7 grzechów głównych. Nieznacząca formułka czy wskazówki do rozwoju?

Film pt. Siedem Davida Finchera chyba wszyscy kojarzymy. Siedem grzechów głównych spektakularnie pokazanych w krzywym zwierciadle. W formie wynaturzonej do granic filmowej wyobraźni. Ostatecznie ludzi jakoś trzeba do tego kina przyciągnąć.

Siedem grzechów głównych według Katechizmu Kościoła Katolickiego:

  1. Pycha
  2. Chciwość
  3. Nieczystość
  4. Zazdrość
  5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
  6. Gniew
  7. Lenistwo

Tylko tyle. I aż tyle. Na co dzień ta siódemka niewiele ma wspólnego z filmową wizją Finchera. To rzeczywistość bardzo przyziemna. Nudna. Wręcz niezauważalna. I to właśnie jest w niej najbardziej zdradliwe.

Pycha

Powiadają, że to matka i korzeń wszystkich grzechów. Na przykład święty Ignacy z Loyoli tak powiada. To taka najbardziej korzenna pokusa. Takie obezwładniające nasze serca pragnienie by dominować i zawłaszczać. Jak nożyce uderzone w stół odzywa się zawsze wtedy, gdy w naszym otoczeniu pojawia się ktoś, kto zagraża naszej pozycji i wszystkim wynikającym z niej korzyściom. Wydziela miły i odurzający zapach dominacji nad innymi. Odzywa się zawsze wtedy, kiedy w zasięgu wzroku pojawia się coś, czego pragniemy, a czego nie możemy mieć. Pycha szepcze wtedy do ucha: bierz! Słowo pycha oznaczające pierwszy z siedmiu grzechów głównych i słowo pycha oznaczające coś wyjątkowo smacznego moją wspólny rodowód. Tak uważam. Łączy je historia spod rajskiego drzewa poznania dobra i zła. Pycha Ewy popchnęła ją do zerwania owocu. A kiedy go skosztowała, krzyknęła zachwycona: pycha! Nie jest tak? Pycha każe nam wybierać w życiu to co pyszne właśnie. Przyjemne, łatwe, korzystne, satysfakcjonujące, komfortowe. I faktycznie tak jest – pycha mieni się kolorami wszystkich pozostałych sześciu grzechów głównych.

Chciwość

Ten grzech sprytnie potrafi przebrać się w ciuszki rozwoju osobistego i potrzebę spełniania marzeń z dzieciństwa. Ja tak mam na przykład. Zamiast powiedzieć, że jestem chciwy, mówię, że ciężko pracuję na chleb powszedni albo realizuję swoje pasje. Chciwość to pasożyt naszych serc, który zawsze będzie głodny. Spoglądając na ludzi, którzy mają milion dolarów myślę sobie, że więcej już nie ma sensu chcieć. A to nie tak. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a po palcu przychodzi ochota na całą łapę. Masz milion – chcesz dwa. Masz dwa – chcesz dziesięć. Ten mechanizm działa zwłaszcza wtedy, kiedy sąsiad ma więcej. Tutaj chciwość z zazdrością stanowią jeden zgrany team. Na bezludnej wyspie chciwość miała by się trochę gorzej. Jednak najwięcej tego grzesznego badziewia wyłazi z nas kiedy żyjemy wśród ludzi. Naukowcy z NASA mieli dociec, jakie są główne przyczyny upadków wielkich cywilizacji. I wyszło im, że chciwość. Wygląda na to, że nasza cywilizacja też już jest na równi pochyłej w dół. I wygląda na to, że stoi za tym zwykła, pospolita chciwość. I jeszcze jedno. Chciwość nie dotyczy tylko rzeczy materialnych. Można być chciwym na uznanie, wygodę, prestiż. Nawet na miłość. Na wszystko.

Nieczystość

Seksualizacja naszego życia jest tak intensywna i skuteczna, że wygląda jakby była precyzyjnie zaplanowana. Nieczystość to celebrytka wśród grzechów. Myślę, że większość z nas na słowo grzech ma skojarzenia z nieczystością właśnie. Nie wiem czy zawsze tak było, czy to kwestia dzisiejszych czasów, które sferę seksualną odarły z wszelkiego tabu. Ale mam wrażenie, że dzisiaj polec na tym polu jest o wiele łatwiej niż kiedyś. Choćby za sprawą internetu i pornografii, której dostępność i ilość wołają o pomstę do nieba. Ogarnięcie tej sfery to prawdziwe wyzwanie. Jednak ten grzech nie sprowadza się tylko do seksualności. Choć głównie z nią jest kojarzony. Jest też coś takiego jak nieczystość intencji. Kiedy chcemy drugiego człowieka wykorzystać, potraktować instrumentalnie, oszukać. Kto gra nieczysto, nie fair, nieuczciwie ten łamie trzeci z listy grzechów głównych.

Zazdrość

Nazywany najgłupszym z grzechów. Bo nie dość, że kala duszę to jeszcze nie daje żadnej przyjemności. Ale umówmy się, zazdrościmy nie dlatego, że chcemy. To uczucie, które jest silniejsze od nas i bez wsparcia z góry nie jesteśmy w stanie sobie z tym dziadostwem poradzić. Zresztą jak z każdym innym grzechem. Pozbycie się zazdrości to nie jest kwestia naszego chcenia bądź nie-chcenia. Naszej największej nawet napinki. To kwestia łaski i cierpliwej z nią współpracy. Zazdrość jest zainstalowana przynajmniej w dwóch przykazaniach Dekalogu. W siódmym i dziesiątym. Czyli Nie kradnij i Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego. Zazdrość odbiera nam radość życia. Ulegamy bezwiednie temu absurdalnemu kłamstwu, które mówi, że jeśli ktoś ma lepiej, to nasze życie jest gorsze i nie ma sensu. I dla tego iluzorycznego sensu to życie tracimy robiąc wszystko, by jeden po drugim unicestwiać powody naszej zazdrości. To ślepa droga. Wymagająca i jedyna słuszna droga świętości proponuje inne rozwiązanie. Nie walczyć z powodami zazdrości. Ani nawet przed nimi nie uciekać. Po prostu oswoić je. Spokojnie przyglądać się temu, że ktoś ma lepiej i więcej. By najpierw osiągnąć stan obojętności wobec tej przewagi. A potem pójść jeszcze dalej i cieszyć się razem z bratem z tego, że ma się tak dobrze. To ma sens. Wyzwanie dla najlepszych. Może jesteś jednym z nich?

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

Z całym szacunkiem, ale nasza cywilizacja to cywilizacja obżerających się świń. Mówi się, że za dużo pijemy. Alkoholu w sensie. Jemy też za dużo. Żeby nie powiedzieć – żremy. Powszechnie przyjęta nazwa dla naczyń, w których na imprezach okolicznościowych serwuje się mięso nie jest przypadkowa – KORYTA MIĘSNE (sic!) Osobiście jestem wielkim przeciwnikiem typu gościnności, jaki pokutuje pod naszą szerokością geograficzną. Na przykład takie wesele. Wydarzenie o charakterze rodzinnym szkodliwe dla zdrowia. Dwa obiady, trzy kolacje, zimna płyta, ciepła płyta, dziesięć ciast, tony słodyczy i hektolitry alkoholu. Na każdych urodzinach stół jest taki pełny, że nie ma gdzie postawić literatki z wodą. I zupełnie nie rozumiem po co aż 12 potraw wigilijnych w tak, jakby nie było, postny dzień. Kiedy u nas na śmietniku ląduje 1/3 niezjedzonego żarcia, na innej szerokości ludzie umierają z głodu. Chore. Ten grzech nie dotyczy tylko tego ile jemy. Również tego jak jemy. A jemy mega niezdrowo. Pokarm kupujemy w wielkich marketach albo szybkich fast foodach. Z czego my mamy być zdrowi, skoro jemy śmieci zabijając się na mikro-raty? Piąte przykazanie się kłania.

Gniew

Wszyscy mówią, że Jezus też się gniewał. Bo nie dość, że wkurzył się na kupców w świątyni, to jeszcze im przyłożył. Nie wiem. Ja kiedyś w konfesjonale usłyszałem, że emocje same w sobie moralnie są neutralne. Ocenie podlega dopiero to, co z nimi zrobisz. Czy będziesz te złe pielęgnował i czy posuniesz się pod ich wpływam do złych czynów tracąc nad nimi kontrolę. Nie grzeszysz, kiedy ktoś cię wkurza. Ale kiedy świadomie źle mu życzysz (nie daj Boże robisz) i równie świadomie zamykasz się na pojednanie (choćby odmawiając podania ręki) to myślę, że już grzeszysz. Nie mamy moralnego obowiązku lubienia innych ludzi. Mamy moralny obowiązek ich kochać. Jezus w Ewangelii Mateusza nie mówi, by przestać się gniewać na brata. Mówi, by pójść się z nim pojednać. Czyli zrobić coś wbrew temu złemu uczuciu, na które nie mam wpływu. Emocje, uczucia, pokusy. Życie zawsze będzie ich pełne. Nie traktujmy ich jak zagrożenie, ale jak wyzwanie.

Lenistwo

Świat się podzielił. Na leniwych i pracoholików. Jedni nie robią nic. Inni robią za dużo. Ale pracoholizm też podpada pod grzech lenistwa. Jest jego negatywem. Lenistwo to nie tylko siedzenie na tapczanie. To przede wszystkim zła gospodarka swoimi siłami i czasem. To brak mądrego planowania. Ustalania priorytetów tak, by rzeczy nieistotne czy wręcz szkodliwe nie spychały te ważne na dalszy plan. Lenistwo to ignorowanie potrzeby odpowiedniej ilości snu, ruchu i właściwego odżywiania. To tak obsesyjne zanurzenie się w pracy, że na zrobienie czegokolwiek innego po prostu nie ma już czasu i sił. Leń to ktoś, kto oddał swoją duszę mediom. To one za niego myślą, planują i decydują wysysając z niego jak wampir całą chęć i potrzebę by zrobić coś poza nimi. Stereotyp kanapowca z pilotem w ręku jest tu jak najbardziej trafionym obrazem. Lenistwo duchowe. To taka przypadłość, kiedy brak emocjonalnych fajerwerków jest w stanie wyrugować z naszego życia modlitwę, Biblię, rzeczywistość sakramentalną. To uzależnienie od doznań zmysłowych. Tak mocne, że zapominamy o tym czego nie widać, nie słychać i nie czuć. Lenistwo duchowe to taki stan, kiedy człowiek po prostu zapomina o Bogu. I nie za bardzo ma ochotę sobie o Nim przypomnieć.

Ścieżka rozwoju

Siedem grzechów głównych to idealny program rozwoju osobistego. I wcale nie musi on mieć wymiaru religijnego. Choć nie polecałbym takiej opcji. Bo wcześniej czy później okaże się, że o własnych siłach człowiek nie jest go w stanie zrealizować.