Photo by Obie Fernandez on Unsplash

„Wielki foch” – ukazała się książka o kobiecej niedojrzałości i rozwiązaniu problemu

„Wielki foch” – to tytuł książki, poświęconej kobiecej niedojrzałości, ale też drogom wyjścia z impasu, rozwoju psychicznego i duchowego. Wpisująca się w popularny nurt samodoskonalenia i pracy nad sobą, treningu i poszukiwania recept na najlepsze rozwiązania, jest swoistą mapą drogową dla współczesnych kobiet, które odwołują się do Boga i Jego mocy.

Anna Maria Pudełko – zakonnica, apostolinka – członkini Instytutu Królowej Apostołów dla Powołań, psycholog powołań, prowadząca w całym kraju rekolekcje i warsztaty, kierownik duchowy kobiet oraz Aneta Liberacka, redaktor naczelna portalu Stacja7.pl, żona i matka czwórki dzieci, w tym adoptowanej córki, omawiają problemy współczesnych kobiet, podsumowując bogate doświadczenia osobiste i zawodowe. A za najistotniejszy z tych problemów uznały, wraz z prowadzącą ten pasjonujący dwugłos redaktor Iloną Kisiel, kobiecą niedojrzałość. Wskazują na źródło niedojrzałości – to zerwanie więzi z Bogiem, postawienie na samowystarczalność, skupienie się na własnych odczuciach. Taka była postawa Ewy w raju, a skutki tej samowoli odczuwalne są przez wszystkie pokolenia, choć odpowiedzialność praojca Adama za upadek ludzkiej pary nie jest mniejsza.

Autorki omawiają „wyposażenie” obu płci, czerpiąc z przekazu Pisma Świętego. Stworzony przez Boga z ziemi mężczyzna dąży do świata, zdobywa, przekształca, tworzy ogród, kobieta zaś, która powstała z żebra, jest piękna, harmonijna, relacyjna, gdyż została stworzona po to, aby mężczyzna nie był sam i nikt nie był sam.

To wyposażenie, w odniesieniu kobiet często uważane za obciążenie, jest atutem, który trzeba wykorzystać, w tym kobiece emocje i wielotorowość zadań, uczynić z nich siłę i motor działania.

Także tytułowy wielki foch, który wypływa z nieumiejętności wypowiedzenia swoich emocji, jest wołaniem o zainteresowanie lub niekontrolowanym wybuchem, bywa też próbą manipulacji, a w sumie można go ucywilizować – zapewniają rozmówczynie.

Zachęcają też swoje czytelniczki żeby lepiej poznały swoje wnętrze, jego bogactwo, bez lęku zaaprobowały swoją niedoskonałość i walczyły tylko z poważnymi wadami. Gdyż dojrzałość – jak dowodzi s. Anna Maria – to zaaprobowanie swojej niedojrzałości i ograniczeń.

Autorki kreślą też portret kobiet, wśród których więcej jest albo smutnych, bardzo pogubionych i niepewnych siebie, nawet jeśli mają ogromny potencjał w sobie, albo złośnic, ale nie dlatego, że są złe, tylko właśnie dlatego, że mają już tyle na sobie, że więcej nie potrafią unieść – podsumowuje swoje spotkania s. Pudełko. Zaś Aneta Liberacka radzi, jak dzielić się zadaniami w rodzinie tak, by dzielna siłaczka nie padła pod ciężarem obowiązków. W swej rozmowie omawiają rozmaite kobiece losy – żon, singielek, wdów, pracownic z pasją wykonujących swój zawód, odwołując się do własnych doświadczeń i bohaterek Pisma Świętego. Mówią też o kobiecej zawiści i wrogości (Kobieta kobiecie kobietą), ale też przyjaźni i solidarności.

Zwłaszcza rywalizacja zawodowa, która jest kresem empatii może uświadomić, jak bardzo potrzebna jest przemiana.

Dlatego jako kobiety bardzo potrzebujemy popatrzeć na siebie z dystansu, nazwać swoje emocje, budować nasze wnętrze. O tym właśnie jest ta książka – mówi Anteta Liberacka.

Nie jest to zadanie niewykonalne.

…naszą najważniejszą misją jako kobiet jest wydobywać każde ludzkie istnienie z rozpaczy i samotności – twierdzi s. Pudełko. I dodaje: Aby żyć naszą misją, potrzeba wielkiej zażyłości i intymności z Duchem Pocieszycielem. Tej zażyłości uczy nas Maryja, Oblubienica Ducha Świętego.

Ostatni rozdział książki skierowany jest do mężczyzn, gdyż to oni odczują ułomność lub doskonałość kobiet. Byłoby wskazane, gdyby dla nich powstała podobna publikacja, zawierająca mapę drogową, przeznaczoną wyłącznie dla nich.

Książka zawiera odpowiedzi na bardzo wiele pytań, nurtujących kobiety, jest dla nich swoistym kompendium wiedzy, przekazanym przez dwie mądre kobiety. A jeśli nie zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, z pewnością zainspiruje do poszukiwań odpowiedzi.

s. Anna Maria Pudełko, Aneta Liberacka, Wielki foch. O (nie)dojrzałości kobiet. Rozmawia Ilona Kisiel. Święty Paweł 2020.

Źródło: KAI


cathopic.com

Hinduska policja usunęła drogę krzyżową w stanie Karnataka

Policja usunęła drogę krzyżową używaną od ponad 50 lat przez katolików na wzgórzu w pobliżu parafii św. Józefa w hinduskim stanie Karnataka. W akcji uczestniczyło aż 300 policjantów i urzędników skarbowych. W trakcie sześciogodzinnej operacji zdemontowano 32-metrowy krzyż na szczycie wzgórza i 14 siedmiometrowych ustawionych przy drodze prowadzącej na szczyt. Według władz krzyże zostały postawione bez uzyskania potrzebnych pozwoleń na ziemi należącej do rządu.

Zdaniem miejscowego proboszcza urzędnicy działali bez uprzedniego powiadomienia.

Policjanci twierdzili, że postępują zgodnie z postanowieniem sądu, ale odmówili okazania dokumentów potwierdzających tę decyzję – powiedział ks. Antony Britto Rajan.

Kapłan zapewnia, że jak do tej pory, władze nie protestowały przeciwko modlitwom na wzgórzu, zwłaszcza, że korzystają z niego nie tylko katolicy, ale także przedstawiciele innych wyznań i religii. Parafia planuje podjęcie działań prawnych mających na celu odzyskanie krzyży – zapewnił proboszcz.

Był to już drugi taki incydent w tym roku na południu Indii.

W marcu policja usunęła figurę Chrystusa i 14 krzyży z chrześcijańskiego cmentarza w okręgu Bengaluru. W tym przypadku urzędnicy również twierdzili, że figura została postawiona nielegalnie na rządowym terenie. Miejscowy Kościół zapewnia, że jest legalnym posiadaczem tej ziemi i ma dokumenty to potwierdzające. Abp Peter Machado z Bangalore zaapelował do władz o natychmiastowy zwrot krzyży i ich ponowną instalację. Jednak po siedmiu miesiącach rząd nie zrobił nic, aby naprawić szkody.

Na tych terenach rządzi Indyjska Partia Ludowa (BJP), jedna z dwóch największych w Indiach partii politycznych. Oskarża się ją o wspieranie radykalnych grup, które zobowiązały się do uczynienia z Indii narodu wyłącznie hinduistycznego.

Źródło: Vatican News / Łukasz Sośniak SJ


Edgar Martínez G. on cathipic.com

Bp Davies: w czasie pandemii szukajmy pomocy u św. Józefa

W czasie kryzysu Kościół może szukać niezawodnej pomocy u św. Józefa – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Mark Davies ordynariusz diecezji Shrewsbury w zachodniej Anglii. Wczoraj zawierzył on temu świętemu wszystkich swoich wiernych. Św. Józef uczy nas bowiem jak przetrwać czas próby i odkrywać Boży zamysł pośród niepokojących wydarzeń i wielu sprzeczności.

Rozmawiając z Radiem Watykańskim, bp Davies zauważył, że wydarzenia związane z pandemią koronawirusa były i są dla Anglików dotkliwym ciosem. W takich okolicznościach nie wystarczą jedynie rozwiązania czysto techniczne. Trzeba też wskazywać na środki nadprzyrodzone, takie jak opieka św. Józefa. Ludzie tego szukają i potrzebują – mówi bp Davies.

Najdotkliwszą próba dla wielu wiernych było długotrwałe pozbawienie dostępu do Eucharystii. Ludzie szukali innych alternatyw, Mszy w internecie, ale pozostało w nich poczucie głębokiego niedostatku, głód Eucharystii. Również dziś sprawujemy liturgię z uwzględnieniem wielu restrykcji, które przypominają nam, że ten wyjątkowy okres pandemii jeszcze się nie skończył. Wśród naszych wiernych nadal jest wielu ludzi, którzy pozostają odizolowani, samotni. Ponadto na skutek pandemii wiele rodzin doświadcza trudności finansowych. Wiele rodzin obawia się o swoją przyszłość. Doświadczamy tak wielu sytuacji, z którymi nigdy dotąd się nie spotykaliśmy. Pojawiają się nowe wyzwania i pytania. Dlatego w tych czasach musimy iść od Józefa, którego modlitwa ma ogromną moc i który uczy nas rozeznawać, jak najlepiej odpowiedzieć na ten kryzys.

Źródło: Vatican News / Krzysztof Bronk


youtube.com

Dziś dzień chłopaka. O przepraszam. Młodego wilka!

"Dzień Chłopaka" brzmi jakoś tak mało męsko. Wyłapali to zresztą twórcy kultowego filmu "Kiler-ów 2-óch" i wykreowali hasło "Młode wilki". Jak to jest, że obchodzimy Dzień Kobiet, a odpowiednio - Dzień Chłopaka? Nie powinien to być Dzień Mężczyzny? Można z tego wszystkiego wyciągnąć sporo ciekawych wniosków!

Jako takiego Dnia Mężczyzny w Polsce oficjalnie się nie obchodzi, choć są próby wprowadzenia takiego święta 10 marca lub 4 kwietnia, jako przeciwwagi dla Dnia Kobiet. To paradoksalnie pomysł właśnie samych kobiet, które zauważyły, że pełne równouprawnienie to także pewne docenienie mężczyzn. Tradycja obchodzenia tego święta na świecie została zapoczątkowana 19 listopada 1999 w Trynidadzie i Tobago przy wsparciu Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz grupy ludzi w Stanach Zjednoczonych - donosi wikipedia - Ingeborg Breines (dyrektorka programu Kobiety i Kultura Pokoju) stwierdziła, że to świetny pomysł, który będzie symbolem równowagi płci.

Kobiety w liczbie mnogiej

Warto na chwilę wrócić do samego Dnia Kobiet. Jego geneza sięga 1909 r. Wtedy to po zamieszkach i strajkach w Nowym Jorku Socjalistyczna Partia Ameryki w USA zapoczątkowała celebrowanie święta Pań. Co ciekawe, wówczas socjaliści (oprócz przyznania praw pracy i wyborczego) na uwadze mieli uprzywilejowanie i docenienie kobiet, wraz z całym pakietem tradycyjnego savoir vivre i idącego z nim w parze kulturalnego obycia. Z tym także kojarzy się Dzień Kobiet w Polsce z czasów komunizmu, gdy kwiaty, otwieranie drzwi i noszenie pań na rękach było czymś pożądanym. Dziś lewa, feministyczna strona odżegnuje się od takich gestów, twierdząc że to akcentowanie słabości kobiet. Ech.

Jedna rzecz może jednak wzbudzić nasze zainteresowanie. Spotkaliście się kiedyś z interpretacją, dlaczego obchodzimy Dzień Kobiet (liczba mnoga), a mówimy o Dniu Chłopaka / Mężczyzny (liczba pojedyncza). Czyżby w tym naturalnym i pozornie nieprzemyślanym "przypadku" była głębsza logika? Coś jest na rzeczy, bo kobiety z natury są bardziej relacyjne, łączą się w grupy, podczas gdy faceci to bardziej samotnicy zmagający się ze swoimi wyzwaniami. Stereotyp? To pokażcie mi sytuację, by chłopak powiedział do kolegi "idziemy do toalety?" - Śmiejesz się? A ileż to razy dziewczyny łażą razem do łazienki, jakby miały zsynchronizowane pęcherze!? To chyba jakaś wewnętrzna potrzeba bycia razem i dzielenia się ze sobą wśród płci pięknej.

Chłopak czy mężczyzna?

Dysproporcje dalej niestety obowiązują. Jedna żona powiedziała do męża, że on na Dzień Chłopaka nic nie dostanie, bo już jest stary i swoje chłopięce czasy ma już dawno za sobą. Ot, masz - sprawiedliwość dziejową i równouprawnienie w praktyce.

To chyba jednak nie przypadek, że obchodzimy właśnie Dzień Chłopaka, a Dzień Mężczyzny póki co w Polsce się nie przyjął.  I trochę wkurza chłopaków traktowanie po "dzieciakowemu". Zaraz we właściwy sposób obraca się taki z przymrużonym wzrokiem i groźną miną poprawiając "chłopaka" na "młodego wilka". Taka już męska "macho - muchacho" natura.

Apropos "Chłopaki nie płaczą" - sprawdź naszą dzisiejszą promocję w Oblackiej Przystani -Burgery + #chlopaki_mniej_placa >>

Jednak ale z biegiem lat facet uzmysławia sobie żartobliwie, że jednak dzieciak wciąż nieustannie w nim tkwi i nawet mu się to podoba! Jest to często wygodna wymówka. Który facet nie lubi zabawek, gadżetów, wygłupów itp.? Z czasem zabawki się zmieniają na "doroślejsze". Mimo to klockami LEGO panowie nie pogardzą, jeśli mają pretekst się nimi pobawić z siostrzeńcem czy własnym dzieckiem.

Jest też oczywiście druga strona medalu i wizja dorosłego, 30-letniego chłopca mieszkającego z mamusią, bo tak wygodnie. O nie. Nie o taki wzór mężczyzny walczymy. Całą sztuką jest zdrowy balans między dojrzałością, odpowiedzialnością, a uszanowaniem tego, chłopaka gdzieś w środku mężczyzny, który swoim humorem lub pomysłowością rozładuje trudną sytuację lub problem w dorosłym życiu.

I takiego balansu sobie dzisiaj dla wszystkich Młodych Wilków życzmy! :)


Photo by Anna Samoylova on Unsplash

Czy brytyjskie szkoły odejdą od indoktrynacji gender?

Ideologowie gender będą mieli mocno ograniczony dostęp do szkół w Wielkiej Brytanii. Decyzję w tej sprawie podjęła minister ds. równego traktowania Liz Truss po tym, jak ostatnie badania udowodniły, że rozmawianie z małymi dziećmi na temat płci przynoszą im znacznie więcej szkody niż korzyści.

W ostatnich latach w brytyjskich szkołach położono nacisk na to, by wychodząc od zachowań dzieci rozpoczynać z nimi rozmowę na temat ich „rzeczywistej płci”. W praktyce oznaczało to, że jeżeli np. jakaś dziewczynka nad spódnicę preferowała spodnie, czy zamiast bawić się lalkami wolała z kolegami wspinać po drzewach lub grać w piłkę nauczyciele byli zobowiązani do przeprowadzenia z nią cyklu rozmów na temat jej tożsamości płciowej i ukierunkowywania dziecka ku tematom transpłciowości. Skutkowało to rozwijaniem w dzieciach wielu zaburzeń, ponieważ ich zabawy w żadnej mierze nie wypływały, jak próbowano to wmówić, z zaburzeń tożsamości.

Brytyjska minister obrazowo zauważyła, że od zawsze istniały dziewczyny-chłopczyce, które z czasem wyrastały na świadome siebie kobiety.

Minister Liz Truss przypomniała, że prowadzone w brytyjskich szkołach przez wolontariuszy transgender zajęcia, które wielu nauczycieli otwarcie określało mianem indoktrynacji, sprawiły jednak, że w ciągu minionych lat znacząco wzrosła liczba dzieci proszących o zmianę płci. W 2014 r. było to 697 przypadków, a trzy lata temu, skąd pochodząc ostatnie oficjalne dane, 2016. Stąd decyzja minister ds. równości o wyłączeniu z programu edukacji stowarzyszeń genderowych, które do tej pory swobodnie prowadziły w szkołach zajęcia. Decyzja ta została bardzo dobrze przyjęta zarówno przez wielu nauczycieli, jak i przede wszystkim przez rodziców, którzy walczyli o prawo do wychowywania dzieci według wartości, jakie sami wyznają.

Jest to kolejna decyzja dająca w Wielkiej Brytanii odpór zalewowi genderyzmu. To samo ministerstwo zablokowało bowiem ustawę, która pozwalała dorosłym na zmianę płci, także w dokumentach, bez konieczności wcześniejszego przeprowadzenia odpowiedniej diagnostyki klinicznej.

Źródło: Vatican News / Beata Zajączkowska


Abp Aupetit: małżeństwa mają dość antykoncepcji, pomóżmy im

Na powrocie do encykliki Humanae vitae najbardziej mogą dziś skorzystać same małżeństwa. Mają one już dość antykoncepcji, choć często nie zdają sobie z tego sprawy, nie wiedzą, skąd się u nich bierze poczucie niezadowolenia – uważa abp Michel Aupetit. Metropolita Paryża wydał właśnie książkę pod tytułem „Humanae vitae – une prophétie - Humanae vitae – proroctwo”. Francuski arcybiskup zauważa, że encyklika ta rzeczywiście może być uznana za proroctwo, bo w naszych czasach spełniło się wszystko, co Paweł VI w niej zapowiadał.

Papież Montini przewidywał, że rozpowszechnienie antykoncepcji będzie sprzyjać niewierności małżeńskiej i ogólnemu upadkowi moralności. Dziś wystarczy pójść do metra, by zobaczyć reklamy stron internetowych, które specjalizują się w propagowaniu cudzołóstwa – mówi abp Aupetit. Przypomina, że Paweł VI obawiał się utraty szacunku dla kobiety, bo mężczyzna, który przyzwyczai się do antykoncepcji, zacznie traktować kobietę jako przedmiot do zaspokajania swych egoistycznych przyjemności, a nie jako ukochaną i godną szacunku osobę, z którą dzieli życie. Moje doświadczenie najpierw lekarskie, a potem kapłańskie potwierdziło niestety, że te obawy się spełniły – dodał metropolita Paryża, który zanim został kapłanem przez 20 lat wykonywał zawód lekarza.

Odwołując się do tego doświadczenia abp Aupetit zapewnia, że powrót do Humanae vitae, odkrycie znaczenia wzajemnego zjednoczenia, związku między miłością i przekazywaniem życia, jest dla małżonków źródłem głębokiej radości i wzajemnego zrozumienia. Podkreśla on również, że Kościół nie może się zniechęcać oporami, które napotyka w przyjęciu tego nauczania.

Nie wolno jednak prowadzić ideologicznej indoktrynacji, lecz trzeba ukazywać piękno Bożego zamysłu względem człowieka.

Nauczanie Kościoła o ludzkiej płciowości opiera się na wierze w Boga, który zjednoczył się z naszym ciałem. Nie jest to jakiś wirtualny awatar. Słowo stało się ciałem, aby i nasze ciało stało się Słowem i mogło kochać tą samą miłością, z jaką zostało umiłowane i przyjęte przez Boga – mówi metropolita Paryża.

Zapewnia on, że również niewierzący są w stanie docenić spójność nauczania Kościoła w tej dziedzinie, o czym on sam przekonał się niejednokrotnie na kursach przedmałżeńskich.

Abp Aupetit przypomina, że do ponownego odkrycia Humanae vitae zachęca też Papież Franciszek, zarówno w adhortacji Amoris laetitia, jak i w encyklice Laudato si, gdzie przypomina nam, że poszanowanie ograniczeń wynikających z natury nie dotyczy jedynie roślin i zwierząt, ale także naszego człowieczeństwa. Ponowne odkrycie znaczenia i piękna rytmów, które stanowią o naszej kobiecości i męskości, rodzi poczucie wdzięczności za to, kim jesteśmy dla siebie nawzajem, w odmienności ukierunkowanej na miłość, na obraz Boga w Trójcy – dodał abp Aupetit w wywiadzie dla dziennika Avvenire.

Źródło: Vatican News / Krzysztof Bronk


Photo by Jehyun Sung on Unsplash

Rozważanie na środę, 30 września

Łk 9,57-62
Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć». Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże». Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».

A co może być moim oglądaniem się wstecz? Poproszę Jezusa o łaskę stanięcia w prawdzie na modlitwie… Zadam pytanie: „Czy czasem nie zazdroszczę życia w grzechu moim znajomym?”. Jeśli tak, to nie mam się co przerażać! Grunt to stanąć w prawdzie – dopiero później można powoli ruszać znowu za Jezusem.


unsplash.com

Dlaczego? Najbardziej rozwojowe pytanie.

Pytanie dlaczego? jest jednym z tych najczęściej stawianych przez człowieka. Na każdym etapie życia. Wymiennie z czemu? lub po co? Myślę, że można je uznać za najważniejsze pytanie świata.

Dla lingwisty to zaimek o dwóch znaczeniach. Występuje jako zaimek pytajny używany w zdaniach, w których pytający pyta o przyczynę lub cel jakiejś czynności, na przykład: dlaczego mi to zrobiłeś? lub jako zaimek względny używany w zdaniach podrzędnych określających przyczynę lub cel czynności. Na przykład: nie powiedziałeś, dlaczego mi to robisz.

A ja zauważam dwa inne znaczenia tego pytania. Oto one.

Dlaczego MNIE to spotkało?

U części populacji to pytanie ma zabarwienie użalająco - biadolące. Tutaj akcent jest położony na słowo MNIE. To ci, którzy uważają, że los potraktował ich niesprawiedliwie i że nic nie da się z tym zrobić. To ci, którzy zatrzymują się na tym głębokim poczuciu niesprawiedliwości i nie chcą lub nie potrafią pójść dalej. Generalnie pytanie dlaczego mnie to spotkało? staje się główną mantrą ich życia. Na tym pytaniu to ich życie jest dzień po dniu budowane. To tak zwane ofiary losu. Ultra toksyczna mentalność.

Ofiary losu za swoje kiepskie położenie obwiniają wszystko i wszystkich, tylko nie siebie. To rodzice nie dali mi dobrego startu, bo nie byli wystarczająco bogaci i ustawieni. To zawistni koledzy w szkole tłumili ich potencjał, a wredni nauczyciele po prostu klasycznie się uwzięli. Nie wygrywali szkolnych konkursów i olimpiad, bo komisje nie były obiektywne i wszystko było ustawione. Nie mają dobrej pracy bo są zbyt przyzwoici na udział w bezpardonowym wyścigu szczurów. Nie zrobili kariery zawodowej, bo kapryśny los nie zechciał się do nich uśmiechnąć. Albo - w ich żyłach nie płynie koszerna krew. Nie mają szczęśliwej rodziny, bo nikt nie potrafi ich zrozumieć. Nie są piękni ani zdrowi, bo widocznie Bogu nie zależy na ich szczęściu. Organicznie i ukrycie nienawidzą tych, którym się udało. I albo nie są tego świadomi, albo uważają, że mają do tego prawo. W obu przypadkach sytuacja skutkuje życiem w strasznym napięciu i niepogodzeniu.

Ofiary losu roszczą sobie prawo do uprzywilejowanego traktowania. Przede wszystkim oczekują współczucia i zrozumienia. W żadnym wypadku sugerowania, że być może chociaż część winy za zaistniały stan leży po ich stronie. Taką sugestię, nawet uczynioną z miłości, traktują jak oskarżenie. Żyć w ten sposób to tak jakby narobić na środku dywanu i mieć do wszystkich pretensje, że śmierdzi. Wybaczcie porównanie, ale wyjątkowo celne moim zdaniem. Takie życie to prawdziwa gehenna. Najsmutniejsze jest to, że większość z nas nosi w sobie okruchy takiej mentalności. Ja w każdym razie na pewno. Bierna postawa ofiary jest często naszą ucieczką. Kapitulacją. Zrzuceniem z siebie niewygodnego ciężaru odpowiedzialności. Jaskrawym przejawem wyhodowanego w dzieciństwie braku instynktu wojownika.

DLACZEGO mnie to spotkało?

To samo pytanie może mieć skrajnie odmienne zabarwienie. Analityczno - rozwojowe bym powiedział. Tutaj akcent jest położony na słowie DLACZEGO. Są tacy, którzy pytając dlaczego mnie to spotkało? wcale nie uprawiają taniej użalanki. Oni po prostu próbują szukać przyczyn porażki i coś z tym zrobić. To ci, którzy nieustannie drążą i nie godzą się z tym jak jest. O ile oczywiście jest źle. Bo jak jest dobrze, to nie ma co drążyć. To ci, dla których tatuowany slogan Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą nie jest tylko tatuowanym sloganem. Jest wciąż aktualizowaną, złotą regułą codzienności. Ci, dla których porażki nie są końcem świata, ale błogosławionym ciężarem umożliwiającym przyrost życiowej masy mięśniowej. To ci, o których można powiedzieć - kowale swojego losu. Nie koncentrują się zazdrośnie na innych, ale niestrudzenie szukają przyczyn swoich porażek by choć odrobinę zbliżyć się do czegoś, co moglibyśmy nazwać życiowym sukcesem. Kowale swojego losu jak już mają pretensje, to zwykle do siebie. Krytykę przyjmują z kamienną twarzą i starają się siłę jej uderzenia wykorzystać dla swojej korzyści. Robią wszystko, by nie siedzieć na rezerwowej ławce swojego życia, tylko grać i strzelać gole. To życiowi wojownicy.

Jing - jang?

Z którą z tych dwóch postaw bardziej się utożsamiasz? Powyżej napisałem dwie, bardzo czarno-białe charakterystyki. A, jak wiemy, rzeczywistość nigdy nie jest czarno-biała. W wymiarze norm moralnych oczywiście jest. Cnota jest biała, grzech czarny. Ale człowiek, który w jakiś niepojęty dla mnie sposób jest konglomeratem jednego i drugiego, nigdy nie będzie do końca biały, ani czarny. Nie piję tutaj bynajmniej do filozofii Jing-Jang. Najbardziej hardcorowe wyjaśnienie jej znaczenia (i najbardziej kojarzone) serwują nam newageowcy: Bóg i Lucyfer uzupełniają się, gdyż siły przeciwne są działaniem tej samej osobowości boskiej. Jakby ktoś nie wiedział co to jest herezja, to już wie. Ale są i takie wyjaśnienia tej filozofii, które lekko zalatują chrześcijaństwem. Chodzi o zwykły i oczywisty dualizm rzeczywistości. O to, że jest mężczyzna i kobieta, dzień i noc, śmiech i łzy. Wystarczy zacytować Koheleta i wszystko jest jasne:

Jest czas rodzenia i czas umierania, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas szukania i czas tracenia, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Koh3,2-8

Myślę, że dokładnie tak samo jest z pytaniem Dlaczego? Czasem pytamy dlaczego MNIE to spotkało? a czasem DLACZEGO mnie to spotkało? Czasem czujemy się źle potraktowani przez los, a czasem mamy energię, by ten los brać w swoje ręce. Widziałem nie raz Ronaldo wojownika, który triumfuje na boisku, ale i widziałem go jak płakał bezradnie schodząc z murawy pokonany. Wojownik ma prawo do pełnych żalu łez. Ale wojownik na tych łzach się nie zatrzymuje. Po otarciu ostatniej z nich zakasuje rękawy i walczy dalej. Aż do skutku.


José Antonio Flores Quiroz on cathopic.com

Kard. Eijk: eutanazja wyzwaniem w zsekularyzowanym świecie

W takim kraju, jak Holandia, w którym nawet najmniejsze cierpienie staje się racją i kryterium do legalnego położenia kresu życiu bardzo potrzeba chrześcijańskiego świadectwa o wartości życia i sensie cierpienia. Wskazuje na to kard. Willem Eijk komentując watykański dokument „Samaritanus bonus”, który przypomina o zdecydowanym sprzeciwie Kościoła względem wszelkich form eutanazji.

Arcybiskup Utrechtu zauważa, że ostatnie dekady były w Holandii równią pochyłą prowadzącą do coraz szerszej legalizacji eutanazji i zaniku szacunku dla życia. Zaczęło się w latach siedemdziesiątych od zgody na eutanazję dla osób terminalnie chorych, po kolejnej dekadzie wydano zgodę na „słodką śmierć” także dla osób nie będących chorymi terminalnie, potem dla cierpiących na choroby psychiczne i neurodegeneracyjne.

Niechlubnym przełomem w promowaniu kultury śmierci stała się eutanazja nowonarodzonych dzieci (ciężko chorych i niepełnosprawnych, co obaliło barierę konieczności wyrażenia przez pacjenta zgody na eutanazję), a w ostatnim czasie także osób z depresją i demencją oraz tych, które skończyły 75 rok życia, i których życie, jak głoszą zwolennicy eutanazji, można już uznać za spełnione.

Prymas Holandii wskazuje na wagę watykańskiego dokumentu „Samaritanus bonus”.

Jasno przypomina on o kwestiach pomijanych lub przemilczanych przez księży w zsekularyzowanej Holandii, która mocno odeszła od nauczania Kościoła w dziedzinie ochrony życia, tworząc sobie hiper-indywidualistyczną moralność na współczesne czasy. Przypomina, że duchowni powinni unikać wszelkich gestów, które mogłyby sugerować aprobatę eutanazji, w tym pozostawania przy pacjencie w chwili, gdy jest on uśmiercany.

Dobra opieka duszpasterska nad osobą, która chce być poddana eutanazji, wymaga, aby towarzyszący jej kapłan wyraźnie powiedział, że eutanazja jest pogwałceniem przyrodzonej wartości życia ludzkiego – stwierdza kard. Eijk.

Dodaje, że jest to grzech ciężki i nieodwracalny, popełniony tuż przed spotkaniem ze swoim Stwórcą. Powołując się na encyklikę „Veritatis splendor” Jana Pawła II, kardynał podkreśla, że

prawdziwy duszpasterz nie prowadzi ludzi powierzonych jego opiece duszpasterskiej do tego, co często nazywane jest rozwiązaniem duszpasterskim w formie kompromisu między nauczaniem Kościoła a rzeczywistością, lecz powinien prowadzić ich do prawdy, także w dziedzinie moralności.

Kard. Eijk wskazuje, że kapłani powinni modlić się z pacjentem i za niego, dążąc do przemiany serca.

Powinni także proponować opiekę paliatywną jako alternatywę i dbać o to, by chory nie był osamotniony i był otoczony troskliwymi ludźmi. Zwraca też uwagę, że prośba o eutanazję nierzadko jest wołaniem o pomoc. Gdy zaoferowana jest odpowiednia opieka, wiele osób, które zadeklarowały chęć eutanazji, nie upiera się przy tej prośbie, widzą bowiem, że otaczający ludzie dostrzegają ich lęki i zmagania wewnętrzne.

Arcybiskup Utrechtu podkreśla, że zawarte w watykańskim dokumencie jednoznaczne wyjaśnienia są bardzo potrzebne w świecie, gdzie eutanazję próbuje się lansować jako dobro i prawo człowieka. Wskazuje, że eksperci szacują, iż w Holandii w ciągu najbliższej dekady eutanazja będzie stanowiła 8 proc. wszystkich zgonów w tym kraju. Kard. Eijk zauważa, że umacnianie kultury śmierci stawia przed katolikami kolejne niełatwe wyzwanie: przekonać zlaicyzowane społeczeństwo, że cierpienie może mieć sens, gdy jest postrzegane w świetle Chrystusa.

Źródło: Vatican News / Beata Zajączkowska


youtube.com / 2019

Ormiański patriarcha po audiencji u Papieża: modliliśmy się o pokój

Wraz z Papieżem modliłem się pokój – powiedział po wizycie w Watykanie zwierzchnik Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Przyznaje on, że według wstępnych planów z Franciszkiem miał spotkać się później, lecz, jak stwierdził, „z powodu agresji Azerbejdżanu na Górny Karabach” musiał skrócić swą wizytę w Rzymie.

W wywiadzie dla agencji ACI Karekin II powiedział, że była to braterska wizyta. Rozmowa została jednak zdominowana przez sytuację w Górnym Karabachu.

Zasygnalizowałem Papieżowi posługiwanie się przez stronę azerską dronami, na których celowniku znalazły się obiekty cywilne. Wszystkie rodzaje broni zostały użyte przeciwko pokojowo nastawionej ludności ormiańskiej, również helikoptery i artyleria – powiedział ormiański patriarcha.

Poinformował on również Papieża o silnym zaangażowaniu Turcji w tym regionie.

W ostatnim czasie Turcja otwarcie poparła Azerbejdżan w jego agresywnych postawach względem Armenii – dodał Karekin II.

Zaapelował on zarazem do międzynarodowych mediów, aby w sposób prawdziwy informowały o tym konflikcie, bo od tego zależy przywrócenie sprawiedliwości.

Zwierzchnik Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego wyraził również zadowolenie ze stanu ekumenicznych relacji z Kościołem katolickim. Istnieje bliska współpraca w wielu dziedzinach – powiedział Karekin II. Tytułem przykładu wspomniał o projekcie, który umożliwia Ormianom studia na papieskich uniwersytetach w Rzymie.

Źródło: Vatican News / Krzysztof Bronk