Równowaga – istota świętości. Jak jej nie stracić?

Wszystko co wymyślił i stworzył Bóg jest dobre. Jedzenie, pieniądze, seks, kultura, emocje. Wszystko. Demon nie wymyślił i nie stworzył niczego. On jedynie miesza w proporcjach. Robi wszystko by tego co dobre było albo za mało, albo za dużo. To jest istota grzechu.

Świętość jest jak chodzenie po linie. Zawsze uważałem, że jej istotą jest równowaga. Jak się zorientować, że ją tracimy? To nie jest takie proste.

Na tapczanie siedzi leń

Brzechwa w tym kultowym wierszyku wskazał, co najbardziej zagraża leniowi – brak świadomości, że nim jest. W ramach aktualizacji dorzuciłbym frazę: Jak to, ja nic nie robię? A kto dzisiaj wszedł na What’s Upa? Kto nowych lajków nałapał? Kto wrzucił film na kanale? To wszystko nie liczy się wcale? Kanapa papieża Franciszka i tapczan Jana Brzechwy są symbolami tej samej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której jakimś rodzajem pseudo – aktywności  próbujemy zatapetować fakt naszej stagnacji. Czyli egzystencjalnej śmierci. Istotą życia jest rozwój. Nieustanne posuwanie się do przodu. Wzrost. Praca. Jeśli serce przestaje bić – organizm umiera. Nasza egzystencja też ma swoje serce. Jeśli to serce zatrzymuje się i przestaje wpompowywać do krwiobiegu kolejnych litrów świeżej krwi, egzystencjalnie umieramy. Na leni zostajemy wychowywani przez świat. Wdrukowuje się w naszą świadomość przekonanie, że życie jest tym lepsze, im mniej musimy się wysilać.

Pilot

Pilot do telewizora jest pierwszym wynalazkiem cywilizacji, który uświadomił mi tendencję do redukowania z życia obywateli wszelkiego wysiłku. Jako małe dziecko odwiedziłem RFN, czyli Republikę Federalną Niemiec. Po obaleniu berlińskiego muru przestała istnieć oczywiście. Byłem w szoku, kiedy zobaczyłem jak stary wujek Karl zmieniał telewizyjne kanały nie ruszając się z fotela. Był schorowany i taki wynalazek okazał się dla niego błogosławieństwem. A dzisiaj? Młodzi, zdrowi ludzie z pilotem w ręku godzinami leżą na kanapie wciągając chipsy i neurotycznie wertując kanały, czy oglądając odcinek serialu za odcinkiem na Netflixie. To chyba nie o to chodzi?

Depresja

Cierpi na nią około 350 mln ludzi. To choroba cywilizacyjna. Jest na czwartym miejscu wśród najbardziej powszechnych chorób świata. Jeśli szukamy obszarów, gdzie problem stagnacji dotyka nas szczególnie mocno, depresja jest chyba na pierwszym miejscu. Stagnacja totalna. W ekstremalnych przypadkach nie ma siły na otwarcie oczu, wstanie z łózka i pójście do łazienki by umyć zęby. Nie ma siły by żyć. Depresję się leczy. Problem polega na tym, że nie zawsze mamy ochotę iść do lekarza i usłyszeć diagnozę. Możemy nieświadomie bujać się z nią przez większość życia. Wśród jej przyczyn wymienia się zwłaszcza te psychologiczne – brak wiary w siebie, niska samoocena, frustracje, które w dorosłe życie zwykle przywlekliśmy z dzieciństwa. Z takim bagażem trudno iść do przodu. Jeśli rozpoznajemy w sobie takie objawy, może warto spróbować coś z tym zrobić? Są takie sytuacje, gdzie sami sobie nie potrafimy pomóc. Lekarzy też stworzył Bóg.

Za dużo

Żyjemy w świecie totalnych skrajności. Albo wszystko, albo nic. Albo jesteśmy zbyt leniwi, albo zbyt pogrążeni w depresji by naszemu życiu nadać kreatywnej dynamiki. Lenistwo to grzech. Depresja to choroba. Jest jeszcze trzecie paskudztwo tego świata. Ono z kolei rzuca nas w przeciwległą skrajność. To obsesja sukcesu i perfekcji. Część populacji nie podejmuje wyzwań, bo nie wierzy w sukces albo im się po prostu nie chce. Są wśród nas i tacy, którzy jak ognia boją się życia ze świadomością bycia zwyklakiem. Kimś bez prestiżu, sukcesów i wielkich pieniędzy. Takie życie postrzegamy jako bezsensowne i boleśnie niesatysfakcjonujące. Więc jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by takim nie było. Zakładamy sobie homonto naszej nadaktywności i zaczyna się bezkompromisowa walka o sukces. Taka, w której żądza tego sukcesu przejmuje kontrolę nad naszym życiem. Pragnienie zwycięstwa samo w sobie jest dobre. Bo pochodzi od Boga, który jest Bogiem sukcesu. Problem leży w proporcjach. W utracie równowagi. W nieumiejętności znalezienia złotego środka. Jak go znaleźć?

Złoty środek

To nie jest łatwe pytanie. Bo chyba dla każdego człowieka ten złoty środek leży w innym miejscu. Zasadę złotego środka wymyślił dawno temu Arystoteles, który uważał, że popadanie w jakiekolwiek skrajności jest złe. Trudno się z nim nie zgodzić. Tego środka szukamy od zawsze. Hanna Hippler też. Napisała nawet o tym szukaniu książkę: W poszukiwaniu złotego środka. Zapytana o jakieś wskazówki powiedziała przede wszystkim to:  Uważność nade wszystko. Mówi o słuchaniu głosy własnego ciała i serca i o ucieczce przed hałasem świata, który ten głos skutecznie zakłóca. Jeśli choć trochę uwierzyć w to, do czego chce nas przekonać Hanna Hippler, okaże się, że złoty środek jest na wyciągnięcie ręki. To zwykły umiar we wszystkim, życie w zgodzie z sobą, modlitwa i najprostsze wyrażanie najprostszych emocji. Może faktycznie to nie jest takie skomplikowane? Może faktycznie wystarczy niewiele by wiele w swoim życiu zmienić?

Człowiek pragnie być szczęśliwy. Każdy. To pragnienie pochodzi prosto od Boga, który sam pragnie byśmy byli szczęśliwi. I myślę, że w poszukiwaniu tego szczęścia, raz na jakiś czas warto sobie zadać to pytanie: czy aby na pewno szukam we właściwym miejscu?