unsplash.com

Dobro to nie wszystko

Świat, człowiek, dziecko – każdy pragnie autorytetu. Pragnie kogoś na kim można się wzorować. Każdy chce spotkać człowieka o którym będzie mógł powiedzieć – to jest ktoś. Chce być taki jak on. Często też zastanawiamy się kogo delegować do pełnienia ważnych funkcji, komu powierzyć ważne zadania. Pytamy, komu powierzyć troskę o wychowanie dzieci, nauczanie, troskę o Ojczyznę. Na wszystkie te pytania odpowiada nam Chrystus. Nie personalnie, co prawda, ale przez podobieństwo.

„Dobry pasterz daje życie swoje za owce.” Dobry pasterz. Kluczowe wydaje się być z początku słowo „dobry”. Tutaj łatwo się zwieść. Lubimy bowiem ludzi dobrych: takich którzy służą, którzy się angażują. Dobro nas pociąga. Stąd mnóstwo organizacji dobroczynnych. Ich ogrom mogliśmy zauważyć ostatnio wybierając te, którym przekażemy jeden procent naszego podatku. To czynienie dobra łatwo się rzuca w oczy, kiedy objawia się przez łagodzenie cierpienia, dostarczanie rozrywki, wzbogacanie stołów, leczenie chorób. Czynienie dobra. Piękna sprawa. Ale dobry pasterz to nie ktoś, kto czyni dobro. Powtórzę jeszcze raz, bo tu Jezus nas mocno sprowadza na ziemię – dobry pasterz to nie ktoś czyni dobro!

Zadziwiające. Bycie dobrym, bycie odpowiednim autorytetem nie polega na tym ile wydam ciepłych posiłków, ile oddam ubrań, ile osób uleczę, albo ile osób dzięki mnie będzie się dobrze bawić. Spójrzmy na Chrystusa. Widzimy że On robił wiele z tych rzeczy: uzdrowił paralityka, epileptyka i wielu innych, dał jeść tłumom słuchającym Go na pustyni, sprawił, że na weselu w Kanie kosztowali najlepszego wina czy też wskrzesił Łazarza i chłopca z Nain, kiedy wzruszył się nad jego matką. Jezus robił wiele z tych dobrych rzeczy. Trzeba Go w tym naśladować. Jest to godne uznania i szacunku. Należy jednak pamiętać o jednym – żadna z tych rzeczy sama w sobie nie decyduje o tym, czy ktoś jest dobrym pasterzem. Dobry pasterz to nie ktoś kto czyni dobro! Dobry pasterz oddaje życie swoje za owce. Tu jest sedno sprawy. Najemnik też może dać jeść. Najemnik też może kupić leki. Najemnik też może się zatroszczyć o opiekę medyczną. Ale najemnik nie zrobi jednej rzeczy – nie odda życia. Nigdy. I tu nie ma żadnej alegorii czy przenośni. Dobry pasterz oddaje życie swoje za owce. Dosłownie. Mamy dowód. Krzyż. Tam ujrzymy w pełni Dobrego Pasterza. Ten znak, to jest odpowiedź Chrystusa dla wszystkich tych którzy chcieliby powiedzieć: przesadza. Ten znak to jest odpowiedź Chrystusa dla wszystkich tych, którzy chcieliby powiedzieć, że nie ma takich pasterzy. Ten znak to jest odpowiedź Chrystusa dla wszystkich tych, którzy chcieliby wam wmówić, że się nie da, że za dużo oczekujemy, że jesteśmy skrajni. Ten znak krzyż to nie jest skrajność – to jest dobroć. Dobry pasterz oddaje życie swoje za owce.

Tylko temu można powierzyć troskę o siebie i o swoich najbliższych, kto przychodzi tak, jak Chrystus. Tylko ten zasługuje na bycie dla nas autorytetem, kto przychodzi tak, jak Chrystus. Tylko temu mogę powierzyć swoje życie i zbawienie – kto przychodzi tak, jak Chrystusa A przychodzić tak jak Chrystus, to być wiernym Jego słowu. Przychodzić tak jak Chrystus, to stawiać miłość i zbawienie swoje i drugiego człowieka nad chęcią zysku i dorobienia się. Przychodzić tak, jak Chrystus, to oddawać swoje życie za owce. Każdy inny przychodzi po to by kraść, zabijać i niszczyć.

Warto więc zweryfikować swoje autorytety i swoich idoli. Warto spojrzeć krytycznie na tych, którzy chcą nam się przypodobać reklamując w mediach swoje dobre uczynki. Warto powiedzieć: nie pokazuj Mi jak dajesz jeść i organizujesz zabawy i igrzyska. Pokaż mi, jak oddajesz swoje życie. Za darmo. Za owce. Za tych. których ci powierzono. Pokaż mi jak rezygnujesz z własnego czasu. Pokaż mi jak rozmawiasz z tymi, którym nigdy nie będziesz w stanie nic zawdzięczać, jak pracujesz do późna, by zapewnić byt swoim dzieciom. Jak czuwasz przy łóżku chorego tylko po to, by nie czuł się opuszczony. Jak rezygnujesz z czegoś swojego, bo ktoś inny potrzebuje tego bardziej. „Dobry pasterz oddaje życie swoje za owce. Nikt mi go nie zabiera lecz ja od siebie je oddaję.” Mówi Pan.

A ja, jakim jestem pasterzem – dla współmałżonka, dla dzieci, dla pracowników, dla przyjaciół, dla obcych? Czy po prostu czynię dla nich dobro, czy też oddaje swoje życie?


unsplash.com

Podnieś oczy i patrz

Od dzieciństwa dziwiła mnie historia z wężem na pustyni. Wiem że wszyscy ją znamy, ale mimo wszystko przeczytajmy ją raz jeszcze. Od góry Hor szli w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny». Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: «Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże». I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu». Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu. /Lb 21,4-9/

Nigdy nie mogłem zrozumieć sensu spoglądania na węża umieszczonego na palu. Niepojęta była też dla mnie głupota Izraelitów, którzy na węża nie spojrzeli. Z logiki zdania możemy wszak zrozumieć, że nie wszyscy się na to zdobyli. A przecież to nic trudnego. Trzeba było tylko na chwilę odwrócić głowę i spojrzeć w górę. Niewielkie wymaganie w stosunku do wagi przewinienia.

Dopiero z czasem pojąłem, że to, o co prosi Bóg, jest jednak niezwykle trudne. Jest czymś naturalnym, rozglądanie się za zagrożeniem kiedy wiem że ono jest blisko. Węże wijące się u nóg, w sposób oczywisty kierowały spojrzenie na ziemię. Pojawiały się myśli: gdzie postawić stopę, co zrobić by się nie zbliżył. Niektórzy z pewnością rozglądali się niepewnie wokół i sprawdzali każdy zakamarek, by przypadkiem gdzieś nie dopadł ich język i zęby węża. Izraelita, żeby spojrzeć w górę, musiał odwrócić wzrok od rzeczywistego zagrożenia. Musiał na moment przestać patrzeć na węże które wiją się wokół i zaryzykować tym, że go ugryzą ponownie. Jeśli natomiast był ugryziony, musiał na chwilę zrezygnować też ze swoich jakże praktycznych i realnych wysiłków na rzecz ratowania życia, (wysysania jadu itp.), po to, by poświecić chwilę na wpatrzenie się w węża wzniesionego na palu. Popełniony wcześniej akt nieufności wobec Boga, musiał więc odkupić aktem zaufania. Potrzebował przestać polegać tylko na sobie, a zdobyć się na akt wiary. Wcześniejsze czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli, musiał zamienić na wyznanie Bogu, że w Nim odnajduje całe swoje życie.

Są to bardzo ważne wskazówki dla nas, które mogą nam pomóc przeżywać czas naszej obecnej pustyni. Jest pokusa by ciągle wypatrywać zagrożenia i na nim skupić całą swoją uwagę. Niektórzy ciągle sprawdzają ile jest nowych zakażeń, gdzie wirus już dotarł, czy jest blisko, i z wypiekami na twarzy śledzą coraz to nowe wiadomości. Postępują tak, jak Izraelici wpatrujący się z uporem w węże. Marnują cenny czas, który mogliby wykorzystać do wzrostu. Pan Bóg mówi: nie tędy droga.

Czas pustyni nie jest czasem wypatrywania zagrożenia ale poszukiwania i przyjmowania łaski. Zamiast skupiać się na chorobie, wypatruj Boga. Pytaj Go, co chce w tym czasie ci pokazać. Dowiedz się ku czemu chce zwrócić twój wzrok. Może przypomni ci w tych dniach o dawno zapomnianej ascezie, może zechce byś wrócił do dawno porzuconych postanowień. A może po prostu chce na nowo nauczyć cię spędzać z Sobą czas. Ślepe wpatrywanie się w zagrożenie rodzi tylko lęk i jak się okazuje w przypadku Izraelitów - śmierć. Nie chodzi tutaj o bagatelizację. Tak jak Izraelici musisz być świadomy swojej sytuacji. Stosować posłusznie środki bezpieczeństwa. Ale i tak jak oni, do środków ludzkich musisz dołożyć zaufanie i wpatrzenie się w Boga. Potrzebujesz raz na jakiś czas odwrócić wzrok od ekranu komputera czy telewizora i wpatrzeć się w Niego. On jest blisko nawet teraz. Tylko trzeba odkryć sposób jego bliskości. Na pustyni był nim wąż wzniesiony na palu. A teraz? Szukaj. Na pewno znajdziesz. Tylko podnieś swój wzrok.


Michał Szuścik

Ile postu w poście?

Znalazłem dziś w popularnej encyklopedii internetowej ciekawą definicję postu. Nawet zacytuję: Post – dobrowolne powstrzymanie się od jedzenia w ogóle, lub od spożywania pewnych rodzajów pokarmów (np. mięsa), przez określony czas. Pości się przede wszystkim z przyczyn religijnych[1]. Potem następuje dosyć ogólny opis „rodzajów postu” w różnych religiach, także w Kościele rzymskokatolickim.

Napisałem, że definicja ta jest dosyć ciekawa, bo z punktu widzenia człowieka wierzącego mija się z prawdą. Przedstawia tylko jeden konkretny wymiar postu, a i tak nie ten najważniejszy. Trudno nie zgodzić się przedstawionymi poniżej rodzajami postu (post ścisły, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, post eucharystyczny). Były one zawsze obecne jako prawdziwe i cenne w tradycji Kościoła. Ale musimy pamiętać że i one oddają tylko konkretny aspekt – znowu nie ten najważniejszy, a raczej wtórny. Są pewną konkretną realizacją tego, czym dla człowieka wierzącego post jest naprawdę, a czego, w odróżnieniu od konkretnej praktyki, nie sposób ująć w ramach kodeksu prawa.

Czym więc jest post? Co to znaczy pościć?

Praktyki pokutne (post, modlitwa i jałmużna) wyrażają według Katechizmu Kościoła Katolickiego „nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, do Boga i do innych ludzi” (KKK 1434). Post obok jałmużny jest określany również mianem „dobrowolnych wyrzeczeń” (KKK 1438). Wydaje się więc jasne – post to dobrowolne wyrzeczenie się czegoś, które ma prowadzić do nawrócenia. Czy to nie jest to samo co przeczytaliśmy w encyklopedii? Wydaje się, że tak. Odmówię sobie mięsa – to będzie post. Odmówię sobie słodyczy – będę pościł. Zrobię sobie post od gry komputerowej. Postanowię sobie w Wielkim Poście czy w Adwencie wiele innych rzeczy – będę pościł.

W istocie rzeczy, w aspekcie wiary, to jednak jeszcze nie jest prawdziwy post, mimo iż ma w sobie element ofiary

Ustaliliśmy że post to dobrowolne wyrzeczenie się czegoś, które ma mnie prowadzić do nawrócenia. By dotrzeć do istoty postu muszę się zapytać: czego mogę się wyrzec najbardziej? Jakie wyrzeczenie jest najbardziej istotne z punktu widzenia nawrócenia? Dalej, jeśli nawrócenie polega na odwróceniu od świata i od grzechu a zwróceniu ku Bogu, co muszę zrobić by się ku Bogu zwrócić i iść za Chrystusem? Jaki jest warunek pójścia za Chrystusem?

Odpowiedź na wszystkie te pytania przychodzi razem:
„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23)

Tu znajdujemy istotę postu. Jeśli mam podjąć wyrzeczenie, celem nawrócenia i pójścia za Chrystusem, to w najgłębszym wymiarze muszę wyrzec się siebie samego. Zrezygnować z siebie. Zrezygnować ze swojego planu na siebie. Zrezygnować ze swojej wizji przyszłości. Ukrzyżować samego siebie ze swoimi pożądliwościami. Zrezygnować z własnej woli, by pełnić wolę Bożą. Albo raczej - podporządkować dobrowolnie swoją wolę woli Bożej.

Post więc można określić jako pełnienie woli Bożej w codzienności. W tej codzienności w jakiej postawił mnie Bóg. Postem zatem będzie jeśli z miłością odniosę się do kolegi ze szkolnej ławki, którego nie lubię, a z którym muszę przebywać. Postem będzie jeśli z cierpliwością stoję w kolejce w sklepie. Postem dla lekarza jest wytrwałe, z miłością, leczenie pacjentów. Dla małżonków – znoszenie wad żony czy męża i pomaganie sobie nawzajem w doskonaleniu cnót itd.

Chodzi o przyjmowanie woli Bożej w tej codzienności, w której postawił mnie Bóg

Zatem również przyjmowanie powołania ma wymiar postny. Chciałbym robić wiele rzeczy – śpiewać, tańczyć, malować, być prawnikiem a decyduję się na „Boże chcę” i zostawiam to idąc do seminarium, stając się kapłanem, siostrą zakonną. Zapieram się samego siebie, co dnia biorę swój krzyż i naśladuję Chrystusa.

Zatem dobrze. Skoro post to pełnienie woli Bożej w codzienności – czemu Kodeks Prawa Kanoniczego mówi o poście ścisłym czy jakościowym? Po co podejmować inne wyrzeczenia? Po co odmawiać sobie pokarmu, mięsa? Po co rezygnować z jakiejś rozrywki, gry, telefonu? Odpowiedź jest prosta i wbrew pozorom oczywista. Znajdujemy ją na kilku płaszczyznach. Trzeba jednak pamiętać, że te płaszczyzny nabierają pełnej wartości tylko stojąc na fundamencie – na pełnieniu woli Bożej w codzienności. Wymieńmy je sobie.

1. „Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” (J 17, 16-17)

By pełnić wolę Bożą w codzienności muszę ją rozpoznać. By ją rozpoznać muszę usłyszeć Pana Boga. By Go usłyszeć muszę ku temu stworzyć sobie przestrzeń. Wyrzekając się pewnych rzeczy, zostawiając to co pochodzi ze świata, stwarzam więcej przestrzeni Panu Bogu. Im więcej rzeczy zostawię tym więcej zostaje miejsca dla Niego. Im mniej koncentruję się na sprawach świata, tym bardziej koncentruję się na Nim. To dlatego na rekolekcjach zachęca się do postu przez wyłączenie telefonów komórkowych czy też do wyłączenia Internetu – by stworzyć więcej przestrzeni na słuchanie Bożego Słowa. To dlatego w seminariach zachęca się do odłożenia telefonu. By stworzyć więcej przestrzeni Panu Bogu. Im mniej jestem skontrowany na sobie, na świecie, na tym co posiadam, tym czego potrzebuję, tym łatwiej mi usłyszeć Boże Słowo.

2. „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34) oraz „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4)

W poście, rozumianym jako konkretne odmówienie sobie czegoś, odkrywam że nie jestem samowystarczalny. Rozpoznaję, że sam nie jestem w stanie zaspokoić wszystkich swoich potrzeb. Zauważam, że potrzebuję Boga i Jego Słowa. Łatwiej mi je przyjąć, bo staje się dla mnie Słowem Życia. Łatwiej też przyjąć później różne okoliczności życia w których postawi mnie Bóg. Jak u św. Pawła „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” (Flp 4,12-13)

3. „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9,28b-29)

Chrystus wskazuje praktykę postną, dotyczącą również odmowy pokarmu, jako skuteczny środek do nawrócenia siebie i innych. Pamiętamy, że pierwszym grzechem z jakim widzimy złego ducha jest nieposłuszeństwo Bogu. Modlitwa i post - umartwienie ciała, służące wyrzuceniu złego ducha, ma zatem między innymi pomóc mi i innym wejść na drogę posłuszeństwa, czyli – pełnienia woli Bożej w codzienności. W ten sposób pokazuję że to królestwo ziemskie nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem w stanie wyrzec się świata skażonego grzechem i stracić swoje życie by zachować je na życie wieczne. (por. J 12,25)

Nie sposób wymienić tu wszystkich pozostałych wymiarów postu. Nie wspomniałem chociażby o jednoczeniu się z cierpieniem Chrystusa i głębszym czerpaniu z owoców Jego męki, czy też o przygotowaniu z tęsknotą na prawdziwy pokarm życiodajny w kontekście postu eucharystycznego. Widzimy jednak że podstawowy wymiar postu jest umacniany i pomnażany przez jego wymiary konkretne i szczegółowe.

Warto zatroszczyć się więc by w Wielkim Poście, i w ogóle w ciągu roku, podejmując postanowienia czy wyrzeczenia, pamiętać o fundamencie postu - zaparciu się samego siebie, wzięciu swojego krzyża i pójściu za Chrystusem. Krótko mówiąc, o pełnieniu woli Bożej w codzienności. W ten sposób każda praktyka postna nabierze głębszego sensu i prawdziwej skuteczności.

Źródła:

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Post