Rozważanie na piątek, 28 sierpnia

Mt 25,1-13
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: «Podobne jest królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie”. Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”. Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam”. Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam, nie znam was”. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».

Mam wrażenie, że ta Ewangelia jest trudna do zrozumienia w dobie dzisiejszej technologii. Na lampach oliwnych znają się może jeszcze harcerze czy uczestnicy Festiwalu Życia, ale na drugim etapie obrzędu żydowskiego ślubu (nissuin), o którym tu mowa – już prawie nikt. Problem w tym, że gdy druhny nie przyjmą pana młodego i nie przyprowadzą do domu małżonki, to ceremonia ślubu nie zakończy się – nie będą mogli zamieszkać razem. Dawniej u Żydów po zaślubinach (kidduszin) małżonkowie zamieszkiwali razem dopiero po około roku. Ta Ewangelia uczy czujności. Bóg przychodzi zaskakująco, na różne sposoby, o różnych porach dnia i nocy. Obyśmy byli gotowi na spotkanie z Nim.