Mieć czy być?

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. To oczywiście św. Jan Paweł II. Myślę sobie, że Ewangelia jest trochę waleniem grochem o ścianę. Ale myślę też, że musi być taka ilość grochu i taka siła jego walenia, która będzie w stanie tą ścianę przebić. Musi być.

Ucho igielne

Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Mt 19, 24

Bogaty będzie miał problem z wejściem do nieba nie dlatego, że ma kasę, ale dlatego, że kasa ma jego. Posiadanie pieniędzy z moralnego punktu widzenia jest tak samo neutralne jak posiadanie rudych włosów czy wujka w Kambodży. Jednak pieniądz wiąże się z tak wielkim ryzykiem zniewolenia, że Jezus osobiście przed tym przestrzega. Mamona to imię największej konkurencji Boga w życiu człowieka. Gdyby tak nie było, nie znaleźlibyśmy w Piśmie takich zdań: Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Łk 16,13. W Ewangelii Mateusza to zdanie jest powtórzone jota w jotę. Często z zazdrością i głębokim poczuciem niesprawiedliwości przyglądamy się finansowemu statusowi sąsiada. A może naszym największym błogosławieństwem jest to, że jesteśmy od niego biedniejsi?

Książę i żebrak

Wszyscy znamy tą historię. Pomijając treść, jest w niej pewien pierwiastek, obecny właściwie we wszystkich opowieściach, bajkach i legendach – lekko wyczuwalny jakiś rodzaj apotezy ubóstwa. Zauważmy to – bohaterem Kota w butach jest ten biedniejszy brat. W Rybaku i złotej rybce postacią negatywną jest zachłanna na pieniądze baba. W Charlie i fabryka czekolady to ten najuboższy z dzieciaków jest bohaterem. Smoka Wawelskiego nie pokonuje możny król, tylko biedny Szewczyk Dratewka. A ultra ważna dla całego Śródziemia misja zniszczenia przeklętego pierścienia zostaje powierzona ubogiemu, słabemu niziołkowi. I tak jest właściwie we wszystkich opowieściach świata. Owa apoteoza ubóstwa i słabości obecna w naszej kulturze jest moim zdaniem zakorzeniona w najważniejszej historii jaka kiedykolwiek wydarzyła się na tej planecie. W historii Jezusa z Nazaretu. Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. 2 Kr 8, 9. W przypadku Jezusa chodzi o ubóstwo w każdym tego słowa znaczeniu. Jasne, że zamożność i pozycja na tym świecie nie przekreślają szansy na to by wieść pobożny żywot. Zastanawiam się tylko dlaczego Jezus postanowił zbawić świat akurat jako ubogi nikt, a nie jako bogaty ktoś?

Więcej niż potrzeba

Konsumpcjonizm to już nie jest tylko zagrożenie czy marginalny problem. To stan w którym nasze społeczeństwa są zanurzone po uszy. Z badań wynika, że Polacy więcej wydają niż zarabiają.  A to znaczy, że popadają w niebezpieczną spiralę zadłużenia. O tym, że konsumpcjonizm jest zły i że zabija to co w nas najcenniejsze już nie mówią tylko księża na niedzielnych kazaniach. Mówią to wszyscy. Nawet przedstawiciele najbardziej liberalnych nurtów w społeczeństwie. Na posiadaniu pieniędzy i przedmiotów budujemy swoją tożsamość. Poczucie własnej wartości. Poczucie bezpieczeństwa. Możliwość jak najbardziej nieograniczonego spełniania swoich zachcianek i komfortowego życia. Obliczono, że kilkadziesiąt procent z tych rzeczy, które kupujemy nie są nam potrzebne. Kupujemy bo jesteśmy od tego stanu uzależnieni. Bo wchodząc w posiadanie nowego, upragnionego gadżetu uzyskujemy kolejny zastrzyk dopaminy. Konsumpcja jest światową religią. Ma swoje świątynie, swoje denominacje za swoimi guru i ma miliony swoich wiernych, których gorliwości i wierności mógłby pozazdrościć jej niejeden kościół. I musimy wiedzieć, że nad naszym uzależnieniem od kupowania ktoś bardzo intensywnie i świadomie pracuje. Generowanie kolejnych, irracjonalnych potrzeb to cywilizacyjna pułapka, w którą obywatelowi tego świata trudno nie wpaść. Ale mimo wszystko można tego uniknąć. W ramach swobodnego przykładu poniżej o dwóch postawach, które zrodziły dzisiejsze czasy.

Freeganizm

Czy Jezus, gdyby żył w dzisiejszych czasach, byłby freeganem? Niewykluczone. Konsumpcjonizm rodzi tak bardzo wołające o pomstę do nieba absurdy, że freeganizm wydaje się być zdrową alternatywą. Dane są miażdżące. Świat wyrzuca na śmieci 1/3 wyprodukowanego jedzenia (sic!). W Polsce rocznie jest to 9 milionów ton. Freeganie właśnie z tych śmieci żyją, omijając szerokim łukiem kapitalistyczny system ekonomiczny, który trzęsie światem. Zastanawiające, że wielu z przedstawicieli tej filozofii nie miało wcześniej problemów finansowych. To kwestie ideologiczne skłoniły ich do zmiany stylu życia. Bynajmniej nie zachęcam do stania się freeganem. Ale warto poznać trochę ich myślenie. Jest na wskroś chrześcijańskie. Zamiast materialistycznego wyścigu szczurów, konformizmu i zachłanności wybierają minimalizm, hojność i współpracę. Leży im na sercu dobro planety i przyszłość ich dzieci. Zamiast zatracać się w pracy i obsesji pomnażania dóbr stawiają na lokalne systemy ekonomiczne, w których ludzie pracują mało i spędzają ze sobą dużo czasu. Brzmi dobrze. Wygląda na to, że oni zdecydowanie postawili być przed mieć.

Affluenza

To już jest kompletna deformacja cywilizacyjna. Konsumpcjonizm do bólu patologiczny. To wybór mieć tak silny, że na być już tutaj nie ma miejsca. Affluenza oznacza stan przesytu, marnotrawstwa, zadłużenia i niepokojów społecznych, wywołanych obsesyjnym pragnieniem posiadania coraz większej ilości dóbr materialnych, chęci dorównania sąsiadom i pogoni za amerykańskim snem. To ona odpowiada za tak drastyczną nierównością społeczną w dzisiejszym świecie. Świat, w którym gdy jedna osoba zarabia milion dolarów na godzinę, sto innych umiera z głodu. Taki świat nie ma przyszłości. To wcześniej czy później musi runąć z hukiem. Jest jedynie kwestią czasu, kiedy to się stanie. Wielka wojna, katastrofa ekologiczna, rewolucja społeczna na globalną skalę, pandemia czy może inwazja sztucznej inteligencji? Potencjalnych możliwości zagłady naszej cywilizacji jest sporo. Który z nich odpali? Tego nie wiem. Może to będzie układ wiązany? Pożyjemy, zobaczymy. Tutaj wrzucam amerykański odpowiednik naszej Patointeligencji:

Skarb w niebie

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. Mt 6,19-21

Nie wiem czy Conan Gray kiedykolwiek zajrzał do Ewangelii, ale jego piosenka jest dowodem na to, że odwieczny problem wyboru mieć czy być osiąga dzisiaj swój krytyczny moment. Pewnie kolejny raz w dziejach ludzkości. Zachęcam siebie i Was do codziennego trudu by bardziej być niż mieć. Mimo wszystko. Jest o co walczyć. Chodzi o naszą wolność, godność i szczęście. Chodzi o przyszłość naszych rodzin i o przyszłość planety Ziemia. Temat jest gruby, ale może warto zacząć od najprostszych rzeczy. Proponuję taki eksperyment. W czasie najbliższej wizyty w centrum handlowym, przed każdym wrzuceniem czegoś do koszyka, zadajmy sobie konkretne pytanie: czy naprawdę tego potrzebuję? I koniecznie szczerze sobie odpowiedzmy. Jak nie, to zostawiamy na półce. Jeśli uczciwie do tego eksperymentu podejdziemy, może się okazać, że wyjedziemy z pustym koszykiem. To będzie takie nasze małe, prywatne zwycięstwo być nad mieć. Od czegoś trzeba zacząć.