Tolerancja. Co dokładnie oznacza i czy jest utopią?

Po pierwsze jest to słowo polisemiczne. W polisemii (niektórzy zwą ją wieloznacznością) chodzi o to, że jedno słowo może oznaczać różne rzeczy. Znaczenie słowa tolerancja nie jest zatem wcale takie oczywiste jakby się niektórym wydawać mogło. Po drugie, słowo tolerancja nie występuje w Biblii ani razu.

Słowo tolerancja, które w gruncie rzeczy oznacza dobrą postawę, stało się dzisiaj koniem trojańskim, w której może ukryć się każda inna. Niekoniecznie dobra. I konia z rzędem temu, kto bezspornie wyznaczy granice pomiędzy postawą dobrą a złą. O tą granicę właśnie toczy się wojna.

Etymologicznie

Łacińskie słowo tolerantia znaczy ni mniej ni więcej cierpliwą wytrwałość. Tolerare to z kolei łacińskie słowo oznaczające znosić, ścierpieć. Jakoś to się klei. Wszystko wskazuje na to, że najwcześniejsze znaczenie tego słowa było związane z wykluczeniem dyskryminacji z powodu wiary i światopoglądu. Ten wymiar tolerancji budzi do dzisiaj największe emocje. Dżihady, wyprawy krzyżowe i wszelkie tego typu akcje są traktowane jako skrajne przejawy nietolerancji. I słusznie. Chociaż trzeba powiedzieć, że na wiele rozdziałów historii patrzymy przez filtr pewnych stereotypów, co może wprowadzać nas w błąd. Pisałem o tym kiedyś. W 1868 roku zrodziło się nowe znaczenie słowa tolerancja. W naukach ścisłych zaczęto ją definiować jako dopuszczalną wielkość zmiany. Natomiast w kontekście fizjologicznym po raz pierwszy pojawiło się w 1765 roku i oznaczało zdolności do przyjmowania dużych dawek. Na przykład leków albo alkoholu.

Przeczytaj też: Wyprawy krzyżowe i inkwizycja. Historia prawdziwa >>

Neo-tolerancja

Nie cierpię tego słowa. Próbuje się nim zatykać gęby wszystkim tym, którzy chcą jeszcze dyskutować o granicach. Wpisuje się ją na sztandary wszelkich możliwych ideologii i postaw jakie tylko człowiek jest w stanie sobie wymyślić. Tolerancja jest słowem niebezpiecznym. Bo w rzeczy samej czai się za nim ta jedna, podstawowa intencja – unieważnienie Dekalogu. Spróbujmy wyobrazić sobie jak miałby wyglądać tolerancyjny świat według architektów dzisiejszego porządku. Naprawdę nie trzeba za bardzo drążyć, by odkryć, że neo-tolerancja to utopia. I do tego destrukcyjna. To próba wlania dziesięciu litrów wody do pięciolitrowego pojemnika. Albo naciągnięcia za małego prześcieradła na za duże łóżko. Zawsze coś się nie zgodzi.

Nietolerancyjny świat

Problem polega na tym, że świat z natury jest nietolerancyjny. Już nawet u zwierząt tak jest. Antylopa jest skrajnie nietolerancyjna wobec tygrysa, bo tygrys chce z niej zrobić swój obiad. Szczekający przy budzie pies jest nietolerancyjny wobec każdego obcego, bo to potencjalny wróg. Banalne przykłady, ale u ludzi działa to na dokładnie tych samych zasadach. Nietolerancja jest czymś absolutnie naturalnym. Wynika wprost z prawa i obowiązku obrony własnej. Nigdy nie będę tolerancyjny wobec kogoś, kto zagraża dobru mojemu, mojej rodziny czy mojej ojczyzny. Tak jak na przykład Warszawscy Powstańcy nie byli tolerancyjni wobec hitlerowców. I tak ma być. Tego nie tylko nie powinno się potępiać. Tego powinno się oczekiwać. W tej dyskusji (choć to tak naprawdę straszna awantura) często pada zarzut o to, że nietolerancja to agresja wobec czegoś nieznanego. Bzdura. Katol jest nietolerancyjny wobec elgiebeteizmu nie dlatego, że ma do czynienia z czymś obcym i nieznanym. Nic z tych rzeczy moi kochani. Jest nietolerancyjny, bo ma do czynienia z bardzo dobrze rozpoznanym zagrożeniem. A jeśli coś zagraża, to należy się bronić. Proste.

Utopia

Pięknie brzmiące hasła współczesnej neo-tolerancji zakładają zbudowanie takiej rzeczywistości gdzie wszyscy, niezależnie od jakichkolwiek różnic, będą żyć w szczęśliwym, pokojowym świecie. Jak macie problem z wyobrażeniem sobie takiej mdłej idylli, sięgnijcie po egzemplarz Strażnicy Świadków Jehowy. Oni tam prześlicznie malują takie obrazeczki, gdzie lew z barankiem i psychopata z ofiarą żyją w pełnej symbiozie. Nie wiem jak was, ale mnie to nie bierze zupełnie. O tym, że tolerancja jest pewną fikcyjną, dyżurną ideą wykorzystywaną dla przeprowadzenia moralnej rewolucji potwierdzają nawet topowi bojownicy tejże. Masha Gessen to rosyjsko-amerykańska dziennikarka. A także (i to nas najbardziej interesuje) czołowa działaczka ruchu LGBT. Jej rodzinna sytuacja jest osobliwa: jedno lesbijskie małżeństwo – rozwód – drugie lesbijskie małżeństwo i trójka dzieci mająca w sumie piątkę rodziców (?!)

I cóż pani Masha Gessen mówi w ramach budowania nowego, tolerancyjnego porządku świata? W Sydney na gali wręczenia nagród dla pisarzy powiedziała to:

Zgadzam się, że powinniśmy mieć prawo do małżeństwa, myślę jednak równocześnie, iż jest całkowicie oczywiste, że instytucja małżeństwa nie powinna istnieć. Walka o gejowskie małżeństwa zakłada zasadniczo kłamanie o tym, co chcemy zrobić z małżeństwem, gdy osiągniemy już pierwszy cel. Kłamiemy, że instytucja małżeństwa się nie zmieni. To kłamstwo – instytucja małżeństwa zmieni się, i powinna się zmienić, i dalej – nie sądzę, by powinna istnieć.

Naprawdę tak trudno zrozumieć nietolerancję katola wobec tęczowej ofensywy, która bezczelnie podkłada pod jego dom ładunki wybuchowe?

Podstawowa norma etyczna

Często to do niej odwołują się uczestnicy tej dyskusji. Czyli awantury. Chodzi o złotą zasadę moralną wszech czasów – nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. Jak wspomniałem, w dzisiejszym świecie zastosowanie tej reguły na całej populacji jest niewykonalne. Egoizm i konieczność obrony własnych wartości były, są i zawsze będą powodem wojen i tego, że będziemy robić sobie wzajemnie rzeczy niemiłe. W społeczeństwie gdzie szanuje się Dekalog niemiło będzie tym, którym tych dziesięć Bożych słów akurat nie leży. Jeśli zgodzimy się, by neo-tolerancja ustalała reguły gry, bardzo niemiło będzie mi, katolowi. Pogwałcone zostaną w zasadzie wszystkie przykazania. Pomijam te dotyczące Boga. Niech sobie każdy wierzy w takiego w jakiego ma ochotę i niech sobie chodzi do takiego kościoła do jakiego chce. Albo do żadnego niech nie chodzi. Ale jak ktoś w ramach tego neo-tolerancyjnego świata próbuje zabijać dzieci mojego narodu, albo (jeśli już się urodzą) wciskać im w szkołach kit, który ja uważam za kłamliwy i szkodliwy (do czego w ramach tolerancji mam święte prawo), to ja za taką tolerancję dziękuję. Powtarzam – tolerancja w ramach uniwersalnej zasady moralnej nie czyń drugiemu co tobie niemiłe jest utopią. Jesteśmy skazani na wojnę. Niczego nowego nie odkryłem. Już Jezus uświadomił nas o tym dawno, dawno temu: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Mt 10,34-36. Skoro tamci walczą o swoje, to dlaczego ja nie mogę? Więc walczę. Choćby pisząc to co piszę.

Katolerancja

W Biblii nie ma takiego słowa. Ok. Ale to nie znaczy, że nie istnieje coś takiego jak tolerancja po chrześcijańsku. Istnieje. I ma ona pewien konkretny wymiar, o którym mówił sam Jezus. O tym za chwilę. Chrześcijanin nigdy nie zaakceptuje tego, co gwałci Boże prawo i nigdy nie będzie tolerancyjny dla grzechu. Mogą sobie ludzie pomstować, wyzywać, palić na stosach albo rzucać lwom na pożarcie, ale prawdziwy uczeń Chrystusa jest niereformowalny. I przy tym uporze jednocześnie ma kochać grzesznika. Da się? Da się, o ile Bóg pomoże. Najprostszy przykład, żeby zrozumieć jak można kogoś kochać i jednocześnie powiedzieć mu NIE, to przykład relacji rodzic-dziecko. Ponieważ cię kocham (mówi rodzic), nie pozwolę ci bawić się smartfonem. Ponieważ cię kocham, nie pozwolę ci wracać po 22.00 do domu. Ponieważ cię kocham, nie dam ci pieniędzy na narkotyki. Ponieważ, cię kocham, nie pozwolę byś w moim domu żył w konkubinacie. Itd, itd. Wiadomo o co chodzi. Na jednej z niedawnych Eucharystii niedzielnych usłyszałem to słowo. Oświeciło mnie. Wtedy zrozumiałem, co to znaczy tolerancja po chrześcijańsku.

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Mt 18, 21-22

Też tak to odczytujecie? Tolerować brata, to zawsze wybaczać mu to, czego nigdy nie będziemy tolerować. Jezus ukrzyżowany. Połączenie dwóch rzeczy – nieskończonej nietolerancji wobec grzechu z nieskończoną tolerancją wobec grzesznika. Nie znam lepszego przykładu na taką tolerancję, której nie jest utopią, bo istnieje naprawdę.

Przeczytaj również: Co to jest tolerancja >>