11 stycznia| Artykuły

Skąd brać nowe pomysły i jak być kreatywnym?

Jest napisane, że na Jego obraz i podobieństwo jesteśmy stworzeni. W Księdze Rodzaju stoi jak byk: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Rdz 1, 27. To wiemy. To znamy. Ale czy rozumiemy? Na czym to nasze podobieństwo do Boga miało by polegać? Widzę trzy podstawowe parametry: zdolność kochania, zdolność rządzenia i zdolność tworzenia. Czyli kreatywność.

Kreatywność to zdolność tworzenia czegoś nowego. Nie istnieje jedna, uniwersalna jej definicja. W psychologii nie ma standardowych technik jej pomiaru. W fachowej literaturze można się doszukać ponad 60 różnych prób jej uchwycenia. Może jest tak, że jako iście boska cecha trochę wymyka się ludzkiemu zrozumieniu?

Kreatywność ma trzy składowe:

  1. Wiedza
  2. Umiejętność
  3. Motywacja

Wiedza

Wiedza to pewien fundament. Pakiet podstawowy. Żeby stworzyć muzyczne dzieło (nie wnikając w to, co miało by nim być. A może być wszystko – od dzwonka na komórkę do symfonii), potrzeba coś tam wiedzieć. I wcale nie trzeba dla tej wiedzy kończyć akademii muzycznej. Można, ale nie trzeba. Geniusz ludzki nie raz udowadniał, że świetnie daje sobie radę poza systemowymi rozwiązaniami.

Ta wiedza, którą trzeba mieć by podejść do kreacji jest ogólnie dostępna. Zwłaszcza dzisiaj. Dostęp do informacji jaki oferuje nam sieć jest olbrzymi! Pamiętam wymiar tego dostępu sprzed ery internetu. I potwierdzam – łatwość z jaką dzisiaj dowiadujemy się o świecie czegokolwiek, to jakaś afera. Wcale się nie dziwię, że dzisiaj dzieciaki osiągają w kilka lat to, co ich rodzicom zajmowało lat dziesiątki. O ile w ogóle to osiągali. Tak czy siak, żeby napisać piosenkę dobrze umieć na czymś grać, wiedzieć co nieco o melodyce i harmonii. No i podejrzeć się jak to robią inni.

Umiejętność

Teraz tą wiedzę musisz umieć wykorzystać. To już parametr z kategorii abstrakcji. Bo sztuka generalnie jest abstrakcją. Znasz kilka akordów i skal. Przez twoje uszy przewinęło się tysiące cudzych kreacji. Teraz czas na twoją. Konia z rzędem temu, kto powie na czym polega proces twórczego wykorzystania nabytych umiejętności własnych. Taka, a nie inna aktywność neuronów w mózgu? Ideowa chmura? A może po prostu Duch Święty?

Jak to się dzieje, że z tej wiedzy, która jest uniwersalną wiedzą encyklopedyczną, żeby nie powiedzieć – mechaniczną – stworzyć coś, czego jeszcze w tej encyklopedii nie ma? Beatlesi zapytani o to, jak pisze się genialne piosenki odpowiedzieli, że nie mają pojęcia. Gdyby wiedzieli, stworzyliby zespół i zostali jego menadżerami. Dowcipni.

Jeśli chcemy dostrzec boży palec w ludzkim działaniu, to tutaj widać go bardzo dobrze. Człowiek posiada pewne umiejętności i z nich sprawnie korzysta, ale nie ma pojęcia na czym to wszystko do końca polega. Inni patrzą z boku i są wściekli w swojej niemocy. Też by tak chcieli, ale nie potrafią. Znam ten rodzaj wściekłości bardzo dobrze. A to przecież tylko boża ekonomia dozowania. Zróżnicowana. Jednemu więcej. Innemu mniej. Jednemu tak. Innemu siak. Zrozumieć, zaakceptować i wszystko się zgodzi.

Motywacja

Parametr nr 3. Motywacja. Wolę określenie PASJA. To siła napędowa kreatywności. Bóg wiedział jak nas stworzyć i potrafił to zrobić. Ale gdyby tego nie pragnął, nie było by nas. Z tym samym pragnieniem, powiedzmy wprost – pasją – nas zbawiał. Nie przesadzam. Zbawienie to najbardziej niesamowity akt kreacji. W jego efekcie powstał nowy człowiek z możliwością wjazdu do nowego świata.

Jeżeli kogoś gorszy moja analogia między artystycznym procesem twórczym a dziełem zbawienia – przepraszam. Nie planowałem tego. Zawsze przed pisaniem tekstu wzdycham do Ducha Świętego o dobre wiatry i pod nie ustawiam żagle. Człowiecza motywacja w procesie twórczym zakłada podjęcie trudu, a nawet ofiary dla osiągnięcia jakiegoś celu. Cel jest oczywiście dobry, piękny i wartościowy.

Dobrze to ujął Al DiMeola: prawdziwa sztuka rodzi się w bólu. Nie wiem co jest większą tajemnicą – zdolność kreacji czy pasja, jaka ją generuje i jej towarzyszy. Ale wiem, że to potężne pragnienie tworzenia piękna jest naprawdę potężne. Mam w sercu pewien obraz. Z filmu o jakimś genialnym malarzu. Artysta był absolutnie pochłonięty tworzeniem nowego obrazu. W pokoju obok leżała ciężko chora jego żona. Umierała. Pokojówka co chwilę wzywała malarza do umierającej kobiety. On odurzony aktem twórczym zbywał ją słowami – za chwilę, już idę, jeszcze tylko jeden kolor itd. W końcu żona zmarła, a mąż nie zdążył się z nią pożegnać.

Każdy jest twórcą

To dobra wiadomość. Zdolność do kreatywnego działania jest cechą każdego człowieka. Dokładnie tak samo, jak zdolność do kochania i do zarządzania swoim kawałkiem podłogi. Powiem inaczej – Bóg z automatu wyposaża każdego z nas w te trzy przymioty. Potencjał każdego z nich jest rzecz jasna ultra zróżnicowany, ale nie wierzę, że istnieje człowiek, który zupełnie nie jest zdolny do kochania, rządzenia albo do tworzenia. Takich ludzi nie ma, bo Bóg ich nie stwarza.

Kreatywność wtórna

Nawet najgenialniejsi kreatorzy świata korzystają z cudzych pomysłów. Z napływających z zewnątrz inspiracji. Z rozwiązań, które ktoś kiedyś wymyślił. W muzyce Bacha roi się od rozwiązań stosowanych przez jego poprzedników. Bill Gates nie wymyślił komputera. Stworzył jedynie swój system w oparciu o istniejące już technologie. Każdy, nawet najbardziej potężny polityk, jest jakąś kopią kogoś z przeszłości.

Można powiedzieć, że ludzka kreatywność to układanie różnych konstrukcji z gotowych, danych nam wcześniej klocków. Tylko tyle i aż tyle. Swoją drogą klocki to dobry przykład. LEGO. Są ludzie, którzy z kawałków tego kolorowego plastiku tworzą nieprawdopodobne rzeczy. Wcześniej oczywiście wyrzucając do kosza wszystkie legowe instrukcje step by step. Ale mimo tego korzystają z możliwości, jakie dała im wcześniej duńska fabryka. Ich kreatywność jest ograniczona możliwościami klockowych konfiguracji. Kreatywność niczym nie ograniczona to przymiot tylko jednej Osoby.

Skąd brać nowe pomysły?

Z życia. Życie to największa inspiracja świata. Szczęściarzem jest ten, kto odkrył swoje powołanie. Bo żyjąc zgodnie z nim, ma największą szansę na wyciśnięcie maksimum swojej kreatywności. Niezależnie od tego, czego miała by dotyczyć. Niestety istnieje możliwość minięcia się z powołaniem. Ze złym jego rozeznaniem. Niestety. W niedoskonałym świecie pełnym samych niedoskonałych ludzi takie fatalne pomyłki się zdarzają. Dlatego uważam, że zanim zaczniemy szukać nowych pomysłów i tworzyć nowe rzeczy, musimy odpowiedzieć sobie na to zasadnicze pytanie: czy to jest to, do czego jestem stworzony?

Ma rację Jan Budziaszek mówiąc, że każdy jest w czymś geniuszem. Trzeba tylko tego geniusza w sobie odkryć. Życie bez tego rozeznania, wbrew niemu jest jak praca nienaoliwionej, skonstruowanej z niepasujących do siebie elementów maszyny. Nawet jeśli działa, to okropnie zgrzyta, hałasuje i mało z niej pożytku. I w końcu i tak się zepsuje. Działając w zgodzie z przeznaczeniem (sorry za ten górnolotny ton) nie trzeba się martwić o nowe pomysły! One same się pojawiają. Jak się nie pojawiają, albo pojawiają się w strasznym wymęczu i byle jakie, to znaczy, że to chyba nie nasza droga. Miej odwagę to odkryć, przyznać i zmienić ją. Póki jeszcze masz czas.

Prolog

Powiadają, że sztuka czyni ludzi nieśmiertelnymi. Bo chociaż umierają, to jednak żyją dalej dzięki swojej twórczości. I tak i nie. Sztuka może być niebywale piękna i porywająca. Jak każdy rodzaj ludzkiej kreacji. Ale może przy okazji być egocentryczna. Służąca głównie chwale twórcy. Nie przekonuje mnie taka kreacja do końca. Jakkolwiek zachwycająca by była. Świętej pamięci Jerzy Waldorff napisał kiedyś, że jak Bóg podczas Sądu Ostatecznego położy na jednej szali grzechy świata, a na drugiej piękno jego artystycznego dorobku, to ta druga szala przeważy. Romantyczne, ale nie zgadzam się z tym. Po pierwsze dlatego, że szalę naszych grzechów może przeważyć tylko ciężar ofiary Jezusa. Po drugie, jeśli już mielibyśmy coś konkurencyjnego dla grzechu położyć na drugiej szali, musiało by to być piękno naszych czynów miłości. To nie sztuka, nie naukowe odkrycia czy polityczne kariery czynią nas nieśmiertelnymi, ale miłość. Najbardziej spektakularny nawet akt ludzkiej kreacji zawsze będzie znaczył mniej, niż drobny, cichy czyn miłości. I pewnie okaże się kiedyś, że najwięksi tego świata najmniej zasługują na to, by nimi być.

Adam Szewczyk

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.