Uciekanie od problemów i odkładanie rzeczy na później. Czy warto?

Zdanie nigdy nie zostawiaj na jutro, co masz zrobić dzisiaj podobno wypowiedział po raz pierwszy kilkaset lat temu Benjamin Franklin. Powiadają, że ta zasada stała się jego receptą na sukces.

Benjamin Franklin był nie tylko jednym z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Był również drukarzem, wynalazcą i filozofem. Pochodził z protestanckiej rodziny i choć w dorosłym życiu za często w kościele nie bywał, do końca życia szanował wartości, które przekazali mu rodzice. Między innymi przekonanie, że z problemami należy mierzyć się w momencie, w którym przed tobą stają.

Czy reguła Benjamina Franklina sprzed stuleci wciąż jest aktualna? Zobaczmy.

Paradoks dentysty

Odpowiedź brzmi oczywiście – TAK. To co powiedział Franklin ma charakter absolutnie ponadczasowy. Definicje praw fizyki czy biologii mogą z upływem czasu się zmieniać, bo nasza wiedza o otaczającym świecie też się zmienia. Ale prawda o sercu człowieka się nie zmienia, bo to serce, bez względu na epokę w jakiej bije, zawsze będzie takie samo. Raczej większość populacji nie przepada za wizytami u dentysty. Działa tutaj mechanizm, który świetnie znam z autopsji. Nazwałbym go paradoksem dentysty. Jeśli tylko można przesunąć taką niechcianą wizytę w czasie, robimy to. Każda wymówka jest dobra, o ile może odroczyć nasze pojawienie się na tym madejowym fotelu. Paradoks polega na tym, że wydaje nam się takie odkładanie w czasie korzystne. Tylko nam się tak wydaje. W rzeczywistości wydłużamy okres niekomfortowego napięcia towarzyszącego oczekiwaniu na taką wizytę. Nawet jeśli wypieramy je ze świadomości, gdzieś w nas pracuje ta myśl, że to wciąż jest przed nami. Po drugie im dłużej czekamy, tym nasze zęby bardziej zdążą się popsuć. Będzie bardziej bolało i być może nawet bardziej kosztowało. Jeśli pokonamy niechęć i zrobimy to od razu, zyskamy w każdym aspekcie. A mimo tego wciąż jesteśmy skłonni uciekać przed problemami.

Czerwona lampka

Kiedy możemy się zorientować, że nasza ucieczka przed problemami jest już przejawem życiowej dezercji, a nie rozsądku? Bo przecież nie każde ominięcie problemu jest złe. Czasem unikanie konfrontacji to najlepsza decyzja jaką możemy podjąć. Ale często jest tą najgorszą. Symptomów jest kilka.

Życie życiem innych

To taka sytuacja, kiedy to co inni o tobie mówią/myślą jest dla ciebie ważniejsze niż to co myślisz sam o sobie. To te neurotyczne analizy cudzych zachowań i ich wpływu na twoje samopoczucie. To wieczne szukanie przyczyn swoich kiepskich nastrojów w zachowaniu drugiego człowieka. To desperackie ukrywanie braku poczucia pewności siebie i nie mniej desperackie próby przypodobania się otoczeniu. To uzależnienie od jego aprobaty. Pomaganie i ratowanie innych, tylko nie siebie. Bo opinia innych jest dla ciebie najważniejszą sprawą na świecie. Nie stawiasz czoła problemom, bo boisz się, że nie dasz rady. A jak nie dasz rady, to w oczach innych się skompromitujesz.

Tłumienie emocji

Wstydzisz się ekspresji swoich emocji. Bo mogą cię ośmieszyć i zdradzić twoje defekty. Dlatego tłumisz je za wszelką cenę. Gdy ktoś narusza twoje granice, nie reagujesz. Boisz się zdemaskowania. Chcesz być postrzegany jako oaza spokoju. Choć w środku cały buzujesz. Trzęsą ci się ręce i nogi, serce przyspiesza z każdą chwilą, a ty udajesz spokojnego. Ludzie, którzy tak funkcjonują mają zwykle też inny problem – okazywanie radości. Uważajmy na tych, którzy nie potrafią się śmiać.

Kompulsywność

Nie potrafisz nic nie robić. Unikasz ciszy i bezruchu jak ognia. Bo boisz się kontaktu z samym sobą. Zamiast tego uciekasz w kompulsywne zachowania – pracoholizm, obżarstwo, alkohol, seks. Cokolwiek, byle by tylko wypełnić przestrzeń swojego życia jakąś absorbującą treścią. Uciekasz przed problemami, bo uciekasz przed samym sobą. Konfrontacja z problemem, jest tak naprawdę auto konfrontacją. Chwilą prawdy o sobie.

Brak poczucia własnej wartości

To oczywiste, że z takim przekleństwem trudno mierzyć się z poważnymi problemami. Skoro nie wierzysz w siebie, to nie wejdziesz do ringu, bo z góry znasz wynik. Przekonanie o swojej bezwartościowości jest jak zaklęcie, jak fatum, które determinuje całą naszą życiową postawę.

Bierność

Czekanie, aż sprawy w naszym życiu zadzieją się same. Bez naszych intensywnych zabiegów. Powiedzenie, że każdy jest kowalem swojego losu w tym przypadku kompletnie nie działa. To przekonanie, że człowiek ma tylko to, co los mu łaskawie da. Stanąć oko w oko z problemem? Nigdy w życiu! Lepiej poczekać z boku, aż sam się rozwiąże.

Iluzja

To niezdolność do rzeczywistej oceny swojej sytuacji. Z jednej strony przekonanie, że nic się nie dzieje i nie jest wcale aż tak źle, z drugiej – wyolbrzymianie małych problemików i nadawanie im rangi życiowych katastrof. I tak źle i tak niedobrze. Umiejętność racjonalnej oceny sytuacji to jedna z najważniejszych cech potrzebnych do skutecznej konfrontacji z problemami naszego życia.

Jeśli odnajdujesz się choćby w jednym z powyższych punktów, najprawdopodobniej zdolność do podejmowania problemów na bieżąco szwankuje u ciebie. Myślę, że uciekanie przed problemami to słabość wszystkich ludzi. W mniejszym lub większym stopniu oczywiście, ale jednak. To coś bardzo tożsamego z naszą grzeszną naturą. Zastanawiam się, co Jezus miał na myśli mówiąc: kto nie bierze swojego krzyża, a idzie za mną, ten nie jest mnie godzien? Mt 10,38 I myślę, że właśnie to miał na myśli. Ucieczka przed problemem jest jak odrzucenie jednego z krzyży, które przewidział dla nas Bóg. Jest pewna teologiczna myśl, która głosi, że odrzucony dzisiaj krzyż spadnie jutro ze zdwojonym ciężarem. Inna głosi, że im więcej odpokutujesz za ziemskiego życia, tym mniej będziesz się męczył w czyśćcu. A podobno męki ziemskiego żywota są niczym wobec tych czyśćcowych. Dokładnie tak samo jest z problemami, które życie stawia nam na drodze. Im szybciej odbędziesz stresującą rozmowę, odwiedzisz konfesjonał po długiej nieobecności, zdecydujesz się na paraliżujące wystąpienie przed dużą publicznością czy w końcu pójdziesz do lekarza dowiedzieć się prawdy o swoim zdrowiu, tym szybciej rozbroisz tą bombę. I odkryjesz, że od samego wydarzenia znacznie gorsze jest czekanie na nie. Bo jak powiadają, strach ma wielkie oczy.

Jezus też miał pokusę, by uciec przed swoim problemem. Wtedy, kiedy w Ogrójcu prosił Ojca o odsunięcie kielicha. Ale ostatecznie stanął z problemem oko w oko. Nie chciał czekać ani chwili dłużej, choć wiedział co Go czeka. Benjamin Franklin poza słowami o tym, by nie zostawiać niczego na jutro, powiedział i to: naśladuj Jezusa. Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami.