego na rzecz przekleństwa i jego konsekwencji, jaką jest śmierć, oddzielenie od Boga. Najważniejsze jednak jest to, że błogosławieństwo jest niezmienne i nawet po naszych grzechach możemy je odnowić w sobie przez skruchę i nawrócenie do Boga. On ciągle nam daje taką możliwość i do końca życia nie zamknie jej przed nami.

Bóg jest hojny i wobec tej hojności rodzi się zachwyt: "Bóg daje mi tyle za darmo. Bóg jest tak naprawdę dobry, że to przekracza moje wyobrażenia!" Taki przynajmniej był mój zachwyt... nie wiem, czy masz podobny, kiedy poznajesz znaczenie błogosławieństwa i jego błogosławione konsekwencje. Jednak znowu, jak zresztą za każdym razem, nie możemy zatrzymać się na zachwycie. Skoro jesteśmy na "obraz Boży" (Rdz 1, 27), to znaczy, że i nasze błogosławieństwo może mieć taką samą moc co Boże błogosławieństwo. W Izraelu funkcjonowała modlitwa błogosławieństwa, o niektórych ludziach mówi się, że są błogosławieni. Jezus w Kazaniu na Górze również mówi o ludziach błogosławionych (Mt 5, 1-12). Błogosławienie może stać się wspaniałym i pięknym stylem naszego życia. Mówić o innych dobrze, widzieć ich dobro, wydobywać je na zewnątrz, dostrzegać obdarowanie drugiego człowieka, widzieć też ciągle hojność Boga i opowiadać o niej i włączać ją do naszej modlitwy - to styl życia, który może być i twoim, i moim. Jezus w Kazaniu na Górze mówi o błogosławionych... czyli ludziach, których obdarowanie jest wielkie w konkretnych życiowych postawach... ludziach, którzy są hojni w tej dobroci, którą zostali hojnie obdarowani przez Boga. Tak naprawdę do tego przeznaczony jest każdy, kto idzie za Chrystusem - żyć nieustannym błogosławieństwem i błogosławieniem. Jest to oczywiście zaproszenie, aby zaprzestać jak najszybciej tego, by źle mówić o innych, by plotkować i - co gorsza - przeklinać drugiego człowieka, złorzeczyć mu. Boże błogosławieństwo wypowiedziane nad nami ma swoją moc i konsekwencje. Boże przekleństwo, które ściągnęliśmy na ziemię też ma swoją moc i konsekwencje. Zatem i nasze błogosławieństwo lub przekleństwo skierowane w stronę drugiego człowieka ma swoją moc i konsekwencje. Uważajmy na zbyt pochopne wypowiadanie tego, co nam ślina na język przyniesie. Nawet jeśli nad tym nie zapanujemy i wypowiemy coś złego (natura ludzka jest słaba) to lekarstwem jest natychmiastowe wypowiedzenie błogosławieństwa nad tą osobą.

Można by jeszcze wiele o błogosławieństwie napisać, ale sam muszę to sobie najpierw w głowie i w sercu poukładać. Na teraz niech to wystarczy... błogosławię, Panie Boże, każdemu, kto czyta ten tekst i kto pragnie iść za Tobą, poznając Twoje słowo. Błogosławię też tym, którzy są wobec Ciebie i mnie obojętni lub wrodzy, daj im doświadczyć Twojej hojności teraz lub w czasie, który Ty wybierzesz. Błogosław wszystkim na świecie i nigdy nie żałuj nam swojego błogosławieństwa. Amen.


unsplash.com

Kwadrans biblijny – Bóg nazywa

Przeczytaj: Rdz 1; J 15, 12-17

Idąc dalej tropem boskich czasowników, dochodzimy do czynności nazywania. Pan Bóg stwarzając nadaje kolejnym swoim dziełom nazwy: światłość nazywa dniem, a ciemność nocą (Rdz 1, 5); sklepienie nazwał niebem (1, 8); suchą powierzchnie ziemią, a zbiorowisko wód morzem (1, 10). Warto zauważyć, że nic więcej w opisie stworzenia Pan Bóg już nie nazywa. Zwierzęta i człowiek nie są przez Boga nazwani. Jest to dość intrygujące, ale prowadzi do zadziwiających wniosków.

Nazywanie w Biblii wskazuje na dominację. Pan Bóg nazywając niektóre swoje dzieła pokazuje, że to On nad nimi dominuje pierwszorzędnie! Zastanawiałeś się, dlaczego to rodzice mają pierwszeństwo w nazywaniu swoich dzieci? Bo to ich dzieci, nie kogo innego. Nikt nas nie pytał o zdanie, jak chcemy się nazywać. W tym względzie rodzice nas zdominowali, ale mieli do tego pełne prawo, ponieważ to oni dali nam życie. Tak samo Bóg miał prawo nazwać swoje pierwsze stworzenia, bo to On jest ich rodzicem.

Dzieje się tutaj jednak coś zaskakującego. Dlaczego Pan Bóg nie nazywa zwierząt ani człowieka? Dlaczego Pan Bóg i nad nimi nie dominuje? Przecież ma do tego pełne prawo. To On nas stworzył! To On jest też naszym rodzicem! Tutaj poznajemy, jaki Pan Bóg jest kochany! Dla mnie jest to największe odkrycie czasownika „nazywać”. Bóg nie chce nade mną dominować! Bóg nie chce, abym był niewolnikiem. Znowu możemy wrócić do obrazu relacji rodziców do dzieci. Dojrzali rodzice wiedzą, że przychodzi moment, kiedy muszą przestać dominować nad swoimi dziećmi. Przychodzi taki moment, kiedy rodzice uwalniają swoje dzieci spod rodzicielskiej dominacji. Wiele nieszczęść powstało z tego, że rodzice rościli sobie do całożyciowej dominacji nad dziećmi… dla nas przynajmniej jest to dość istotne, aby w pewnym momencie życia uzyskać niezależność.

Pan Bóg obdarował nas wolnością i respektuje ją od zawsze i na zawsze. Widać to doskonale w drugim opisie stworzenia. Bóg stwierdza, że człowiek nie może być sam na świecie. Stwarza zwierzęta i przyprowadza je do mężczyzny, „aby przekonać się, jaką on da im nazwę” (Rdz 2, 19). Pan Bóg rezygnuje z nazywania na rzecz człowieka. Mówiąc inaczej – pozwala teraz człowiekowi dominować nad tym, co On wcześniej stworzył.

Pamiętam doskonale, jak szedłem do Zgromadzenia. Ta decyzja jest trudna, a niekiedy najtrudniejsza dla rodziców. Ja jednak doświadczyłem zupełnie czegoś innego. Rodzice zachowali się względem mnie tak, jak Pan Bóg względem mężczyzny w raju. Pozwolili mi dominować nad moim życiem. Kiedy powiedziałem, że idę do klasztoru nie dość, że nie zabronili mi tego, to jeszcze wspierali mnie na każdym kroku. To naprawdę budujące móc zobaczyć, jak słowo Boże staje się faktem!

Panu Bogu nie było jednak dość! Kiedy posłał do nas Jezusa, powiedział do nas przez Niego: „już nie nazywam was sługami… nazwałem was przyjaciółmi” (J 15, 15). Wydaje się więc, że człowiek gdzieś w środku i tak miał przekonanie, że jego wolność jest „na niby”. Musiał przyjść Jezus, abyśmy mogli usłyszeć, że nie jesteśmy niewolnikami, nad którymi Bóg chce skrajnie i w pełni dominować. To od razu tworzyłoby w nas blokady i bunt. Dlatego Jezus nazywa nas przyjaciółmi, aby pokazać, że jedyną dominacją, jaką Bóg chce nam okazać, jest dominacja miłości. Przyjaciel to nie jest niewolnik. Nad przyjacielem się nie dominuje, bo to nie jest przyjaźń. Przyjaciela się kocha. Jezus mówi: „nazywam cię przyjacielem” – to znaczy – „chcę, aby Moja miłość zdominowała twoje życie”. Po raz kolejny Pan Bóg pokazuje, jak bardzo Mu na nas zależy. Zależy Mu na tym, abyśmy mieli w sobie to, co najpiękniejsze jest w Nim. Jeśli pozwolimy Bogu nazywać nas przyjaciółmi, tylko Jego miłość zdominuje nasze życie. Nic więcej! To nas nie zniewoli, ale da nam prawdziwą wolność.

Pozwól dzisiaj Bogu na to, aby nazywał cię przyjacielem. Nie bój się, że to w jakiś sposób ograniczy twoje życie. Wykorzystuj też mądrze przywilej nazywania w twoim życiu; przywilej dominacji nad tym, co pochodzi od ciebie. Nie bądź dominatorem w złym tego słowa znaczeniu. Bądź natomiast dominatorem w kochaniu jak Bóg.


unsplash.com

Kwadrans biblijny – Bóg oddziela

Przeczytaj: Rdz 1

Oprócz stwarzania, mówienia, widzenia, Bóg oddziela. Dwukrotnie to słowo odnosi się do Niego samego (zob. Rdz 1, 4. 7) i raz Bóg nadaje takie zadanie stworzeniu dnia czwartego (zob. Rdz 1, 17-18).

Pojawiają się w stworzeniu pewne przeciwieństwa, które wymagają oddzielenia. Bóg decyduje się postawić pewna granicę między jednym a drugim. W pierwszym przypadku chodzi o ciemność i światłość. Warto zauważyć, że z tych dwóch rzeczywistości tylko światłość jest dobra w oczach Boga. Dlatego oddziela ją od ciemności, która wcześniej "była nad powierzchnią bezładu wód" (Rdz 1, 2). Bóg nie godzi się na to, aby się przenikały, nie pozwala aby były pomieszane. Oddziela je od siebie. To znaczy, że są między nimi różnice nie do pogodzenia. Drugą rzeczą, którą Bóg oddziela, to niebo. Wcześniej był przytoczony już bezład wód. Teraz Bóg wprowadza ład poprzez podział na wody ponad sklepieniem i pod sklepieniem (zob. Rdz 1, 6-7).

W ostatnim przypadku Bóg stwarza jaśniejące ciała, które mają za zadanie wyznaczać podział utworzony na początku między światłem a ciemnością. One nie tylko mają być, ale przede wszystkim świecić w ciągu dnia i w ciągu nocy. Mają być widoczne w jednej i drugiej rzeczywistości. Wyczuwamy doskonale, że chodzi o słońce, księżyc i gwiazdy.

Każdy z nas stawia w życiu różnorakie granice. My też dokonujemy różnych podziałów. Oddzielamy pewne rzeczywistości naszego życia od siebie, aby zachować ład w naszym życiu. Nic w tym złego. Wręcz przeciwnie - jest to bardzo potrzebne, aby się rozwijać. Kto pozwala na przekraczanie swoich granic, kto pozwala na pomieszanie wartości i przenikanie się wszystkiego ze wszystkim, ten może doświadczyć chaosu. Przychodzą takie chwile, że to poczucie chaosu się nasila; że tego jest już za dużo. Przysłowiowo "cały świat wali nam się na głowę".

Właśnie dlatego przypatrujemy się temu boskiemu czasownikowi - "oddzielać". Stawianie granic i podziału prowadzi do harmonii. Pan Bóg poprzez tworzenie podziałów w stworzeniu zaprasza każdego człowieka do współpracy. Święty Piotr dostrzegł, że ci, którzy uwierzyli w Jezusa, doświadczają nowego stworzenia. Pan Bóg wzywa ich „z ciemności do przedziwnego światła” (zob. 1 P 2, 9). Jezus jest światłością świata i tak sam o sobie mówi: „Ja jestem Światłością świata, kto idzie za Mną nie chodzi w ciemnościach” (zob. J 8, 12). Każdy ochrzczony już tego doświadczył – fundamentalnego oddzielenia od ciemności i bezładu grzechu pierworodnego. Ten podział jest dalej aktualny, ale wymaga ciągłej aktualizacji. Dlatego potrzeba współpracy. Pan Bóg ciągle wzywa z ciemności do światła; chce nam pokazać granicę między nimi; chce nas maksymalnie oddzielić od ciemności, w którą ciągle możemy wpaść (i zresztą często wpadamy). To wezwanie kieruje zwłaszcza w swoim słowie, które czytane i medytowane ukazuje nam coraz wyraźniej te granice. Poznając je, możemy wspólnie z Nim te granice umacniać, aby być dziećmi światłości – jak pisze św. Paweł (1 Tes 5, 5). Jednak nawet, kiedy nam się to nie udaje osobiście, Bóg wkracza ze swoją mocą stwórczą i tego oddzielenia dokonuje. Dzieje się to zwłaszcza wtedy, gdy odpuszcza nam grzechy, które Mu wyznamy; gdy przyznamy się przed Nim do tego, że wybieramy ciemność i chodzimy w niej zanurzeni. Wyznanie Mu swoich win sprawia, że Bóg dokonuje tego samego oddzielenia, jak na początku świata. Oddziela nas – dzieci światłości – od ciemności.

Podział, w wyniku którego powstało niebo z wód nad sklepieniem przypomina o tym, że mamy szukać tego, co w górze. Niektórzy mają taką tendencję, aby na swoje życie patrzeć jak na bezład wód, spowite całkowitą ciemnością. Życie nieraz potrafi nas wprowadzić właśnie w takie myślenie, że na horyzoncie nie widać żadnego przebłysku światła, a nad nami nie ma już żadnego nieba. To jednak jest jedno wielkie kłamstwo i wszyscy o tym wiemy lub przynajmniej to przeczuwamy! Oczywiście złemu duchowi bardzo zależy, abyśmy w to kłamstwo uwierzyli z jakichkolwiek powodów. Bóg natomiast pokazuje bardzo wyraźnie – jest niebo! To niebo jest dla ciebie. To niebo jest oddzielone od całego bezładu wód. Skoro Bóg dokonał tego stwarzając świat, to może tego dokonać w twoim sposobie myślenia. Oczywiście, jeśli Mu na to pozwolisz. Dzisiaj, kiedy to pisze, nie widzę nieba za oknem, bo w Katowicach jest ono całkowicie zachmurzone. Przypomniało mi się jednak, że kiedyś w podobnym dniu powiedziałem komuś: „O! Nie ma słońca”. A ta osoba na to: „jest, tylko go nie teraz widać”. O to właśnie chodzi, aby uwierzyć Bogu na słowo – „JEST DLA CIEBIE NIEBO! Nawet jeśli go jeszcze teraz nie widzisz. Jest dla ciebie niebo – bo Ja je oddzieliłem od bezładu wód” – mówi Pan Bóg. Ten podział jest niezmienny do końca świata i Bóg zrobi wszystko, abyśmy wszyscy znaleźli się w niebie.

Na koniec jednak pozostaje zadanie. Bóg stwarza słońce, księżyc, gwiazdy i daje im zadanie – świecić w dzień i w nocy, oddzielać jedno od drugiego. To jest właśnie zadanie dla nas – świecić ludziom. Jezus powiedział – wy jesteście światłością świata (zob. Mt 5, 14). Mamy świecić tym, którzy sami doświadczają światła – czyli w momentach radości. Mamy tez jednak świecić tym, którzy pogrążeni są w ciemności – czyli w smutku, w grzechu, w zagubieniu, w chorobie. Raz mamy być słońcem, a raz gwiazdą i księżycem. Czy stałem się jednym i drugim? Drugim jest zdecydowanie trudniej. Pomyśl jednak o nocy bez gwiazd i księżyca. Jak ciemna była by to noc. Chcesz, żeby ktoś z twoich bliskich w takiej ciemności tkwił, gdy ty doświadczasz światła Bożej łaski?


unsplash.com

Kwadrans biblijny - Bóg widzi

Przeczytaj: Rdz 1

Bóg widzi i Jego spojrzenie czyni cuda. W Księdze Rodzaju Bóg na koniec każdego dnia stworzenia widział, że to, co uczynił „było dobre” (por. Rdz 1, 4. 12. 18. 21. 25). Bóg nie tylko tworzy świat, ale przygląda się temu, co stworzył i ocenia swoje dzieło. To jest dość istotne… pokazuje po raz kolejny, że Bóg interesuje się tym, co stwarza! Nie mówi sobie: „wyjdzie, jak wyjdzie…”. Wręcz przeciwnie – czuje się odpowiedzialny za to, co tworzy.

Bóg również przygląda się swoim dziełom dlatego, że się nimi cieszy. Kiedy sprzątam pokój i widzę efekt mojej pracy, to lubię nacieszyć się tym widokiem. Staję w progu i przyglądam się temu, co zrobiły moje ręce. To nic złego cieszyć się efektem swojej pracy, dobrze wykonanym zadaniem, świetnie wygłoszoną mową czy kazaniem itp. Bóg patrzy na to, co stworzył i cieszy się tym! Świat przez Niego stworzony jest powodem Jego radości i każdego dnia przygląda się temu pięknu, które sam uczynił.

Kiedy ostatnio zapatrzyłeś się w gwiazdy albo w chmury? Kiedy ostatnio wsłuchałeś się w śpiew ptaków, szum wiatru? Naśladujesz Boga, kiedy masz na to choć chwilę czasu. W Sylwestra o północy byłem zobaczyć fajerwerki przy katowickim spodku. Była wielka scena, masa ludzi, światła przebijające chmur, głośna muzyka. To jednak, co przykuło uwagę ludzi, z którymi tam byłem, to księżyc. Niby nic… ale przecież było tyle innych atrakcji, a oni z radością mówią: „popatrzcie, jaki piękny księżyc”. To jest zaczątek prawdziwej radości w nas, kiedy dostrzegamy i cieszymy się tym, co Bóg stworzył dla nas.

Warto też zadać sobie pytanie o moją odpowiedzialność za stworzony świat. Papież Franciszek wydał encyklikę „Laudato si”. Niektórzy dziwili się, po co taki dokument. Też nie rozumiałem, póki nie zobaczyłem zdjęcia zrobionego w jednym z państw Południowej Ameryki. Rzeka pełna śmieci i biedne dzieci, które tam muszą się kąpać. Ktoś może pomyśli: „a co ja mam do tego, mieszkając kilka tysięcy kilometrów od tych miejsc”. Możesz zacząć szanować to, co masz: jedzenie, zużywanie wody czy prądu, środowisko naturalne itd. Możesz uszanować to, czego innym tak często brak. Jesteśmy odpowiedzialni za to, co Bóg stworzył. On przygląda się temu i widzi, że jest dobre. My przyglądamy się temu i też uznajemy za dobre, ale co dalej? Szanujemy to dobro wspólne, czy marnujemy? Korzystając z tego dobra myślimy tylko o sobie, czy pamiętamy o innych?

Kiedy docieramy do końca pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju, to przeczytamy podsumowanie całego stworzenia. Oprócz świata pojawia się również człowiek i po sześciu dniach Bóg „widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Nie dziwi cię, dlaczego nie mówił tak wcześniej? Powiedział dopiero po stworzeniu człowieka… dlaczego? Bo jesteś koroną stworzenia! Bez ciebie świat nie jest doskonały i pełny. To na ciebie Bóg patrzy szczególnie, dłużej niż na świat! To w ciebie i twoje życie wpatruje się najbardziej mówiąc: „to stworzenie nie jest dobre… ono jest bardzo dobre!”. Po raz kolejny Boża czynność jest po prostu miłością. Stwarza z miłości, mówi z miłości, widzi z miłości… To jest Dobra Nowina!

Przypomina mi się w tym miejscu Ojciec Eugeniusz de Mazenod, Założyciel mojego Zgromadzenia – Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Nawrócił się, kiedy spojrzał na krzyż Chrystusa w pewien Wielki Piątek. Widział krzyż, a na nim widział Stwórcę w ludzkim ciele, który umiera za grzeszne i pogubione stworzenie. To był moment przełomowy. Jedno spojrzenie odmieniło całkowicie jego życie. Potem wspominał, że patrząc na krzyż zobaczył swoje własne życie. Zobaczył też swój własny grzech i zagubienie. Na tym się jednak nie skończyło osobiste „widzenie”. Potem zobaczył, że w tym wszystkim Bóg nie przestał go kochać. Święty Eugeniusz po prostu zobaczył, że Bóg jest bardzo dobry. Zobaczył też, że Bóg patrzył na niego zawsze tak samo – jako na bardzo dobre stworzenie!

Jak ty patrzysz na swoje życie? Wiedz, że Bóg patrzy niezmiennie tak samo. Widzi to, co uczynił – twoje życie (całą twoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość) – i mówi: „to jest bardzo dobre”. Kiedy dzisiaj będziesz patrzeć na to, co cię otacza; na tych, z którymi żyjesz; na krzyż Jezusa; na Najświętszy Sakrament – odkryj w tym spojrzenie Boga w twoją stronę. Podejrzewam, że od ludzi nie zawsze doświadczałeś Bożego spojrzenia. Nawet w tych momentach Bóg nie odwracał oczu! Patrzył wtedy niezależnie, ale niezmiennie. Kiedy przez chwilę uświadomię sobie, że Bóg patrzy na mnie z miłością (nawet teraz, gdy to piszę) – to moje serce zalewa pokój. Masz tak samo?


pexelscom

Kwadrans biblijny - Bóg mówi

Przeczytaj: Rdz 1; Wj 20, 1-21

Kolejna czynność Boga podana na początku Biblii to „mówienie”. To jest niezwykłe! Bóg mówi! „Wtedy Bóg rzekł: …” (Rdz 1, 2). Co więcej, żadne słowo Pana Boga nie jest puste. Wręcz przeciwnie, ono ma moc stwórczą! Bóg mówi i powstaje: „Niech się stanie światłość! I stała się światłość” (Rdz 1, 3). Nie tylko niebo i ziemia powstały na Jego słowo. Nie tylko lądy, morza, rośliny i zwierzęta, ale także każdy z nas! Nawet autor Księgi Rodzaju pokazuje nam tutaj pewne zniecierpliwienie Pana Boga: „wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka…” (Rdz 1, 26) Tak jakby nie mógł się doczekać, aż wypowie te słowa. Tak jakby tylko i wyłącznie na to czekał.

Pamiętam bardzo dobrze momenty narodzin każdego z moich bratanków i siostrzeńców. Za każdym razem dzwoniła moja mama i mówiła mi o tym z ogromną radością. Słyszałem za każdym razem zniecierpliwiony głos mojej mamy, która po raz kolejny stawała się babcią. Kiedy rodzi się w nas lub wokół nas coś pięknego i dobrego, to od razu chcemy się tym podzielić, powiedzieć o tym drugiemu. Bóg w ten właśnie sposób też chciał się wypowiedzieć. W Jego sercu zrodziła się piękna myśl, aby jedno z Jego stworzeń było podobne do Niego; by było na Jego obraz (por. Rdz 1, 26). Każdy z nas jest najlepszym pomysłem Pana Boga, który zrodził się w Jego sercu i który wypowiedział na głos.

Bóg stwarzając nas nie powiedział jednak ostatniego słowa. Ostatnie z Jego słów jest piękniejsze. Jest ostatnie, a zarazem pierwsze. Wiedział, że jeszcze to jedno słowo musi wypowiedzieć, aby zwieńczyć to, co rozpoczął stwarzając świat i człowieka. To Słowo było na początku u Boga i to Słowo było Bogiem. Gdyby nie to Słowo nic by nie powstało, bo wszystko przez Nie się stało (por. J 1). To Słowo do pewnego momentu było jakby nie wypowiedziane w pełni. Ale ten czas w końcu nadszedł i Słowo stało się ciałem. To Słowo ma ciało, a przede wszystkim ma konkretne imię – to Jezus Chrystus! Odwieczne Słowo Ojca wypowiedziane na głos dla naszego zbawienia. W Jego życiu Bóg opowiedział nam o sobie samym. „Nasz Bóg przybył i nie milczy” – modlimy się w Psalmie (Ps 50, 3). Życie Jezusa Chrystusa jest tego namacalnym dowodem. Bóg w Nim ostatecznie i najpełniej do nas przemówił. To jednak nie wszystko! Jezus Chrystus odtąd „podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1, 3). Jesteśmy zależni od Słowa, którym jest Jezus Chrystus. Gdyby zamilkł choć na chwilę, nie było by dla nas żadnej nadziei. Żadne inne słowo, choćby najpiękniejsze, nie zastąpi jedynego Słowa!

Czy zrodziło się w tobie już pragnienie, aby usłyszeć słowo od Boga? „Na ziemię zsyła swoje orędzie , mknie chyżo Jego słowo” (Ps 147, 15) i nie wróci bezowocne, póki nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por. Iz 55, 11). Całe twoje życie Bóg Ojciec próbuje się przebić ze swoim słowem. To naprawdę pocieszające! To jest Dobra Nowina!

O tym, że Bóg przemawia do serca skutecznie, przekonałem się osobiście i to stosunkowo niedawno. Byłem na rekolekcjach, podczas których zostałem zachęcony, aby wprost poprosić Ducha Świętego, aby do mnie przemówił. Nie za pomocą brewiarza, modlitwy, a nawet Pisma Świętego. Tak po prostu – aby przemówił do mojego serca bezpośrednio. Mieliśmy ponad pół godziny na to, aby w milczeniu oczekiwać na to, co Bóg będzie chciał nam powiedzieć. Siedziałem w swoim pokoju i po ok. 20 minutach ciszy usłyszałem wyraźnie w sercu: „Jesteś chciany!” W tym samym momencie zobaczyłem obraz: moich rodziców trzymających mnie na rękach do chrztu. Po ludzku nic nowego się nie dowiedziałem, ale wyraźnie doświadczyłem innej jakości przekazu. To dotarło wprost do mojego serca! Ja już nie tylko o tym wiedziałem, ja to w końcu przeżyłem – JESTEM CHCIANY! Chciany przez moich rodziców, ale jeszcze bardziej chciany przez Pana Boga!

Wierzę głęboko, że i do twojego serca Bóg chce przemówić. Jeśli więc masz w sobie pragnienie, aby usłyszeć Jego słowo, proś o to. Potem jednak zamilknij, ponieważ kiedy mówią dwie osoby naraz, to nikt nikogo nie zrozumie. Ty milcz, a pozwól Bogu przemawiać, tak jak chce przemawiać, a nie jak ty chcesz usłyszeć.

Warto jednak też sięgnąć do dziesięciu słów Ojca – czyli Dekalogu (Wj 20). Jak przeżywasz te słowa, przez które Bóg pokazuje styl życia Jego dzieci? Nad każdym z nich się zatrzymaj i skonfrontuj je ze swoim życiem.