Co to jest odpowiedzialność?

Blok, w którym spędziłem dzieciństwo pamiętam bardzo dobrze. Szczególnie jedną, wywieszoną na korytarzu tabliczkę informacyjną: ZA SZKODY WYRZĄDZONE RZEZ DZIECI ODPOWIEDZIALNI SĄ RODZICE. Mój młody mózg przemielił ten komunikat i wyszło mi, że chyba jestem bezkarny. 🙂

Encyklopedycznie odpowiedzialność to obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny. Tudzież przyjęcie na siebie obowiązku zadbania o kogoś lub o coś. Odpowiedzialność to prawdopodobnie najważniejszy parametr dojrzałej, ludzkiej egzystencji.

Za siebie

Zastanawiam się, od kiedy można oczekiwać, by dziecko brało odpowiedzialność za swoje czyny. Od kiedy świadomie zaczyna wołać siku i kupa? Od kiedy mamy pewność, że rozumie co oznaczają słowa nie wolno? Od kiedy po raz pierwszy poczuje konsekwencje swojego czynu w postaci klapsa albo zakazu oglądania ulubionej bajki? Chyba jakoś tak. Poczucie odpowiedzialności za siebie to pierwsza faza tworzenia się świadomości własnego, odrębnego JA. Ponieważ jestem odrębną jednostką, osobiście ponoszę skutki swojego postępowania. Bóg stwarza człowieka. Oto pierwsze słowa jakie do niego kieruje: Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. Rdz 2, 16-17. Już pierwszym komunikatem Stwórca generuje w człowieku postawę odpowiedzialności za swoje czyny. Bycie obdarowanym to nie tylko przywileje. To też konkretne zobowiązania i konsekwencje własnych wyborów. Nie zawsze przyjemne. Świat stworzony przez Boga ma swoje reguły. Wymagania i granice. Naprawdę wiele w nim wolno, ale nie wolno wszystkiego. Zaakceptowanie tych Bożych norm to postawa odpowiedzialności każdego stworzenia. Populistyczny slogan róbta co chceta może i brzmi jak wolnościowo-pacyfistyczne hasło. Ale w rzeczy samej jest esencją jakiegoś piekielnego manifestu.

Kiedy inni widzą

Odpowiedzialność prawna to konieczność ponoszenia konsekwencji jego łamania. Proste i czytelne. Jedziesz autem i przekraczasz dopuszczalną prędkość o 30 km. Nagle zza krzaków wyłania się pan mundurowy z suszarką w ręku. Strzał. Trafiony – zatrzymany. Chcąc nie chcąc przyjmujesz mandat i kilka punktów karnych. Albo epizod z hipermarketu. Mijasz regał z czekoladami i jedną z nich ukradkiem wkładasz do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Na chwilę zapominasz o czymś takim jak monitoring. Upsss. Przy kasach podchodzi do ciebie pan z ochrony i zaprasza na zaplecze. Zachowałeś się nieodpowiedzialnie. I głupio. Dlatego pocierpisz. Mam znajomego, który pracuje w więzieniu. Mówi, że na pytanie: za co siedzisz?, osadzeni najczęściej odpowiadają: za niewinność. Wypieranie winy to powszechny wirus. Covid-19 jeszcze wszystkich nie dopadł, a ten tak. Wypieramy ją przed sobą, przed drugimi, przez wymiarem sprawiedliwości. Przed Bogiem też próbujemy. Są dowody, świadkowie i nasza zasypana tonami mataczeń świadomość, że jesteśmy jednak winni. Mimo tego wypieramy. Boimy się konsekwencji. Dojrzała i niczym nie znieczulona odpowiedzialność to dla nas zbyt duże wyzwanie. A przecież nie ma lepszego wyjścia niż przyjąć na klatę to, co mi się należy.

Prawda wyzwala

Odpowiedzialność to życie w prawdzie. Najlepsza z możliwych opcji. Więc dlaczego nie zawsze tą opcję wybieramy? Bo ktoś nas ściemnia. Denzel Washington świetnie zagrał tą prawdę w filmie Lot, wcielając się w rolę genialnego, choć uzależnionego od alkoholu pilota Williama Whitakera. Oto William jako oskarżony siedzi na sali rozpraw i mając świadomość swojej winy wypiera ją. Jest o krok od skutecznego okłamania sądu. Nagle coś w nim pęka. Prawda i odpowiedzialność biorą górę. Pilot przyznaje się. Ląduje w więzieniu. I jednocześnie staje się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tak to właśnie działa. Odpowiedzialność to nie jest jakaś kara albo ciężar, który przytłacza i nie daje żyć. Odpowiedzialność to przepis na szczęście.

Święty spokój?

Zdarzyło Wam się kiedyś odjeżdżając z parkingu puknąć lekko jakieś auto? Ale tak naprawdę lekko. Tak, że tylko drobne zadrapanie na lakierze się zrobiło? Na parkingu nikogo nie ma, może nawet jest wieczór i mrok dodatkowo maskuje cały incydent. Nikt tego co się wydarzyło poza nami i Bogiem nie widział. Co robimy? Odjeżdżamy zyskując święty spokój tak zwany, czy pod wycieraczką tego auta zostawiamy swój numer telefonu? To świetny test na naszą odpowiedzialność. Bo kiedy nikt nie widzi, o odpowiedzialność jest znacznie trudniej. Unikanie odpowiedzialności za czyny popełnione w ukryciu to wózek, na którym od zawsze jedzie cały świat. Przyzwoitość okazywana, gdy skierowane są na nas oczy innych ludzi nie musi wcale wynikać ze szlachetnych pobudek. Może być po prostu wyrachowaniem. Maską. Przemyślaną strategią budowania swojej pozycji i uznania. Grą inspirowaną próżnym lękiem przed nadszarpnięciem własnego wizerunku. Do win się przyznawać, a dobrymi uczynkami się nie chlubić. Tak być powinno. A robimy dokładnie na odwrót.

Nie ma nic ukrytego

Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Łk 12, 2-3. Nie byłem na filmie 25 lat niewinności, ale znam sprawę. Jak cała Polska. To przypadek negatywu w temacie. Koleś poniósł konsekwencje czynu, którego nie popełnił. I to konsekwencje bardzo bolesne. Po wielu latach prawda wyszła na jaw. Kto poniesie odpowiedzialność za tą tragiczną pomyłkę? A może to nie było żadna pomyłka, tylko skutek desperackiego polowania na kozła ofiarnego? Przestrzeń publiczną raz po raz przeszywają jakieś afery. Ostatnio było coś z Giertychem i Lewandowskim w rolach głównych. Jak zwykle chodzi o kasę. W sumie mało mnie to interesuje, ale tam wszędzie są jakieś taśmy z nagraniami rozmów. O co tutaj chodzi, pytam? Czy my cały czas jesteśmy podsłuchiwani? I nagrywani? I jak przyjdzie co do czego, to te nagrania mogą nam pomóc albo nam zaszkodzić? Czy rzeczywiście żyjemy już w takim świecie? Nie chcę być fatalistą, ale odpowiedź na to pytanie raczej jest twierdząca. Żadna nasza obecność w sieci nie jest już anonimowa. I do tego utrwalona na serwerach po wsze czasy. A nasze telefony komórkowe to nic innego jak współczesne pluskwy. W tym kontekście odpowiedzialność za wyszeptane w ukryciu słowa nabiera szczególnego wymiaru. Pedofilskie afery, które dzisiaj wstrząsają Kościołem to jakże bolesne spełnienie Jezusowych słów z Ewangelii św. Łukasza. Dobrze, że boli. Bo chociaż część odpowiedzialności spada na tych, którzy chcieli się od niej całkiem wywinąć. Grzech jest złem. Ale unikanie jego konsekwencji jest złem jeszcze większym.

Zachowawczość/odpowiedzialność/brawura

Odpowiedzialność to też postawa, która zakłada dbanie o dobro innych. Odpowiedzialność rodziców wobec dzieci to ich trud wychowawczy, łożenie na życie i podjęcie wszystkich obowiązków, które z zaszczytnej funkcji rodzica wynikają. Co wspólnego ma rodzic z kierowcą? Zaskakująco wiele. Brawura za kierownicą to narażanie siebie i innych użytkowników drogi na niebezpieczeństwo. Brawurowy rodzic? To taki, który na wszystko pozwala, w niczym nie widzi problemu i jest nadmiernie pobłażliwy. Daje trzylatkowi do ręki smartfona, nie reaguje kiedy siedmiolatek ogląda z wypiekami filmy dla dorosłych, nie zagania do mycia zębów, nie każe zakładać czapki jak jest mróz i karmi go chipsami z colą. I udaje, że nie widzi problemu, gdy jego nastoletnia latorośl wraca po północy do domu. I to lekko podchmielona. To rodzicielska brawura. Czyli nieodpowiedzialność. Rodzic zachowawczy? To taki, który trzyma dziecko pod kloszem, własnoręcznie usuwa spod jego nóg wszystkie przeszkody i drży w obliczu każdego kontaktu dziecka z zagrażającym ze wszystkich stron światem. Skrajny przykład kierowcy zachowawczego to ktoś, kto nie wyjeżdża autem z garażu bo boi się wypadku. Odpowiedzialność za innych to też umiejętność zachowania równowagi. Arcytrudna sprawa. Trzeba wyczuć, kiedy kończy się zachowawczość i kiedy zaczyna się brawura.

Wobec Boga

Odpowiedzialność wobec Boga to uszanowanie Jego przykazań. A kiedy zdarzy nam się ich nie uszanować, to w ramach tej odpowiedzialności musimy ponieść tego nieuszanowania konsekwencje. Czyli zgodnie z tym co powiedział Bóg na wstępie, ponieść śmierć. Dopóki człowiek nie poznał Jezusa, nie wyglądało to najciekawiej. Ale od czasów Jego przełomowego dzieła Zbawienia przedstawia się to znacznie lepiej. Śmierć niezmiennie jest konsekwencją grzechu. Wszyscy umrzemy. Ale Jezus sprawił, że możemy wrócić z cmentarza. Czyli umrzeć tylko na moment. Jak On. Nasza odpowiedzialność wobec Boga kieruje nasze kroki do konfesjonału. Tam rozstrzyga się problem konsekwencji naszych grzechów. Tą najistotniejszą jest ofiara Zbawiciela. Kara, która spłaciła cały zaciągnięty przez ludzkość dług.

Wobec człowieka

Pamiętacie tabliczkę z korytarza w moim bloku z dzieciństwa? A gdyby napisać ZA SZKODY WYRZĄDZONE PRZEZ CZŁOWIEKA ODPOWIEDZIALNY JEST BÓG, będzie ok? Brzmi trochę kontrowersyjnie, ale czy w istocie tak nie jest? Czy Jezus nie jest najlepszym wyrazem odpowiedzialności Boga za człowieka? Bóg stwarzając nas znał naszą słabość, skłonność do grzechu i kompletną niezdolność do zasłużenia sobie na nieba własnymi siłami. Dla tego postanowił zrobić to za nas. Bo jest Ojcem odpowiedzialnym.