Wdzięczność

Paradoks jest taki, że im więcej mamy, tym większego hodujemy w sobie roszczeniowego pasożyta. Tym bardziej jesteśmy skłonni kaprysić i zafiksowywać się na tym, czego jeszcze nie udało nam się od życia wyszarpać.

Wdzięczność to taka postawa, kiedy po prostu doceniamy to co mamy i potrafimy to okazać. Sokrates powiada: Bardziej się ciesz z wyświadczonych drugim, niż z odebranych dobrodziejstw, bo za pierwsze masz chwałę, a drugie wkładają na ciebie ciężar wdzięczności.

To czego nie mamy też jest czymś co mamy, więc i za to czego nie mamy wdzięczność się należy. Brzmi trochę zawile, ale obiecuję zrobić wszystko by czytelnik zrozumiał co autor miał na myśli. Śliska diagnoza. Wyjaśniam dlaczego ośmielam się polemizować z mistrzem.

Typ niepokorny

Sokrates tą myślą (być może nieświadomie) promuje dobroczynność interesowną. I do tego jeszcze robi anty-reklamę postawie pokory, która jest niezbędna w przyjmowaniu czegoś za free. Prawdziwy dar jest bezinteresowny. Za taki dar wdzięczność jest reakcją zrozumiałą, naturalną, oczywistą, niewymuszoną. Ale są rodzaje wdzięczności obligatoryjnej. Wymuszonej. Kiedy ktoś, kto daje oczekuje za to zapłaty. Niekoniecznie pieniędzy. To może być laurka chwały własnej. Reakcja, która połechcze próżność darczyńcy i zasili konto jego pychy. Pokaże światu jaki jest super. To mam na myśli: Uważajcie, by swoich czynów sprawiedliwych nie spełniać przed ludźmi po to, aby was oglądali. Jeśli nie, nie będziecie mieć zapłaty u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc będziesz spełniał uczynek miłosierdzia, nie otrąbiaj tego przed sobą, jak to robią obłudnicy w synagogach i na ulicach, by zdobyć pochwałę u ludzi. Tak, mówię wam: oni już odbierają swoją zapłatę. Gdy natomiast ty spełniasz uczynek miłosierdzia, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa, aby twój czyn miłosierdzia był w ukryciu. A twój Ojciec, który widzi w ukryciu, odda tobie. Mt 6,1-4

Za darmo

Skąd bierze się w nas niezręczność w przyjmowaniu czegoś na co nie zasługujemy i za co nie musimy płacić? No chyba z pychy. Z tej potrzeby, by wszystko było zapłacone. Czyli należne. W relacjach ten mechanizm jest dobrze rozpoznawalny. Jak sobie zapłacimy, mamy komfort, bo nikt niczego już od nas nie będzie chciał. Ale jak dostajemy coś za darmo, to wisi w powietrzu ta upierdliwa, niewyartykułowana potrzeba wdzięczności. A być może nawet rewanżu. Są takie chwile w życiu, kiedy jesteśmy przyciśnięci do muru i musimy przyjąć dar. Typu nie ma za co zapłacić bieżącego rachunku albo kupić lekarstw dla chorej mamy. Ludzie, którzy są zanurzeni w takiej rzeczywistości jest miliardy. Powiem więcej – wszyscy jesteśmy w niej zanurzeni. Wszyscy jesteśmy zdani na przyjęcie daru. I co za tym idzie, wszyscy jesteśmy zobowiązani do wdzięczności. Wdzięczność powinna być dominującym smakiem naszego życia. A nie jest. Dlaczego? Później rozwinę ten wątek.

Otwórz oczy

Podstawowym warunkiem wdzięczności jest uwaga. Dostrzeżenie tego co mamy i co jest naszym wielkim bogactwem. Powodem dla którego mamy problem z jej okazywaniem niekoniecznie musi być nasze buractwo. Raczej ślepota. Na co dzień nie dostrzegamy drobnych rzeczywistości, z których utkane jest całe nasze życie. Tych tysięcy szczegółów, które sprawiają, że możemy żyć i że chce nam się żyć. Kto z nas był ostatnio wdzięczny za powietrze? Albo za butelkę niegazowanej wody z Biedronki? Albo za ciepły kubek z kawą, który ogrzewa nam ręce przez parę bezpowrotnych chwil życia? Dziewczynka z zapałkami z baśni Andersena specjalnych powodów do radości nie miała. Ale jednak była w stanie wykrzesać z siebie wdzięczność za tych kilka drobnych płomyków. Potrafimy być wdzięczni za konkrety. Za szóstkę w Totolotku. Za puchar Ligi Mistrzów. Za szczęśliwe pożycie małżeńskie. To jest jasne. Ale duże szczęścia składają się z tych małych. Jeśli tych małych nie dostrzegamy, nie doceniamy, grozi nam infekcja chciwości monstrualna jak diplodok. Przestaniemy być wdzięczni za drobne i powszednie choć jednocześnie najważniejsze rzeczy. Uzależniamy się od życiowych dopalaczy i nasze życie staje się wykańczającą pogonią za króliczkiem. Czy życie nie jest piękniejsze, jeśli jest przepełnione wdzięcznością dosłownie za wszystko? Nawet za te najmniejsze, ledwo dostrzegalne iskierki składające się na wielki płomień szczęścia?

Rozwojowo

Wdzięczność za to kim jesteś i za to co masz już teraz, bez stawiania żadnych warunków, jest tak naprawdę inaczej nazwanym poczuciem własnej wartości. Jeśli przyszłość przygotowała dla ciebie wielkie rzeczy, to super. Gratuluję. Ale te przyszłe rzeczy (czymkolwiek by nie były: karierą, wielką kasą, nienaganną sylwetką) nie mogą warunkować twojej życiowej wdzięczności. Twojego szczęścia. Bo jeżeli tak będzie, to znaczy że wchodzisz na drogę neurotycznej gehenny. Twoją wartość uzależniasz od przyszłych efektów dzisiejszych wysiłków. Wdzięczność od rozmiarów tych efektów. Im większe WOW!, tym wdzięczność większa. Tutaj czai się bardzo niebezpieczna pułapka. Pułapka wewnętrznego przekonania, że twoje szczęście to jest zawsze coś przed tobą. Że teraźniejszość to czas ciężkiego zapracowywania sobie na to szczęście. Wpadnięcie w tą pułapkę grozi tym, że nigdy w życiu nie będziesz szczęśliwy. Bo nigdy nie uwierzysz, że można być szczęśliwym tu i teraz. Myślę, że ten problem mieli faryzeusze, którzy pytali Jezusa o to, kiedy przyjdzie Królestwo Niebieskie. Pamiętamy co Jezus im odpowiedział? Powiedział: Królestwo Boże jest pośród was. Łk 17,20. Otóż to.

EXIT

O tym teatrze pisałem nie raz. I pewnie jeszcze nie raz będę pisał. Jest bliski mojemu sercu. Mam okazję współpracować w nim z osobami tak zwanymi niepełnosprawnymi. Ta współpraca kosztuje mnie wiele wstydu z powodu mojej małości i niewdzięczności. Tam są ludzie, którzy naprawdę mają powody do narzekań. Jak ktoś leży całe życie poskręcany na wózku niczym korkociąg i nie jest sam w stanie zrobić dosłownie niczego – zjeść, ubrać się, umyć czy pójść na dwójkę – to, umówmy się, są jakieś podstawy do narzekania. A tymczasem ci ludzie mają w sobie sto razy więcej wdzięczności niż ja. A chyba powinno być na odwrót? No, ale w tych ewangelicznych regułach boża logika akurat nie działa. Napisałem o nich tak zwani niepełnosprawni. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Nawet jeżeli fizycznie i intelektualnie śmiga u nas po szwajcarsku, to na pewno w emocjach można by się do czegoś przyczepić. Ja już nie mówię o tym rodzaju niepełnosprawności, któremu wszyscy podlegamy bez wyjątku, a któremu na imię grzech. Tak czy inaczej, ci aktorzy z Teatru EXIT uczą mnie wdzięczności. Za wszystko.

Dziękuję

Nie ma na świecie człowieka, który nie miałby za co dziękować. Nawet jeżeli jego istnienie jest zanurzone w cierpieniu, a on sam to istnienie przeklina jak największe przekleństwo. Istnienie każdego z nas ma jedną, zasadniczą przyczynę – miłość. Zostaliśmy stworzeni z miłości i dla miłości. Cierpienie, nawet to największe niczego tu nie zmienia. A nawet może nadaje naszemu życiu jeszcze większego sensu? Skoro żyję, to mam wystarczający powód by być wdzięcznym. Bóg stwarzając człowieka i w Osobie Swojego Syna otwierając mu niebo sprawił, że postawa wdzięczności i uwielbienia wobec Niego jest tą najbardziej słuszną. Niestety umyka nam ta perspektywa pośród codziennego życia. Być wdzięcznym za szczęście, którego w życiu nie dostaliśmy, to ufać, że Bóg chce zawsze naszego dobra i prowadzi nas do niego przeróżnymi, często bolesnymi drogami. Uczmy się od Hioba tej wdzięczności z najwyższej półki. A zanim nauczymy się błogosławić Bogu za rzeczy złe, zacznijmy błogosławić za te dobre, których na co dzień nie jesteśmy w stanie dostrzec. Uwierzcie, jest ich znacznie więcej niż myślimy.