Ewangelizacja. Czym jest i jak dobrze ewangelizować?

Słowo Ewangelizacja wywodzi się z greki. Euaggelizein – głosić dobrą nowinę. Encyklopedycznie to propagowanie głównych kanonów wiary chrześcijańskiej, a przede wszystkim nauki o Jezusie. Nie do końca trafione. Ewangelizacja to nie to samo co katechizacja. Katechizacja jest przekazywaniem prawd i zasad jakie obowiązują w ruchu na terenie państwa Chrześcijaństwo. Ewangelizacja to próba wzbudzenia gorącego pragnienia by na ten teren wjechać. Ewangelizator zawsze jako główny powód dla którego warto to zrobić, podaje osobistą relację z Jezusem Chrystusem, jedyną Osobą, która może człowiekowi zagwarantować NIEBO. 

Głupstwo

Ewangelizacja jest pierwszym zadaniem Kościoła. Jezus nie zbawiał jedynie dwunastu swoich osobistych apostołów. To nie była prywatna misja dla akredytowanych uczniów. On pofatygował się na Ziemię z myślą o każdym dokładnie człowieku jaki kiedykolwiek zaistniał na tej cudownej planecie. Jesteś jednym z nich. Zbawienie jest powszechne. Dlatego tak ważne, by wszyscy się o nim dowiedzieli. By móc je przyjąć. Po prostu. Jezus podarował nam niebo gratis. Ale by ten dar aktywować, trzeba spełnić jeden jedyny warunek: trzeba go świadomie i dobrowolnie przyjąć. Aby to zrobić, po pierwsze trzeba wiedzieć, że jest do odbioru taki prezent. Po drugie trzeba go osobiście odebrać. Mógł Bóg inaczej to rozegrać. Mógł zrobić tak, by każdy człowiek dowiedział się o Jezusie bezpośrednio od Niego. Na przykład w efekcie krótkiego objawienia w sypialni. Pewnie, że mógł. Ale chciał inaczej. Zagonił nas do roboty i zadanie przekazywania prawdy o zbawieniu świata powierzył kruchemu jak trzcina człowieczkowi. Najważniejsza informacja dla ludzkości ma być przekazywana przez głupstwo głoszenia słowa. Przez pełne obciachu wykrzykiwanie na dachach. Trochę ryzykowne moim zdaniem, ale Bóg wie co robi. Komunikat Jezusa jest jasny: Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec. Mt 24, 14. A ostatnim rozkazem jaki przed wniebowstąpieniem dostali żołnierze Jezusa było: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Mk 16, 15

Pierwsza ewangelizacja

Bóg wiedział, że człowiek sam nie da rady. Dlatego posłał mu turbo doładowanie. Czyli Ducha Świętego. Dzień Pięćdziesiątnicy ujawnił jak potężna jest siła tego doładowania. Gwałtowny wiatr i ogień, przemawianie obcymi językami i nieodparte wrażenie silnego upojenia winem. Choć to nie było wino tylko Duch Święty, który dał apostołom kopa do pierwszej w dziejach ewangelizacji. To się działo w żydowskiej Jerozolimie. Pierwszy Papież w dziejach dopiero co zrodzonego Kościoła walnął wtedy inauguracyjną mowę ewangelizacyjną. A powiedział między innymi to:

Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów! Ci ludzie nie są pijani, jak przypuszczacie, bo jest dopiero trzecia godzina dnia, ale spełnia się przepowiednia proroka Joela: W ostatnich dniach – mówi Bóg – wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy – sny. (…) Każdy, kto wzywać będzie imienia Pańskiego, będzie zbawiony! Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci , gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim. (…) Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie. (…) Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. Dz 2, 14-36

Różnie bywało

O katolickich krucjatach sprzed lat nie będę wspominał, bo to trudny temat. Pisałem o tym zresztą kiedyś. Oczywiście, że zdarzały, zdarzają i będą się zdarzać tragiczne nieporozumienia. Kiedy ewangelizacja myli nam się z nachalną, krwawą krucjatą. Kiedy w Imię Boga dokonujemy potwornych rzeczy, z którymi ten Bóg na pewno nie chce mieć nic wspólnego. Ta pokusa czai się w każdej religii. Nie tylko w katolicyzmie. Nie tylko w chrześcijaństwie. Gdzie indziej też. Gdzie indziej nawet bardziej. W dzisiejszych czasach ideę ewangelizacji bardzo rozpowszechnili protestanci. Ich kościoły rodziły się w zupełnie innym kontekście kulturowym. Dlatego ich język i sposób wyrażania swojej wiary jest inny od naszego. Teraz te różnice się trochę zacierają. Wiadomo – ekumenizm, globalizacja i kulturowa hegemonia ameryki zrobiły swoje. Zobaczmy jak wygląda krucjata po protestancku.

Przeczytaj również: Wyprawy krzyżowe i inkwizycja. Historia prawdziwa. >>

Los Angeles Crusade 

Billy Graham był nazywany (zmarł niedawno, bo w 2018 roku) pastorem ameryki, Janem Chrzcicielem naszych czasów, protestanckim papieżem, kapelanem Białego Domu. Amerykański ewangelista przebudzeniowy. Najbardziej rozpoznawalny protestant drugiej połowy XX wieku. Uhonorowany Orderem Imperium Brytyjskiego doczekał się siódmego miejsca na liście najbardziej podziwianych osób XX wieku. Protestancki kaznodzieja, który przemawiał do największej w dziejach liczby słuchaczy. Pierwszy w historii duchowny, którego gwiazdę można podziwiać w Hollywood. Jego bestseller Pokój z Bogiem rozszedł się w nakładzie ponad 2 milionów egzemplarzy. I to właśnie Billego Grahama uważa się za ojca tak zwanej nowej ewangelizacji. Ewangelizacji, w której dla głoszenia Jezusa wykorzystuje się współczesną kulturę, zdobycze techniki, media, reguły show businessu, wielkie pieniądze i profesjonalne przygotowanie marketingowe. W 1949 roku w Los Angeles miała miejsce pierwsza wielka kampania Ewangelizacyjna Billego Grahama – Los Angeles Crusade. Osiem tygodni wytrwałego trąbienia ponad 350 tysiącom ludzi o tym, że poza Jezusem nie ma zbawienia. Owocem były między innymi nawrócenia kilku publicznych osób. W tym sportowca Louisa Zampernini i kowboja Stuarta Hamblena. Ale były też i gorzkie owoce. Na krótko przed startem krucjaty bliski współpracownik Grahama, Chuck Charles Templeton stracił wiarę i oświadczył, że Biblia nie jest Słowem Bożym. Był potężny cyrkowy namiot w porywach na 10 tysięcy osób. Czasem pękał w szwach, więc policja całe tabuny musiała odsyłać do domu. Za powodzenie krucjaty modliło się ponad 1000 grup modlitewnych. Odbyło się 72 spotkania w namiocie, Graham wygłosił 65 kazań. Jednego z nich na żywo wysłuchało 15 tysięcy ludzi. Rozmachem ewangelizacji zainteresowały się w końcu poważne media. I cały świat. To wydarzenie zmieniło oblicze ewangelizacji na zawsze.

Jezus na stadionie

Katolicy już zrozumieli, że chociaż Jezus jest wciąż ten sam, to jednak czasy nie. Zmienia się mentalność ludzi, kultura, wrażliwość estetyczna, narzędzia i potrzeba aktualizacji form przekazu. Nie ma na to rady. Brutalna prawda jest taka, że trzeba to wziąć pod uwagę, bo inaczej ewangelizatorzy będą gadać do pustych sal. A chyba nie o to chodzi. Zawsze w takich momentach zastanawiam się, skąd u niektórych katolików taki opór w zaakceptowaniu pewnych wątków kulturowych z sąsiedztwa. Akurat myślę o muzyce. Nie mam nic przeciwko tej liturgicznej. Zwłaszcza jak jest na wysokim poziomie. Ale wydaje mi się, że nie zbawiają nas organy i pieśni sprzed wieków, tylko Chrystus. Jeżeli można kogoś przyprowadzić do Niego trzymając w ręku gitarę, to co w tym złego? Dlaczego nikt nie protestuje przeciwko rewolucji w architekturze sakralnej? Czy muzyka nie powinna podlegać tym samym regułom? Nie jest dobrze, jeżeli dla zachowania formy poświęcimy treść. Zdecydowanie lepiej dla zachowania treści poświęcić formę. 

W 2013 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie, tym razem katolicy zorganizowali Wielką Ewangelizację – Jezus na stadionie. Ponad 60 tysięcy osób, 500 kapłanów, 1,5 tysiąca osób z ochrony, tydzień koncentracji na Imieniu Jezus. Gość specjalny – o. Bashobora z Ugandy. Da się? Da się. Coraz więcej takiej ewangelizacji widzi świat. Choć czasy takie jakby trudniejsze dla Kościoła. No nie czarujmy się, łatwo nie jest. Ale znając Kościół, pewnie i tym razem da sobie radę.

Festiwal Życia

Katolicy też mają swój namiot ewangelizacyjny. W Kokotku pod Lublińcem. To tutaj co roku setki młodych i nie tylko młodych osób dobrowolnie poddaje się procesowi ewangelizacji. To logiczna kontynuacja tego, co po zesłaniu Ducha Świętego zaczęli robić pierwsi Apostołowie. To też zrozumienie tego, na co trochę wcześniej wpadli protestanci – ten sam Jezus na przestrzeni wieków oczekuje od nas nieustannego aktualizowania sposobów opowiadania o Nim. Znamy już termin najbliższego Festiwalu Życia: 5-11.07.2021. Jeżeli szukasz ewangelizacji zaktualizowanej do naszych czasów, to właśnie ją znalazłeś. Wbijaj!