Czym jest prawda?

Pytanie o to, czym jest prawda człowiek stawia sobie już od początku świata. Ja też sobie dzisiaj je stawiam. I wcale nie jestem taki pewny, że znajdę na nie łatwą odpowiedź.

Klasyczna definicja ujmuje prawdę jako właściwość sądów polegającą na ich zgodności z faktycznym stanem rzeczy, których dotyczą. Krótko mówiąc chodzi o to, że jak ktoś twierdzi, iż na drzewie siedzi różowy słoń, to mówi prawdę wtedy i tylko wtedy, gdy na drzewie rzeczywiście siedzi różowy słoń.

Prawda jak chyba żaden inny parametr naszej rzeczywistości jest codziennie brutalnie deformowana przez kłamstwo. Ten proces zaczął się już w raju i z powodzeniem trwa do dzisiaj.

Paradoks kłamcy

Wydawać by się mogło, że problem prawdy jest czymś tak oczywistym i logicznym, że powinien być ogarniany nawet przez tych mniej ogarniętych. Tymczasem okazuje się, że to nie jest takie hop siup. Nawet najtęższe filozoficzne głowy miały z tym problem. W drążeniu tematu natrafili bowiem na twardy kamień, któremu na imię dano paradoks kłamcy. Chodzi o niemożność zdefiniowania pojęcia prawdy w obrębie języka, do którego to pojęcie się odnosi. Brzmi enigmatycznie, dlatego od razu podeprę się prostym przykładem. Po raz pierwszy z paradoksem kłamcy spotkałem się już w dzieciństwie. Jego bohaterem jest ateńczyk, który wygłasza to oto zdanie: wszyscy ateńczycy są kłamcami! Na pierwszy rzut oka niby wszystko ok. Ale na drugi już nie. Załóżmy, że ateńczyk mówi prawdę. Skoro tak, to znaczy, że jest kłamcą. A skoro jest kłamcą, to jego twierdzenie nie może być prawdziwe. A to by znaczyło, że ateńczycy jednak mówią prawdę. Skoro tak, to i nasz bohater mówi prawdę. Jeśli rzeczywiście tak jest, to znaczy, że jest kłamcą. I tak w nieskończoność może kręcić się spirala tego paradoksu. Wystarczy, że sam powiem: ja teraz kłamię i paradoks gotowy. No bo skoro kłamię, to to co mówię nie może być prawdą. Czyli de facto mówię prawdę. A skoro mówię prawdę, to znaczy, że jednak kłamię. Itd, itd. Ostatecznie z tym i jemu podobnymi paradoksami rozprawiła się teoria antynomii klas samozwrotnych. Nie wnikając w niuanse tematu, bo to grozi przegrzaniem zwojów mózgowych, wyszło, że problem paradoksu kłamcy nie jest problemem samej prawdy tylko języka.

Wszyscy wiedzą, nikt nie mówi

Zatem największym problemem prawdy w naszym życiu wcale nie są jakieś tam paradoksy czy lingwistyczne meandry. Największym problemem jest to, co trafnie ujął kiedyś Antony De Mello: niechęć, by stawić czoła faktom. Okłamujemy bądź jesteśmy okłamywani zazwyczaj z dwóch powodów: z chęci zysku, albo z lęku przed stratą. W przestrzeni publicznej kłamstwo (albo łagodniej – zatajanie prawdy czy rzeczywistych intencji) jest powszechną normą, która już nikogo nie dziwi i z którą nikt już nie walczy. Kiedy polityk w swojej kampanii zapewnia mnie, że chce dostać władzę przede wszystkim po to, by żyło mi się lepiej, to ja wiem, że kłamie. Wszyscy to wiedzą, ale nikt nie próbuje z tym teatrem walczyć. Wolałbym, żeby politycy zamiast tych tanich i populistycznych haseł wyborczych, od którym muli mnie okrutnie, mówili na przykład tak:

Kandyduję, bo to jest mój job. Jestem zainteresowany karierą polityczną, władzą i dobrymi pieniędzmi. Jak dam radę, to przy okazji zrobię coś pożytecznego dla ciebie. Ale nie obiecuję.

Nie było by to bardziej szczere? Uczciwe? A może to jest pomysł na nowoczesną kampanię? Albo ukrywana zazdrość. Zazdrościmy sobie wzajemnie różnych rzeczy, co jest jasne jak słońce, ale jednocześnie ukrywamy tą zazdrość pod nieszczerą maską serdecznego uśmiechu albo nienaturalnego milczenia. On wie, że zazdroszczę i ja wiem, że on wie. I udajemy, że nie wiemy. Teatr. Co mamy do stracenia przyznając się do zazdrości swojemu koledze z pracy? Po pierwsze ryzykujemy kompromitację. Zazdrość świadczy o naszej małostkowości i kompleksach. Po drugie, przyznając się do zazdrości dajemy komuś powód do satysfakcji. A na to nasza pycha już nie może się zgodzić. Cała przestrzeń medialna w jakiej tkwimy po uszy jest zbudowana na manipulacji, zakłamywaniu i wprowadzaniu w błąd. Na kłamstwie po prostu. Stary, komunistyczny slogan o tym, że w Dzienniku Telewizyjnym tylko data jest prawdziwa obowiązuje do dzisiaj. Jakoś tak się składa, że nasze poglądy na rzeczywistość formatują się zależnie od mediów, którymi karmimy swoje serca i umysły. Nie twierdzę, że nie ma tam informacji prawdziwych. Na pewno są. Ale po to, by łatwiej było przemycić te kłamliwe i zmanipulowane. To nie jest jakaś odrealniona teoria spiskowa. To jest fakt. Brutalna prawda o naszym świecie, który zbudowany jest na kłamstwie. Im bardziej sobie to uświadamiam, tym bardziej kocham swoją rodzinę.

Prawda wyzwala

Od czego zacząć szukanie prawdy? Od tego, by samemu w niej stawać. Ktoś może mi zarzucić, że tendencyjnie zmierzam do ewangelicznych norm. Nic nie poradzę na to, że uczciwe szukanie prawdy wcześniej czy później zaprowadzi nas do nauki Jezusa z Nazaretu. O Jego kluczowy dialog z Piłatem zahaczę potem. Teraz o dialogu człowieka z człowiekiem. Takim tu i teraz. Myślę sobie, że to w tej przestrzeni mamy najwięcej do przepracowania w temacie prawdy. Wzory opisujące nasz wszechświat to ważna rzecz. Ale pamiętajmy, że prawda o budowie i działaniu otaczającej nas rzeczywistości zawsze będzie względna. Umowna. Tymczasowa. To czego wczoraj byliśmy pewni, dzisiaj już nie jesteśmy. To czego dzisiaj jesteśmy pewni jutro już nie będziemy. Uważam, że choćby nie wiem jak wytężali się najwięksi uczeni świata, to nie udźwigną, taki to ciężar. Początek Wszechświata, życie na innych planetach, względność czasu, kod liczb pierwszych – to wszystko są niewątpliwie zajmujące i ważne rzeczy, ale ostatecznie nie mają one większego znaczenia dla mojego życia. Są takie zakamarki nauki, gdzie już nawet nie ma miejsca na prawdę obiektywną. Tam wszystko jest subiektywnym złudzeniem. Zostawmy to. Nic nam nie da drążenie w takiej skale. Poszukajmy takiej prawdy, od której bezpośrednio zależy jakość naszego istnienia. Powiadają, że prawda wyzwala. Słuszność tej zasady potwierdzono niezliczoną ilością eksperymentów. Błogosławieństwem Kościoła są takie wspólnoty, gdzie to stawanie w prawdzie jest wpisane w program. Nie mówię o konfesjonale. Mówię o stawaniu w prawdzie wobec brata, którego nie lubisz, któremu zazdrościsz i którego sądzisz. 

Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Mt 5,23-24

Sprawa jest prosta. Jeśli zazdrościsz swemu bratu i sądzisz go, idziesz od niego, mówisz mu o tym i prosisz o wybaczenie. Choć w gruncie rzeczy to nie jest prosta sprawa. To jest sprawa najtrudniejsza. Demon straszy nas tutaj śmiercią własnego prestiżu. Ale to jest właśnie ta prawda, która ma bezpośredni wpływ na nasze życie. Prawda, która wyzwala i która jest niezmienna. Bo niezmienne jest to, że stawanie w prawdzie wyzwala. Doświadczenie tych, którzy pokonali ten strach ma zawsze ten sam smak – smak wolności.

Co to jest prawda?

To pytanie ponad dwa tysiące lat temu Poncjusz Piłat zadał pewnemu Skazańcowi. Wrzucam fragment dialogu św. Augustyna z rozumem:

Rozum: Prawda będzie zatem istniała, choćby nawet świat zginął.

Augustyn: Nie mogę zaprzeczyć

R.: A jeżeli zginie sama prawda? Czy nie będzie wówczas prawdziwe twierdzenie, że prawda zginęła?

A.: Temu także nikt nie może zaprzeczyć.

R.: A przecież nie może ono być prawdziwe, jeżeli prawda nie istnieje.

A.: Już poprzednio się na to zgodziłem.

R.: A zatem prawda nie może przestać istnieć.

Słowo prawda powszechnie tłumaczone jest z łacińskiego veritas. Veritas z kolei wywodzi się od greckiego alethei, które etymologicznie ma sens negatywny, jest bowiem rzeczownikiem zaprzeczającym. Dochodzimy tym tropem do zaskakującego odkrycia – PRAWDA w najczystszej postaci oznacza coś niezatajonego, nieskrytego. Augustyn puentuje – prawda będzie istniała. Łapiemy, prawda? Prawda to byt! Grecy pojmowali byt jako coś trwałego i wzrastającego. Heidegger powie – przytomne jest bycie w prawdzie. Takie drążenie prowadzi nas do coraz bardziej zaskakujących wniosków. Takich mianowicie, że prawda jest bytem, jest jedna, bezwzględna i ostatecznie niepoznawalna. Znajomy ksiądz powiedział kiedyś, że nieskończony Bóg przez całą wieczność codziennie będzie nas zaskakiwał czymś nowym. A w świetle tych wniosków deklaracja Jezusa o tym, że jest Drogą, Prawdą i Życiem może stać się dla nas znacznie bardziej czytelna. Ja wiem, że to mój subiektywny punk widzenia. Ale każdy inny będzie równie subiektywny. Albo nawet bardziej.