Wyprawa piesza 2020 – dzień 16

„Jak dobrze wstać skoro świt…”

Po nocy spędzonej na polu namiotowym w Wisłoczku wyruszyliśmy w kierunku Komańczy. Chłodny poranek przywitał nas pięknie opadającymi mgłami na tle wschodzącego słońca. Szybko zrobiło się ciepło, a szlak był względnie suchy. Dzielna Edzia pokonywała 34-kilometrową trasę w sandałach, mimo że pęcherze nie odpuszczają. Każdy z nas zmagał się z różnymi trudnościami, a czasami po prostu ze zmęczeniem, jednak humory wciąż dopisywały. Trasa nie miała bardzo ostrych przewyższeń, prowadziła częściowo przez łąki oraz asfaltem. Na tych drugich odcinkach próbowaliśmy śpiewać fajne rzeczy, z różnym skutkiem, ale za to z mnóstwem śmiechu. Upalny koniec lata pojawił się także w Beskidzie Niskim i dał się nam trochę we znaki. Na szczęście w Przybyszowie mogliśmy przefiltrować trochę wody lub zaopatrzyć się w nią w Chatce. W drugiej części trasy spotkaliśmy kilkoro turystów, w tym sympatycznego pana z Rybnika, który również idzie GSB. Pozdrawiamy i życzymy dobrej trasy. 🙂 Po południu doszliśmy do Komańczy na nocleg, który dzięki życzliwości księdza proboszcza z parafii św. Józefa będzie pod dachem. Dzień kończymy Eucharystią w kościele.

Bilans dnia:

  • opadające mgły na tle wschodu słońca, tworzące niezapomniane widoki – sztuk wiele
  • wężowy trup na trasie – sztuk jeden
  • 10-minutowy relaks na zimnych głazach z pięknym widokiem na lasy – sztuk jeden
  • suszenie namiotów i śpiworów w trakcie przerwy obiadowej – sztuk jeden
  • naprawianie plecaka – sztuk jeden
  • marzenie o kawałku cienia podczas wędrówki – sztuk wiele
  • ilość dobra, którą otrzymujemy na każdym kroku – niezliczona

Ewa

Dystans: 34 km

Przebytych kilometrów do tej pory: 414