Wyprawa piesza 2020 – dzień 12

Mlekiem bez miodu Bartne płynące

Pewnie myślicie, że wszyscy zatruliśmy się grzybami, ale nic bardziej mylnego, jesteśmy zdrowi jak konie, brak nam jedynie zasięgu, stąd obsuwa w relacjonowaniu.

Po mroźnej nocy pod namiotami szokująco wiele czasu zajęło nam rozruszanie skostniałych stawów, ale ostatecznie ruszyliśmy w las, niosąc za sobą woń wczorajszego ogniska. Po pierwszym podejściu dotarliśmy do Rotundy, gdzie znajduje się powojenny cmentarz, o którym opowiedziała nam nasza półprzewodniczka Beskidzka Marta. Ta sama Marta zarysowała przed nami barwną historię mijanych nieistniejących już wsi i kapliczek. Dużo frajdy sprawiło nam ślizganie się po błotku i przedzieranie się przez krzaczory. Dzisiejsza trasa wynosiła tylko 21 kilometrów, więc dosyć szybko znaleźliśmy się przy bacówce w Bartnem, obok której spędzimy noc. Popołudnie spędziliśmy na jedzeniu i dokładaniu sobie kilometrów (tym razem w klapkach) chodząc po wsi w poszukiwaniu cerkwi. Z wyprawy nie wróciliśmy z pustymi rękami, ale z ponad czterema litrami mleka prosto od krowy, które nas rozgrzało przed kolejną chłodną nocą.

Najnowsze mądrości z wędrówki:

  • Tuczone nie kradnie.
  • Jak przerwa to przerwa.
  • Lepiej spaść ze schodów niż z masy.
  • Cement to nie kamień.
  • Już nie lato, jeszcze nie jesień, wrzesień. To po prostu wrzesień.

Pisała @Joanna Jędrzejczyk

Dystans: 21 km

Przebytych kilometrów do tej pory: 313

Dołącz do piechurów na końcówkę wyprawy >>