Gdzie jest prawda?

Pisałem niedawno, że otaczająca nas rzeczywistość utkana jest z kłamstw. Tych małych i dużych. Tych prywatnych, domowych i tych oficjalnych, globalnych. Aby uwierzyć, że tak rzeczywiście jest, wystarczy w szczerości przyjrzeć się sobie. I odkryć ile tam jest ściemniania, udawania i zamiatania pod dywan tego co nas kompromituje i ujawnia nasze niecne intencje.

Są dwa pytania, które stawiam na początku tego pisania. Po pierwsze, czy w ogóle jesteśmy zainteresowani prawdą? A jeśli tak (co wcale nie musi być takie oczywiste) – gdzie jej szukać?

Słodko – gorzko

Powiadają, że gorzka prawda zawsze będzie lepsza od słodkiego kłamstwa. To prawda. Problem w tym, że nie lubimy za bardzo gorzkich smaków. I zajadamy się słodyczami. Psują się zęby, siada zdrowie, rośnie brzuszek. Ale co tam, ważne, że jest przyjemnie. To spożywcze porównanie bardzo dobrze pokazuje problem. Jego istotą jest to, że nad prawdę cenimy komfort i przyjemność. Ale to wcale nie jest tak, że prawda wymaga od nas tego, by zawsze, wszystkim i z wszystkiego szczerze się spowiadać. KKK pisze o tym tak: nikt nie jest zobowiązany do ujawniania prawdy temu, kto nie ma prawa jej znać. Pierwszy z brzegu przykład: muzułmanie szukają swojego byłego współwyznawcy, który wybrał Jezusa. Bywa. Oczywiście, żeby go za tą zdradę poćwiartować. Wiesz gdzie się ukrywa. Ale czy zgodnie z prawdą wyśpiewasz im to, gdy zapytają? Zatajanie prawdy czasem jest nakazem miłości. A czasem jej odkrywanie napędza chciwość. Jak to było z Judaszem, kiedy wskazał miejsce pobytu Jezusa. Czy Jezus może domagać się zatajania prawdy? Oczywiście. Jak na przykład wtedy, kiedy pytał uczniów: A wy co mówicie? Kim jestem? Piotr odpowiedział Mu: Ty jesteś Mesjaszem. Wtedy nakazał im, aby nikomu o Nim nie mówili. Mk 8,29-30

Zła prawda

Odsłanianie prawdy z intencją by komuś zaszkodzić, zemścić się albo zdobyć to, co nam się nie należy jest bleee. A kłamanie z miłości jest dobre. Brzmi przewrotnie. Ale wszystko się wyjaśnia, gdy zrozumiemy, za nadrzędną cnotą, której wszystkie inne powinny być podporządkowane wcale nie jest prawda tylko miłość. Prawda rozumiana jako bezrefleksyjne bądź motywowane złymi intencjami ujawnianie faktów. Miłość rozumiana jako pragnienie dobra drugiej osoby. Czyli miłość rozumiana jako miłość po prostu. Tak dla przypomnienia.

Prawda uwalnia

Niezależnie od okoliczności, stawanie w prawdzie jest jednym z najskuteczniejszych środków terapeutycznych. Jest drogą do wolności. Wiedzą o tym choćby ci, którzy doświadczyli ulgi po wygadaniu się swojemu przyjacielowi. Ci, którym po odejściu od konfesjonału spadł z serca kamień ciężki jak sto bandytów. Ci, którzy przestali udawać kogoś, kim nie są. Chyba o tym śpiewał Perfect w kultowym Chcemy być sobą? Dowiedział się o tym Wiliam Whitaker, bohater nie mniej kultowego Lotu Zemeckisa. W trakcie procesu sądowego, w którym był oskarżonym, nagle coś go olśniło i odpuścił fałszywe zeznawanie, do którego był przygotowywany przez sztab dobrze zapłaconych prawników. Zaczął sypać samego siebie. Mówić prawdę, która bezlitośnie go obciążała. Trafił za kratki. Ale tam, w więzieniu, po raz pierwszy w życiu poczuł się wolnym człowiekiem. To tylko fabularny film. Ale świetnie pokazuje, jak bardzo potężna jest uwalniająca siła prawdy. 

Gdzie jest prawda?

No właśnie, skoro prawda jest taka ważna, to gdzie jej szukać? Gdzie szukać prawdy o otaczającym nas świecie? Świecie medialnej propagandy, manipulacji, fake’ów, reklam od czapy, dziennikarskiej tendencyjności, milionów filmików, którymi zainfekowana jest sieć, a na których to filmikach miliony ludzi buduje swoje przekonania. Czy rzeczywiście wujek Google jest takim prawdomównym zwierciadłem, za jakie chce uchodzić? A może jest potężnym narzędziem w rękach kogoś, kto niezauważalnie implikuje nam poglądy, gusta, styl życia i kradnie prywatność na skalę, o jakiej do tej pory nikomu nawet się nie śniło? To oczywiście zasługa technologii, której możliwości są nie do ogarnięcia przez zwykłego śmiertelnika. Już w tej chwili jesteśmy śledzeni i podsłuchiwani całodobowo. Telefon komórkowy, który dobrowolnie zainstalowaliśmy w naszym życiu jest tak naprawdę pluskwą na miarę XXI wieku. Nie musimy być tego świadomi, bo informacje o nas nikomu z tamtej strony komórki nie są akurat teraz potrzebne. Ale może kiedyś będą. Wtedy zainteresowani mogą garściami czerpać o nas wiedzę z serwerów niemal jak z mózgu. Jakkolwiek spiskowo to zabrzmi, żyjemy w rzeczywistości, w której przestroga by uważać na to co się mówi, pisze, ogląda i gdzie się bywa niekoniecznie musi być całkiem odrealniona. W takim razie powie nam ten wujek Google prawdę czy nie?

Teza vs antyteza

W internecie każda teza ma swoją antytezę. Na przykład: Covid 19 to naturalny wirus, który przypadkowo zaatakował ludzi i wymknął się spod kontroli. Antyteza: Covid 19 to kontrolowana przez pewne ośrodki władzy pandemia, której celem jest stopniowe przejęcie kontroli nad populacją świata. Z jednych materiałów wynika jasno, że papież Franciszek to najlepszy papież jakiego Bóg mógł dać Kościołowi na dzisiejsze czasy. Z innych, że to po prostu Antychryst, który zdradził Jezusa. Najciekawsze jest to, że zarówno tezy jak i ich antytezy mają swoje uwiarygodnienie w tak zwanych naukowych badaniach, dostępie do źródeł, faktów, a także są poparte opiniami przeróżnych autorytetów. Bądź tu mądry. Kiedy internet przekazuje to, co ktoś kiedyś powiedział to jeszcze pół biedy. Zakładając, że rzeczywiście przekazuje zgodnie z prawdą. Gorzej, jak sieć sugeruje nam, jakie z tej wypowiedzi wnioski powinniśmy wyciągnąć. Tutaj możliwości manipulowania i kreowania naszym myśleniem są niepokojąco duże.

Duch epoki

Kilka lat temu sam znalazłem odpowiedź na postawione wyżej pytanie: wierzyć wujkowi Google czy nie?

W czerwcu 2007 roku wujek wpuścił na swoje salony amerykański film dokumentalny w reżyserii Petera Josepha Zeitgeist. Obsypany nagrodami momentalnie podbił internet. W 2008 był najczęściej oglądanym filmem na Video Google. Ja też zobaczyłem. Obraz trzyczęściowy. Pierwsza część poświęcona jest chrześcijaństwu. To była prawdziwa demolka wszystkiego tego, na czym zbudowana jest moja wiara i sens życia. Po obejrzeniu długo nie mogłem dojść do siebie. Naprawdę zadawałem sobie pytanie, czy Jezus, Kościół i całe chrześcijaństwo nie są czasem jakąś neopogańską fikcją ubraną w wiarygodne szaty. Dowody i argumentacja zaserwowana w obrazie były, mówiąc delikatnie, sugestywne. I trwałem w takim zawieszeniu jakiś czas. Aż pewnego razu natknąłem się w tym samym internecie na ultra-długiego posta. Jakiś koleś też zobaczył Zeitgeist. I zamiast przyjmować wszystko na wiarę, zadał sobie niebywały trud – prześwietlił dosłownie każde zdanie filmu (konkretnie jego pierwszej części). Dogrzebywał się do źródeł, materiałów historycznych, wiarygodnych opinii itd. I wiecie co mu wyszło? Że z 80 procent rewelacji z tego filmu to albo bzdury, albo nadinterpretacje, albo wątpliwe hipotezy i naciąganie nie mające znaczącego potwierdzenia w faktach. Odetchnąłem z ulgą. Zresztą jak na sieć przystało, film Zeitgeist ma oczywiście swoją antytezę w postaci filmu Zeitgeist Refuted. Od tej chwili na YT słucham tylko dobrej muzyki. No i wiem, jak się bronić przed kłamstwem sieci. Albo rzetelnie weryfikować to co podaje, albo po prostu omijać ją szerokim łukiem.

Autorytet

Są tematy, na których się nie znam. I na zgłębianie których najzwyczajniej nie mam czasu. Typu polityka, ekologia, zdrowe odżywianie. Wtedy, chcąc jakoś ogarnąć temat, korzystam z opinii autorytetów. Jak zbliżają się wybory, to radzę się kogoś kto w polityce siedzi i myśli podobnie jak ja. Jak widzę przemawiającą ze łzami w oczach do parlamentu kilkunastoletnią Gretę Thunberg to też proszę kolegę z naukowej uczelni, by mi wyjaśnił o co tutaj chodzi. Jak mam problem z przemianą materii to idę do dietetyka. Itd. Ale musimy wiedzieć, że autorytety też mogą padać. To też ludzie. Ich zdanie nie może być dla nas święte. Przeżyłem w swoim życiu upadek niejednego autorytetu więc wiem o czym piszę. Poszukiwanie prawdy w życiu to poważne wyzwanie. Ale warto je podejmować.

Głos serca

Brzmi to jak tani frazes. Ale często jest tak, że najskuteczniejszych rozwiązań nie da się nazwać inaczej jak tylko tanim frazesem. Jeśli szukamy prawdy, to nim zanurkujemy w sieć, przeczytamy mądrą książkę czy pogadamy z fachowcem, zajrzyjmy w głąb siebie. Jeśli sami nie potrafimy intuicyjnie rozpoznać kierunku, w którym powinniśmy ruszyć, to zdawanie się tutaj na innych jest słabym pomysłem. Nie potrafimy usłyszeć głosu swojego serca, bo jest on zagłuszany przez hałas cywilizacji. Głos internetu czy rady autorytetów są częścią tego hałasu. Nie twierdzę, że należy to wszystko odrzucić. Absolutnie. Uważam tylko, że najpierw o prawdę trzeba pytać siebie. Bo tak naprawdę twoje życie jest tylko twoje i nikt nie będzie wiedział lepiej jak je przeżyć, niż ty sam. Jest jeszcze Ktoś, kto wie to być może nawet lepiej od ciebie. Ale to temat na zupełnie inny artykuł.