Paradoks życia – najlepsze rzeczy są za darmo!

Krąży po świecie przekonanie o tym, że im więcej trzeba za coś zapłacić tym większą ma to wartość. I tak i nie.

Zakupersi to grupa ludzi pochłoniętych bez reszty wyszukiwaniem wokół siebie rzeczy, które są za darmo. Gratisów, gadżetów, darmowych próbek i wszystkiego co można zdobyć nie płacąc grosza. Powiadają, że najbogatszym jest ten, kto potrafi oszczędzać, a najbiedniejszym jest skąpiec. Coś w tym jest.

Rozejrzyjmy się i my. Zobaczmy co można zdobyć za darmo. I czy rzeczywiście drogo zawsze oznacza dobrze.

Konsumpcja

To współczesna religia o zasięgu globalnym. Jeżeli zrozumiemy, że pieniądz jest siłą napędową tego świata, to wszystko co się na nim dzieje zacznie nam się układać w jedną całość. W świecie handlu i usług o jakości towaru świadczy jego cena. I rzeczywiście tak jest. Im coś jest droższe, tym za lepsze i ekskluzywniejsze uchodzi. Od psychologa usłyszymy, że ta zależność staje się dla nas pewną pułapką. Wpadając w nią rezygnujemy z kupna jakiegoś towaru tylko dlatego bo jest tani. A skoro tani to znaczy, że do bani. Może tak być. Ale nie musi. Nie ma tutaj generalnych reguł. Najlepiej wyłączyć reklamy i włączyć myślenie. W poszukiwaniu prawdy o regułach rządzących handlem i cenie towarów przede wszystkim musimy wiedzieć jedno – celem nr 1 tych wszystkich korporacji i producentów wcale nie jest to, by nasze życie stało się szczęśliwsze. Choć uśmiechnięte panie i panowie z kampanii reklamowych to właśnie sugerują. Ich celem nr 1 jest maksymalnie wydoić nas z kasy. Jak tego będziemy świadomi, jest szansa, że nasza konsumpcja stanie się bardziej świadoma i odpowiedzialna.

Gitara ze śmietnika

Jako, że muzyk jestem, posłużę się przykładem ze swojego podwórka. Tutaj moje kompetencje są jako takie, więc i moje wnioski zyskają na wiarygodności. Gitarę można kupić i za 50 złotych i za 50 000 złotych. Generalnie wiadomo – prawdopodobieństwo, że ta druga będzie lepsza jest spore. Choć, w ramach rachunku prawdopodobieństwa, nie 100 procentowe. Widzę jak firmy produkujące te najpopularniejsze dzisiaj instrumenty świata stają na głowie, by zwiększać obroty. Kiedyś, dawno temu, były do wyboru cztery gitary elektryczne – Stratocaster, Telecaster, Les Paul i SG. No, może wybór był ciut większy, ale jednak było to kilka gitar. Dzisiaj ta oferta idzie w setki. Gitary są dla małych, dużych, chudych, grubych, chłopców, dziewcząt, z sygnaturą i bez, lakierowane i nie, kolorowe, czarno – białe, chromowane, pozłacane, hebanowe, plastikowe itd, itd… Ponieważ mam wiedzę, mogę stwierdzić, że dzisiaj gitara znanej firmy za 10 tysięcy złotych często nie jest warta tych pieniędzy. To bardziej gitary dla dzieciaków bogatych rodziców i hobbystów. Instrumentu nie kupuje się pod wpływem reklamowej hipnozy. To zła droga. Po prostu ważna jest wiedza, doświadczenie i cierpliwość. Znajomy znalazł kiedyś na śmietniku gitarę. Wygląd odstraszał. Kiedy jednak za jego namową podłączyłem ją do wzmacniacza i zagrałem, kopara mi opadła. Do dzisiaj nie grałem na lepiej brzmiącym instrumencie. Tyle w temacie.

Ostateczna perspektywa

Człowiek uwielbia otaczać się markowymi gadżetami. Bo co, są takie wyjątkowe i niezbędne? Nie. Po prostu firmy i społeczeństwo wmówiły nam, że życie bez nich jest trochę passe i z lekka obciachowe. Więc wydajemy ciężkie pieniądze na markowe ciuchy, wyposażenie domu, ekskluzywne wakacje i tysiące innych modnych gadżetów by czuć się pełnowartościowym członkiem społeczeństwa. Oczywiście, że tak – wysoka cena często idzie w parze z jakością. Stare przysłowie pszczół mówi, że kto kupuje tanio, kupuje dwa razy. Albo nawet trzy. Na przykład z butami tak jest. Najdroższe buty jakie sobie w życiu kupiłem to sandały. Chodzę w nich już piąty sezon. Te z hipermarketu po jednym lądują w koszu. Pytanie jest inne. Co bardziej decyduje o tym, że kupujemy drogą, markową rzecz: potrzeba jakości czy szpanu? Większość pewnie odpowie, że jedno i drugie. Ok, ale ja pytam co bardziej? Tak czy siak, zeznania tych, którzy dotarli do krańców swojej życiowej wędrówki (starzy, schorowani ludzie) całkowicie burzą nam tą konsumpcyjną konstrukcję. Oni mówią, że te wszystkie drogie gadżety, które z takim mozołem gromadziliśmy, w obliczu spraw ostatecznych kompletnie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Okazuje się, że najważniejsze było to, czego nie potrafiliśmy docenić. I zazwyczaj było za darmo.

Za darmo

Najśmieszniejsze jest to, że w dzisiejszym, zdominowanym przez pieniądz i konsumpcję świecie, da się żyć za darmo. Są ludzie, którzy na życie nie wydają ani grosza. Bo na nie nie zarabiają. Po prostu żyją z tego, co wypluje cywilizacja. A wypluwa sporo. Dane ONZ ujawniają wstrząsającą prawdę: rocznie świat wyrzuca na śmietnik 1,3 miliarda ton żywności. To 1/3 wszystkiego co wyprodukuje. Dorzucę jeszcze jedną liczbę – na świecie głoduje grubo ponad 800 milionów ludzi. Nie jest ten świat dziwny? No jest. Jeśli mówimy o tych najcenniejszych i darmowych jednocześnie rzeczach, niekoniecznie chodzi o te materialne. Bo jak materia przesłania drugiego człowieka (w tym samego siebie) to nie jest dobrze. Kiedy ostatnio tak na serio spotkałem się sam ze sobą? Na przykład na samotnym spacerze w lesie, gdzie mogłem usłyszeć bicie własnego serca i zapytać, co tam u niego słychać? Kiedy z bliską mi osobą, nigdzie nie spiesząc się (to bardzo ważne!), sącząc kawę pogadałem o życiu? Albo wysłuchałem jej żalów. Kiedy ostatnio odwiedziłem pusty kościół (ostatnio zwykle taki bywa) by w kontemplacyjnym zanurzeniu przytulić się do Boga, który być może jednak istnieje? Kiedy ostatnio objąłem osobę, którą kocham i po prostu jej to powiedziałem? Kiedy ostatnio nic nie robiłem i najzwyklej w świecie cieszyłem się tym, że oddycham, że widzę, że kocham, że jestem? Nie mam żadnych wątpliwości – kiedy będę umierał, tylko tego będzie mi żal.

Zwykłem mawiać, że za darmo jest tylko zbawienie. Choć Jezus za naszą wolność zapłacił straszliwie wysoką cenę. No, ale my to mamy za darmo. Taka właśnie jest miłość – wszystko daje nie chcąc niczego w zamian. I nie da się jej kupić za żadne pieniądze świata. Dlatego jej darmowość to jedyna opcja.