Egzorcyzmy okiem psychiatry z Nowego Jorku. 25 lat obserwacji w książce

Nakładem amerykańskiego wydawnictwa HarperCollins ukazała się książka znanego nowojorskiego psychiatry dr. Richarda Gallaghera, zatytułowana „Demonic Foes: My Twenty-Five years as a Psychiatrist Investigating Possesions, Diabolic Attacks and Paranoral (Wrogie Demony: moje 25 lat [pracy] psychiatry badającego opętania, ataki diabła i zjawiska paranormalne). Dzieli się w niej swymi doświadczeniami ze współpracy z egzorcystami. W wywiadzie dla czasopisma „Esquire” autor opowiedział m.in. o swojej własnej wierze, o „rygorystycznym procesie gromadzenia dowodów” i o „skomplikowanej grze między nauką a duchowością”.

Gallagher zwrócił uwagę na opory, jakie towarzyszyły mu przy pisaniu tego dzieła.

Z zawodowego punktu widzenia pisanie o tym, w co się wierzy, dla wielu ludzi pracujących w tej dziedzinie jest nie do przyjęcia. Inną przyczyną [wątpliwości] było ujawnianie historii ludzi, którzy nawet nie byli moimi pacjentami – oświadczył psychiatra.

Podkreślił, że ciężko pracował, aby „ukryć ich dane” oraz że musiał „uzyskać ich zgodę na pisanie o ich życiu”.

Autor zauważył, że w Ameryce jest wielu psychiatrów-chrześcijan, a na świecie wielu innych, którzy uznają istnienie świata duchowego, jednakże duża część z nich waha się, czy na ten temat w ogóle mówić. Trzymają się oni zasady, że jest to tylko mały strumyk w wielkiej rzece, jaką jest niesienie pomocy w sferze zdrowia psychicznego i być może te niezrozumiale zjawiska) lepiej zachować dla siebie.

Wielu z nich także nie ma niezbyt dużego doświadczenia i nie zna literatury na ten temat – stwierdził dr Gallagher.

Jednocześnie przyznał, że szczególnie w Nowym Jorku i w Kalifornii działa wielu pseudoegzorcystów i szamanów, których chcą jedynie wzbogacić się.

Podobne zjawisko tzw. alternatywnych egzorcystów i uzdrawiaczy występowało jeszcze kilka lat temu we Francji. Autor zapewnia, że prawie nigdy nie spotkał kogoś, kto by korzystał z tego rodzaju usług (płatnych) i został później duchowo uwolniony.

Jego korzenie katolickie i znajomość z wieloma księżmi doprowadziły go do nawiązania współpracy z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Egzorcystów, któremu od samego początku służy jako psychiatra-konsultant w sprawach rozgraniczenia między chorobą psychiczną a opętaniem.

Zdaniem autora opętanie niekonieczne dotyczy tylko ludzi, którzy mieli jakiś związek z religią. Równie dobrze może to spotkać agnostyków i ateistów.

Niezależnie od tego, czy ktoś był wierzący czy nie, przyczyną opętania jest zwrócenie się na serio do czegoś złego: «zanurzenie się w ciemność» okultyzmu, jakim jest np. satanizm – tłumaczy naukowiec.

Wyjaśnił, że ludzi ci oczekują w zamian jakiejś nagrody, ale wcześniej lub później uświadamiają sobie, że była to „głupia oferta specjalna”.

I tu okazuje się, że ci, którzy wcześniej w coś wierzyli, mogą łatwiej powstać i powiedzieć „nie, nie zamierzam czynić tego zła znowu, nie chcę już więcej oddawać się satanizmowi”. Ateiści niestety często w ogóle nie wiedzą, dokąd zwrócić o pomoc. Wielu egzorcystów uważa, że ich „sukces” to w 90 proc. wysiłek samego pacjenta i jedynie 10 proc. jest zasługą egzorcysty.

Przechodząc następnie do demonów, które widział, psychiatra podkreślił, że wolą się one nie ujawniać, niezmiennie kłamiąc i starając się siać zamęt prowadzący do śmierci duchowej. W starożytnej kulturze greckiej, której myślenie przejęli niektórzy pisarze żydowscy i chrześcijańscy, uważano, że demony „dążą do bycia małymi bożkami, które zawładnęły ludźmi”. Dzisiaj natomiast wielu ludzi twierdzi, że opętanie to po prostu choroba psychiczna.

Ja jednak uważam, że istnieje zasadnicza różnica między tymi dwoma pojęciami. Chorzy psychicznie nie są w stanie mówić nagle obcymi językami (np. płynnie po łacinie) i nie mają nadludzkiej siły – oświadczył autor.

W swej książce przytoczył przykład opętanej drobnej kobiety (ważyła ok. 50 kg), która rzuciła na ścianę ponad 100-kilogramowego diakona luterańskiego.

Opętani mają też ukrytą wiedzę, mówią np., w co ubrany jest dziś pewien ksiądz, mieszkający kilkaset km dalej. Sam psychiatra podzielił się w tym kontekście własnym doświadczeniem. W nocy nie mógł zasnąć, bo walczyły ze sobą dwa koty, postanowił więc je rozdzielić i zamknąć w dwóch osobnych pokojach. Nazajutrz przyszła do niego wraz z księdzem po poradę pewna Julia a jej pierwsze słowa brzmiały: „Jak się czują twoje dwa nocne koty?”.

Prawdopodobnie największym problemem w przypadku opętania i innych zjawisk paranormalnych jest skomplikowana i delikatna gra między nauką a duchowością – twierdzi Gallagher. Zauważył, że zawsze można powiedzieć, iż nie wierzę w to wszystko ze względu na brak podstaw naukowych. Zwrócił uwagę, że „metoda naukowa” taka, jak on sam ją poznawał w czasie studiów w Yale, opiera się na „naturalizmie metodologicznym” (methodological naturalism), tzn. odrzuca ona działanie sił duchowych, ponieważ nie można ich badać w taki sam sposób jak świat materialny. Nie można ich poznawać doświadczalnie ani na nich eksperymentować.

Ludzie nie rozumieją szerszego określenia nauki, która w świecie zachodnim stała się już tylko wiedzą. Nie wszystko na świecie da się zbadać w sposób laboratoryjny i promieniami rentgenowskimi. Są jeszcze opowieści ludzi, w tym także owych 400 egzorcystów z Międzynarodowego Stowarzyszenia, z którymi współpracuję. Czy wierzę im? Czy mają one sens? Nie wierzyłbym, gdybym nie miał z nimi wspólnych doświadczeń – zakończył swój wywiad nowojorski psychiatra.

Źródło: KAI