unsplash.com

Podnieś oczy i patrz

Od dzieciństwa dziwiła mnie historia z wężem na pustyni. Wiem że wszyscy ją znamy, ale mimo wszystko przeczytajmy ją raz jeszcze. Od góry Hor szli w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny». Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: «Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże». I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu». Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu. /Lb 21,4-9/

Nigdy nie mogłem zrozumieć sensu spoglądania na węża umieszczonego na palu. Niepojęta była też dla mnie głupota Izraelitów, którzy na węża nie spojrzeli. Z logiki zdania możemy wszak zrozumieć, że nie wszyscy się na to zdobyli. A przecież to nic trudnego. Trzeba było tylko na chwilę odwrócić głowę i spojrzeć w górę. Niewielkie wymaganie w stosunku do wagi przewinienia.

Dopiero z czasem pojąłem, że to, o co prosi Bóg, jest jednak niezwykle trudne. Jest czymś naturalnym, rozglądanie się za zagrożeniem kiedy wiem że ono jest blisko. Węże wijące się u nóg, w sposób oczywisty kierowały spojrzenie na ziemię. Pojawiały się myśli: gdzie postawić stopę, co zrobić by się nie zbliżył. Niektórzy z pewnością rozglądali się niepewnie wokół i sprawdzali każdy zakamarek, by przypadkiem gdzieś nie dopadł ich język i zęby węża. Izraelita, żeby spojrzeć w górę, musiał odwrócić wzrok od rzeczywistego zagrożenia. Musiał na moment przestać patrzeć na węże które wiją się wokół i zaryzykować tym, że go ugryzą ponownie. Jeśli natomiast był ugryziony, musiał na chwilę zrezygnować też ze swoich jakże praktycznych i realnych wysiłków na rzecz ratowania życia, (wysysania jadu itp.), po to, by poświecić chwilę na wpatrzenie się w węża wzniesionego na palu. Popełniony wcześniej akt nieufności wobec Boga, musiał więc odkupić aktem zaufania. Potrzebował przestać polegać tylko na sobie, a zdobyć się na akt wiary. Wcześniejsze czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli, musiał zamienić na wyznanie Bogu, że w Nim odnajduje całe swoje życie.

Są to bardzo ważne wskazówki dla nas, które mogą nam pomóc przeżywać czas naszej obecnej pustyni. Jest pokusa by ciągle wypatrywać zagrożenia i na nim skupić całą swoją uwagę. Niektórzy ciągle sprawdzają ile jest nowych zakażeń, gdzie wirus już dotarł, czy jest blisko, i z wypiekami na twarzy śledzą coraz to nowe wiadomości. Postępują tak, jak Izraelici wpatrujący się z uporem w węże. Marnują cenny czas, który mogliby wykorzystać do wzrostu. Pan Bóg mówi: nie tędy droga.

Czas pustyni nie jest czasem wypatrywania zagrożenia ale poszukiwania i przyjmowania łaski. Zamiast skupiać się na chorobie, wypatruj Boga. Pytaj Go, co chce w tym czasie ci pokazać. Dowiedz się ku czemu chce zwrócić twój wzrok. Może przypomni ci w tych dniach o dawno zapomnianej ascezie, może zechce byś wrócił do dawno porzuconych postanowień. A może po prostu chce na nowo nauczyć cię spędzać z Sobą czas. Ślepe wpatrywanie się w zagrożenie rodzi tylko lęk i jak się okazuje w przypadku Izraelitów - śmierć. Nie chodzi tutaj o bagatelizację. Tak jak Izraelici musisz być świadomy swojej sytuacji. Stosować posłusznie środki bezpieczeństwa. Ale i tak jak oni, do środków ludzkich musisz dołożyć zaufanie i wpatrzenie się w Boga. Potrzebujesz raz na jakiś czas odwrócić wzrok od ekranu komputera czy telewizora i wpatrzeć się w Niego. On jest blisko nawet teraz. Tylko trzeba odkryć sposób jego bliskości. Na pustyni był nim wąż wzniesiony na palu. A teraz? Szukaj. Na pewno znajdziesz. Tylko podnieś swój wzrok.


Michał Szuścik

Ile postu w poście?

Znalazłem dziś w popularnej encyklopedii internetowej ciekawą definicję postu. Nawet zacytuję: Post – dobrowolne powstrzymanie się od jedzenia w ogóle, lub od spożywania pewnych rodzajów pokarmów (np. mięsa), przez określony czas. Pości się przede wszystkim z przyczyn religijnych[1]. Potem następuje dosyć ogólny opis „rodzajów postu” w różnych religiach, także w Kościele rzymskokatolickim.

Napisałem, że definicja ta jest dosyć ciekawa, bo z punktu widzenia człowieka wierzącego mija się z prawdą. Przedstawia tylko jeden konkretny wymiar postu, a i tak nie ten najważniejszy. Trudno nie zgodzić się przedstawionymi poniżej rodzajami postu (post ścisły, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, post eucharystyczny). Były one zawsze obecne jako prawdziwe i cenne w tradycji Kościoła. Ale musimy pamiętać że i one oddają tylko konkretny aspekt – znowu nie ten najważniejszy, a raczej wtórny. Są pewną konkretną realizacją tego, czym dla człowieka wierzącego post jest naprawdę, a czego, w odróżnieniu od konkretnej praktyki, nie sposób ująć w ramach kodeksu prawa.

Czym więc jest post? Co to znaczy pościć?

Praktyki pokutne (post, modlitwa i jałmużna) wyrażają według Katechizmu Kościoła Katolickiego „nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, do Boga i do innych ludzi” (KKK 1434). Post obok jałmużny jest określany również mianem „dobrowolnych wyrzeczeń” (KKK 1438). Wydaje się więc jasne – post to dobrowolne wyrzeczenie się czegoś, które ma prowadzić do nawrócenia. Czy to nie jest to samo co przeczytaliśmy w encyklopedii? Wydaje się, że tak. Odmówię sobie mięsa – to będzie post. Odmówię sobie słodyczy – będę pościł. Zrobię sobie post od gry komputerowej. Postanowię sobie w Wielkim Poście czy w Adwencie wiele innych rzeczy – będę pościł.

W istocie rzeczy, w aspekcie wiary, to jednak jeszcze nie jest prawdziwy post, mimo iż ma w sobie element ofiary

Ustaliliśmy że post to dobrowolne wyrzeczenie się czegoś, które ma mnie prowadzić do nawrócenia. By dotrzeć do istoty postu muszę się zapytać: czego mogę się wyrzec najbardziej? Jakie wyrzeczenie jest najbardziej istotne z punktu widzenia nawrócenia? Dalej, jeśli nawrócenie polega na odwróceniu od świata i od grzechu a zwróceniu ku Bogu, co muszę zrobić by się ku Bogu zwrócić i iść za Chrystusem? Jaki jest warunek pójścia za Chrystusem?

Odpowiedź na wszystkie te pytania przychodzi razem:
„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23)

Tu znajdujemy istotę postu. Jeśli mam podjąć wyrzeczenie, celem nawrócenia i pójścia za Chrystusem, to w najgłębszym wymiarze muszę wyrzec się siebie samego. Zrezygnować z siebie. Zrezygnować ze swojego planu na siebie. Zrezygnować ze swojej wizji przyszłości. Ukrzyżować samego siebie ze swoimi pożądliwościami. Zrezygnować z własnej woli, by pełnić wolę Bożą. Albo raczej - podporządkować dobrowolnie swoją wolę woli Bożej.

Post więc można określić jako pełnienie woli Bożej w codzienności. W tej codzienności w jakiej postawił mnie Bóg. Postem zatem będzie jeśli z miłością odniosę się do kolegi ze szkolnej ławki, którego nie lubię, a z którym muszę przebywać. Postem będzie jeśli z cierpliwością stoję w kolejce w sklepie. Postem dla lekarza jest wytrwałe, z miłością, leczenie pacjentów. Dla małżonków – znoszenie wad żony czy męża i pomaganie sobie nawzajem w doskonaleniu cnót itd.

Chodzi o przyjmowanie woli Bożej w tej codzienności, w której postawił mnie Bóg

Zatem również przyjmowanie powołania ma wymiar postny. Chciałbym robić wiele rzeczy – śpiewać, tańczyć, malować, być prawnikiem a decyduję się na „Boże chcę” i zostawiam to idąc do seminarium, stając się kapłanem, siostrą zakonną. Zapieram się samego siebie, co dnia biorę swój krzyż i naśladuję Chrystusa.

Zatem dobrze. Skoro post to pełnienie woli Bożej w codzienności – czemu Kodeks Prawa Kanoniczego mówi o poście ścisłym czy jakościowym? Po co podejmować inne wyrzeczenia? Po co odmawiać sobie pokarmu, mięsa? Po co rezygnować z jakiejś rozrywki, gry, telefonu? Odpowiedź jest prosta i wbrew pozorom oczywista. Znajdujemy ją na kilku płaszczyznach. Trzeba jednak pamiętać, że te płaszczyzny nabierają pełnej wartości tylko stojąc na fundamencie – na pełnieniu woli Bożej w codzienności. Wymieńmy je sobie.

1. „Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” (J 17, 16-17)

By pełnić wolę Bożą w codzienności muszę ją rozpoznać. By ją rozpoznać muszę usłyszeć Pana Boga. By Go usłyszeć muszę ku temu stworzyć sobie przestrzeń. Wyrzekając się pewnych rzeczy, zostawiając to co pochodzi ze świata, stwarzam więcej przestrzeni Panu Bogu. Im więcej rzeczy zostawię tym więcej zostaje miejsca dla Niego. Im mniej koncentruję się na sprawach świata, tym bardziej koncentruję się na Nim. To dlatego na rekolekcjach zachęca się do postu przez wyłączenie telefonów komórkowych czy też do wyłączenia Internetu – by stworzyć więcej przestrzeni na słuchanie Bożego Słowa. To dlatego w seminariach zachęca się do odłożenia telefonu. By stworzyć więcej przestrzeni Panu Bogu. Im mniej jestem skontrowany na sobie, na świecie, na tym co posiadam, tym czego potrzebuję, tym łatwiej mi usłyszeć Boże Słowo.

2. „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34) oraz „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4)

W poście, rozumianym jako konkretne odmówienie sobie czegoś, odkrywam że nie jestem samowystarczalny. Rozpoznaję, że sam nie jestem w stanie zaspokoić wszystkich swoich potrzeb. Zauważam, że potrzebuję Boga i Jego Słowa. Łatwiej mi je przyjąć, bo staje się dla mnie Słowem Życia. Łatwiej też przyjąć później różne okoliczności życia w których postawi mnie Bóg. Jak u św. Pawła „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” (Flp 4,12-13)

3. „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mk 9,28b-29)

Chrystus wskazuje praktykę postną, dotyczącą również odmowy pokarmu, jako skuteczny środek do nawrócenia siebie i innych. Pamiętamy, że pierwszym grzechem z jakim widzimy złego ducha jest nieposłuszeństwo Bogu. Modlitwa i post - umartwienie ciała, służące wyrzuceniu złego ducha, ma zatem między innymi pomóc mi i innym wejść na drogę posłuszeństwa, czyli – pełnienia woli Bożej w codzienności. W ten sposób pokazuję że to królestwo ziemskie nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem w stanie wyrzec się świata skażonego grzechem i stracić swoje życie by zachować je na życie wieczne. (por. J 12,25)

Nie sposób wymienić tu wszystkich pozostałych wymiarów postu. Nie wspomniałem chociażby o jednoczeniu się z cierpieniem Chrystusa i głębszym czerpaniu z owoców Jego męki, czy też o przygotowaniu z tęsknotą na prawdziwy pokarm życiodajny w kontekście postu eucharystycznego. Widzimy jednak że podstawowy wymiar postu jest umacniany i pomnażany przez jego wymiary konkretne i szczegółowe.

Warto zatroszczyć się więc by w Wielkim Poście, i w ogóle w ciągu roku, podejmując postanowienia czy wyrzeczenia, pamiętać o fundamencie postu - zaparciu się samego siebie, wzięciu swojego krzyża i pójściu za Chrystusem. Krótko mówiąc, o pełnieniu woli Bożej w codzienności. W ten sposób każda praktyka postna nabierze głębszego sensu i prawdziwej skuteczności.

Źródła:

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Post