Sebastian Zbierański: przyjąłem sakrament. A co jeśli ksiądz nie był ochrzczony?

Czy jedno słowo może być winne temu, że człowiek po latach okazuje się być nieochrzczonym, niebierzmowanym i przede wszystkim – nieważnie wyświęconym kapłanem? Okazuje się, że tak. Dramat młodego księdza z USA nie tylko to udowodnił. Pokazał też, jak istotne jest, by do sakramentów podchodzić z szacunkiem, czcią, ale i wielką starannością. Komentuje redakcja misyjne.pl.

Sprawa amerykańskiego księdza Matthewa Hooda, który odkrył, że jego chrzest jest nieważny, ujrzała światło dzienne kilka tygodni temu. Od razu poruszyła opinię społeczną i wywołała lawinę komentarzy. Z pewnością zrodziła też wiele pytań, zwłaszcza ze strony tych, którzy korzystali z sakramentalnej posługi ks. Hooda. Czy to, że udzielając im Komunii św., spowiadając czy błogosławiąc małżeństwa, de facto formalnie nawet nie był katolikiem oznacza, że automatycznie przyjęte przez nich sakramenty jakby… tracą ważność?

O co chodzi?

Na początku sierpnia Kongregacja Nauki Wiary wydała specjalną notę. Na ten dokument szczególnie czekało wielu teologów i prawników kościelnych. Rozwiewa on bowiem niektóre wątpliwości i precyzuje regulacje dotyczące sakramentu chrztu. W nocie czytamy między innymi, że za nieważny należy uznać chrzest, któremu towarzyszył zwrot: „My ciebie chrzcimy…”. Bezwzględnie należy natomiast pozostać przy starożytnej formule Kościoła: „(Ja) ciebie chrzczę w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Dlaczego to tak istotne? Publikacja watykańskiej Kongregacji jest reakcją na nadużycia i nieporozumienia związane z szafowaniem sakramentami.

To poważna bolączka, która doświadcza zwłaszcza Kościół na Zachodzie. Zdarza się, że kapłani nie zachowują przepisów przewidzianych np. przez mszał. Ignorują rubryki („instrukcje” dotyczące gestów, słów itp.), są chaotyczni, nieskupieni albo najzwyczajniej w świecie improwizują. To wszystko prowadzi do zacierania się wrażliwości – nie tylko tej liturgicznej, którą można odbierać wizualnie, ale przede wszystkim wrażliwości jeszcze głębszej, oscylującej wokół samej wagi i sensu sprawowanego misterium. Mówiąc dokładniej: przestaje się zwracać uwagę na wypowiadane słowa, wykonywane ruchy, zupełnie zapominając, że – dosłownie – wszystko co wiąże się z tajemnicą sakramentów jest praktycznie niezbędne do ich ważności.

Watykański dokument wyjaśnia zatem, że szafarz nie może sprawować posługi w imieniu innych osób, jak tylko w imię Chrystusa, jako znak Jego obecności w tym konkretnym sakramencie. Dlatego kluczowe jest tutaj jego osobiste wyznanie – bo działa przecież in persona Christi. Konstytucja o Liturgii jasno przypomina: „nikomu (…) nie wolno na własną rękę niczego dodawać, ujmować ani zmieniać w liturgii”. To nakaz troski o dziedzictwo Kościoła i samego Chrystusa. Na tyle ważny, że jego zaniechanie może mieć bardzo poważne skutki.

Ksiądz… nie-ksiądz?

Ks. Matthew Hood niedawno odkrył, że podczas jego własnego chrztu, zarejestrowanego na wideo w 1990 r., przewodniczący ceremonii diakon użył niewłaściwego sformułowania, wyrażając się „my ciebie chrzcimy (…)”. Zmiana formuły chrztu św., rzecz jasna sprzeczna z nauczaniem Kościoła, w konsekwencji czyni przyjęte przez niego sakramenty – również święcenia kapłańskie – nieważnymi. Duchowny ma świadomość, że sakramenty, które przyjął, mogą być udzielane tylko prawomocnie ochrzczonym katolikom.

Jak sam podkreśla, poczuł się „zdruzgotany” nowo nabytą wiedzą. Postawiony przed faktem ordynariusz archidiecezji Detroit, któremu podlega ks. Hood, zdecydował, że wszystkie sakramenty przez niego przyjęte muszą zostać powtórzone. I tak, w ciągu kilku dni Matthew Hood został skutecznie ochrzczony, przyjął sakrament bierzmowania i otrzymał Eucharystię. Po tygodniowych rekolekcjach został wyświęcony na diakona, a 17 sierpnia ponowiono jego święcenia kapłańskie.

To jednak nie kończy sprawy. Są jeszcze wierni (zapewne setki, jeśli nie tysiące), którzy z rąk nieprawomocnie wyświęconego kapłana otrzymali nieważne sakramenty. Ich także, o ile sami mają tego świadomość, prosi się o kontakt z kurią w Detroit w celu weryfikacji i ewentualnego powtórzenia, bądź uzupełnienia ceremonii. Ale co z tymi, którzy w ogóle o tym nie wiedzą, bo po prostu nie pamiętają, że to właśnie ks. Hood ich spowiadał? Albo zmarli, których namaścił i rozgrzeszał tuż przed śmiercią – czy faktycznie odeszli pojednani z Bogiem?

Uzupełnić czy powtórzyć?

W przypadku sprawy księdza Hooda będzie miało zastosowanie kilka zasad. Przyjrzyjmy się najpierw tym sytuacjom, w których pozornie nic już nie da się zrobić. W Kościele od dawna funkcjonuje reguła Ecclesia supplet – czyli Kościół uzupełnia. Chodzi tutaj szczegółowo o uzupełnienie władzy jurysdykcji, którą każdy ważnie wyświęcony kapłan powinien posiadać z ramienia swojego biskupa. Dotyczy ona konkretnego kapłana, ale i konkretnego obszaru jego działań duszpasterskich.

Przykładowo: jeśli ksiądz ma świadomość, że tej władzy nie posiada (np. wie, że nie może bez zezwolenia spowiadać poza swoją diecezją), natomiast nie wie tego penitent – wówczas spowiedź dla tego penitenta i tak jest ważna, bo „Kościół uzupełnia”. W praktyce tę zasadę stosuje się także w przypadkach, kiedy kapłan nie posiada władzy rządzenia (władza kierowania wiernymi dla ich zbawienia, osiąganego także poprzez sakramenty), a czego znów nie są świadomi korzystający z jego posługi – chociaż prawo kanoniczne tego nie zakłada. Zatem, jeśli ktoś umrze nie wiedząc, że nie spowiada go kapłan, albo ktoś nie pamięta, że – (tutaj akurat ks. Hood) był szafarzem jego sakramentu, należałoby przyjąć, że skutki dla wiernych są takie, jakby sakrament ten zaistniał – chociaż obiektywnie nie miał miejsca.

A zaślubieni małżonkowie? Co ciekawe, niewielu katolików zdaje sobie sprawę z tego, że szafarzami tego sakramentu są… mąż i żona. Kapłan tylko małżeństwo błogosławi, potwierdza jego zawarcie autorytetem Kościoła. Problem jednak w tym, że ks. Matthew, nie mając święceń, nie posiadał praw do posługiwania się tym autorytetem. Zatem zawarte w obecności amerykańskiego duchownego małżeństwa należy zapewne skonsultować z biskupem, który powinien zdecydować, czy ceremonię należy powtórzyć, czy jedynie uzupełnić dokumentację.

Dalszą część komentarza znajdziesz na misyjne.pl, tutaj >>

Źródło: misyjne.pl