Drugie dno mediów społecznościowych

Witajcie! Już jakiś czas temu dzieliłem się z Wami refleksjami po obejrzeniu filmu dokumentalnego po tytułem The Great Hack dotyczącego użycia Facebooka w wyborach prezydenckich w USA. Czy podobny scenariusz będzie miał miejsce i w tym roku? Kto wie…

Ale chciałem napisać o czymś innym. Właśnie pojawił się nowy film dokumentalny, który, muszę przyznać, wprawił mnie w jeszcze większe przerażenie niż poprzedni, choć oba są tematycznie powiązane. Ten nowy film nosi tytuł The Social Dilemma. Ustami wpływowych pracowników wielkich korporacji internetowych jak Google czy Facebook, pokazuje niejawne zasady działania tychże portali społecznościowych, które, jak się w filmie okazuje, żerują na naszej łatwowierności. Co ciekawe, żaden z tych ludzi nie pozwala swoim dzieciom na Facebooka, Twittera, itp.

Jedno z ważniejszych pytań, jakie pada w filmie, dotyczy faktu, że większość tych portali jest darmowa… Czy aby na pewno? Pyta prof. Shoshana Zuboff, autorka książki The Age of Surveillance Capitalism. Tak naprawdę, jej zdaniem, to my sami jesteśmy zapłatą za „darmowe” użytkowanie mediów społecznościowych, a bardziej konkretnie, nasza przyszłość – a w tym szczególnie nasze przyszłe wybory: konsumenckie, polityczne, religijne i inne. Co to znaczy surveillance capitalism? Proponowałbym przetłumaczyć to wyrażenie na „kapitalizm nadzoru” albo „kapitalizm podglądaczy”. Towarem jest tu przewidywalność, a co za tym idzie, kontrola naszych zachowań.

Jak to działa? Otóż Google, YouTube, Facebook itd. są oparte na pracy super mocnych komputerów, które mają zainstalowane oprogramowanie typu AI (Artificial Intelligence), sztuczna inteligencja. Tylko nieliczni programiści się tak naprawdę na tym znają, sami właściciele nie za bardzo. Jak się okazuje, firmy te stały się dzięki tej technologii najbogatszymi firmami na świecie! Tego typu oprogramowanie zaczyna żyć „własnym życiem”, ponieważ jest skonstruowane w ten sposób, że samo się udoskonala, czyli „uczy”. Oczywiście można to fizycznie odłączyć od prądu, ale, póki co, nikt tego nie robi. Czego się ten komputer uczy? Coraz lepszego przewidywania naszych zachowań i podawania nam tego, czego szukamy. Weźmy na przykład YouTube. Zauważcie, jak się rozwija ten program wraz z waszymi zainteresowaniami. Ma to miejsce szczególnie szybko, gdy wybieracie treści (filmy) proponowane (rekomendowane) „dla ciebie” przez sam program, który w zawrotnym tempie uczy się twoich upodobań i z coraz większą precyzją serwuje ci to, czego szukasz! Aż nas tak rozpracuje, że z wielką ochotą będziemy oglądać to, co będzie nam proponował. To samo dzieje się z Amazonem w kwestii zakupów, czy z Facebookiem w kwestii naszych upodobań. Problem polega na tym, że to nas wcale nie rozwija, bo nie prowadzi do konstruktywnego dialogu z inaczej myślącymi, a tylko umacnia w wyznawanym przez nas poglądach, czy upodobaniach. Na przykład ostatnio pojawiła się grupa opowiadająca się za tym, że Ziemia jest płaska. Czy ktoś z Was by w to uwierzył? A jednak algorytm łączy tych ludzi ze sobą i umacnia ich poglądy! Sprawdźcie sami… Jedną z poważniejszych konsekwencji tego procesu jest polaryzacja społeczeństwa. Tego typu algorytm komputerowy potwierdza nasze poglądy i łączy nas z ludźmi, który myślą podobnie jak my. To może doprowadzić do przekonania, że „wszyscy myślą jak ja”, no i że „ja mam rację”. I tylko o krok od wojny domowej…