Święty Buntownik. Uciekinier z misją specjalną

Kiedy czytamy dzisiejszą Ewangelię o odnalezieniu Jezusa w świątyni, nam młodym, nie sposób nie zwrócić uwagi na Jego swoisty „bunt”. Nie chodzi o to, że młody Jezus miał taką intencję, ale prawdopodobnie, gdy znalazł się w domu Bożym, jego serce mocniej zapałało i postanowił zostać tam chwilę dłużej. Było mu tam dobrze. Chwila się przeciągała. Kiedy po trzech dniach odnaleźli Go Maryja z Józefem, pewnie nawet nie uświadamiał sobie, ile czasu minęło. Tak po ludzku. Tak po młodzieżowemu.

Może i da się grac na komputerze do świtu i potem pukać się w czoło, że zarwało się nockę. Może da się zasiedzieć na imprezie, albo klachach z przyjaciółką. Ale trzy dni w świątyni? W czasach Jezusa życie i czas płynęły trochę inaczej i świadczy o tym postawa spokojnych rodziców Jezusa, którzy początkowo nie byli zaniepokojeni.

Nie bez powodu ta Ewangelia czytana jest właśnie dziś, gdy obchodzimy święto Stanisława Kostki, patrona Polski.

Biografię młodego zakonnika znajdziesz tutaj >>

Nie taka prosta ta ucieczka

Znamy młodego Staszka z historii o jego brawurowej ucieczce do Rzymu, gdzie pragnął wstąpić do Jezuitów. Współudział w tym niecnym planie miała sama Maryja, która po cudownym uzdrowieniu chłopaka zachęciła go do wstąpienia do tego właśnie zakonu. Staszek nie uciekał z Polski – jak często myślimy – ale ze szkoły we Wiedniu. Tam po początkowych trudnościach w nauce, z czasem zaczął świecić przykładem i wiedzą. Jednak nie był to typowy młodziak z pasją do zabaw i figli. Wolne chwile spędzał na lekturze i modlitwie, a do tego nie oszczędzał się poświęcając noce na medytacje oraz pokutując (może nam nieco przypominać naszego oblackiego kandydata na ołtarze – kl. Alfonsa Mańkę). To nie podobało się jego jego bratu, wychowawcy i kolegom, którzy szydzili z niego i próbowali przeciągnąć na „dobrą stronę mocy”. Można na wesoło uznać, że miarka się przebrała, kiedy przymusowo został zapisany na kurs tańca 😉

Ale wracając do śmiertelnej choroby, uzdrowienia przez Maryi i planu ucieczki… Droga z Wiednia do Rzymu była zbyt prosta na brawurowy plan Staszka. Szybko zostałby na niej złapany, więc udał się przez Augsburg. Wszystko misternie zaplanował. Ostatecznie, nie bez trudności, jego plan się udał. I to mimo sprzeciwu rodziców, którzy chcieli wydostać go z nowicjatu nawet groźbą!

Staszek – buntownik z prawdziwego zdarzenia

Twardziel i konsekwentny gość. Postawił wszystko na jedną szalę. Na szalę życia z Jezusem. Musiał przeciwstawić się rodzicom, wywalczyć sobie miejsce wierną postawą wśród jezuitów, a także zmagać się ze swoimi słabościami. Taki bunt szanujemy!

Uszanował go też Pan Jezus szybko przyjmując Stacha do siebie. Matka Boża też doceniła jego postawę i przyszła odebrać swojego przybranego syna dokładnie o północy 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia. Tak, jak Staszek prosił.

Święty Stanisławie Kostko, módl się i za nas, buntowników, którzy chcemy żyć z Jezusem w świecie, który o Niego zbytnio nie zabiega.