Wyprawa piesza 2020 – dzień 19

Po cieplutkiej nocy w recepcji ruszyliśmy w mroźny ranek. Z okazji że jesteśmy coraz bliżej celu, pojawiają się w nas marzenia dotyczące czasu powyprawowego. Jedni marzą o spaniu do godziny 8.00, inni o założeniu nieużywanych skarpetek, a ojciec od dwóch dni opowiada o trzygodzinnym praniu w płynie Cocolino. Walczymy jednak o skupienie na tu i teraz, czyli generalnie o szeroko pojęte karpie diem. Dzisiejsze warunki atmosferyczne zdecydowanie sprzyjały tej filozofii. Na początku czekało nas wejście na Połoninę Wetlińską. Widoki jakie zastały nas na szczycie można łatwo odtworzyć w domu, do czego zachęcam naszych czytelników. Wystarczy w szklanym naczyniu wymieszać mleko z wodą w proporcji 7:3 i intensywnie się w nie wpatrywać w nadziei na zobaczenie pasm górskich ciągnących się po horyzont. Wiatr zapierał dech w piersiach i spychał ze szlaku. Pięknie było.

Połonina Caryńska była równie wietrzna, ale dla odmiany słoneczna, więc w celu zachwytów i rozmów o życiu, miłości i przemijaniu zalegliśmy dłuższą chwilę na zboczu.

Do Ustrzyk Górnych dowędrowaliśmy po 25 km i zajęliśmy nasze dzisiejsze spanko. Dołączyliśmy do mszy parafialnej, a teraz uzupełniamy niedobory kaloryczne mnóstwem rogalików, które przywiozła nam powracająca jak córka marnotrawna Klaudia.

Warto również wspomnieć o naszych przedposiłkowych modlitwach, zainspirowanych twórczością pewnego księdza katolickiego (nazwisko znane redakcji). Planujemy wydać cały modlitewnik, ale już podzielimy się kilkoma przykładami:

  • Jezu, który byłeś Izraelczykiem pobłogosław makaron z tuńczykiem.
  • Jezu, co w przypowieści nazwałeś nas chlebem przaśnym pobłogosław ten makaron w sosie słodko-kwaśnym
  • Panie, co nie gardzisz potrzebującym człowiekiem pobłogosław te płatki z mlekiem
  • Za przyczyną Jezusa Chrystusa, naszego Pana,
    Niech będzie błogosławiona ta kasza jaglana
  • (na melodię pogrzebową) Dobry Jezu a nasz Panie, pobłogosław to śniadanie.

@Joanna Jędrzejczyk

Dystans: 25 km

Przebytych kilometrów do tej pory: 488