Rąbek spódnicy

Stare angielskie przysłowie powiada, że złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy. Prawda, która jest w nim zawarta, to jedna z najbardziej fundamentalnych prawd o człowieku. Jest stara jak świat i wydała się już w biblijnym raju.

Wypieranie winy. Szukanie powodów niepowodzenia wszędzie, tylko nie w sobie. Strach przed publicznym ujawnieniem naszych niekompetencji i słabości. Pycha. Nasze neurotyczne uzależnienie od idealnego wizerunku jest jedną z głównych przyczyn tego, że cierpimy. Tego, że życie jest dla nas masochistyczną drogą przez mękę. Na własne życzenie zresztą.

Trochę bujam się już po tym świecie i zauważyłem w trakcie tego bujania pewną prawidłowość. Im bardziej napinamy się, by wykreować naszą „zarąbistość”, tym bardziej ulatnia się z nas coś, co nazwałbym zwykłym, egzystencjalnym szczęściem. Zamieniamy je na uzależniającą satysfakcję z poklepywania po plecach i pełnego uznania spojrzenia innych. Im więcej w nas zgody na nasze defekty i im mniej nerwowych ruchów by je ukryć przed światem, tym lepiej nam się żyje.

Strach przed porażką

Pierwszy powód dla którego kapitulujemy: boimy się przegrać. Ta przegrana oznacza dla nas kompromitację, upokorzenie i drastyczny spadek notowań naszego z takim trudem wykreowanego wizerunku. Pozornie zyskujemy na takiej kapitulacji, bo omijają nas te wszystkie niemiłe rzeczy. Ale to tylko pozory. Ludzie doskonale wyczuwają, że się boimy i spinamy. Doskonale wiedzą, jakie są nasze słabe punkty. Doskonale wyczuwają naszą grę. My w zasadzie też wiemy, że oni wiedzą i tak nasze życie staje się fikcyjną bańką, w której wszyscy wiedzą, ale nikt nie powie. Bo takie są reguły tej gry. Tracimy na takiej kapitulacji coś bardzo cennego. Szansę realizacji naszych marzeń, na kolejny krok w pokonywaniu siebie. Zamiast brać życie w swoje ręce pozwalamy, by to ono wzięło nas w swoje.

Tłumacząc się z tej kapitulacji zawsze znajdzie się pod ręką jakiś rąbek, który ma za wszystko odpowiadać. Strach jest naturalnym mechanizmem naszej psychiki. Jest nam potrzebny, bo sygnalizuje nam zagrożenie i motywuje do obrony. Ale strach często staje się paralizatorem naszego życia. Już nie tylko pomaga w uniknięciu tego, co złe, ale przeszkadza w osiągnięciu tego, co dobre. Tutaj trzeba mądrości. Ten zły strach nazywany jest lękiem, czyli naszą reakcją nie na realną sytuację, ale na naszą jej interpretację. Lęk zwykle generuje się w wyniku naszych wewnętrznych projekcji. A wewnętrzne projekcje związane z naszymi porażkami i reakcjami otoczenia na nie są ekstremalnie wybujałe. Kiedyś ludzie spotykali w lesie tygrysa i paraliżowało ich. Jeśli mieli spluwę to strzelali. Jeśli nie, brali nogi za pas. Dzisiaj tymi tygrysami są nasze urojenia. Najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest ucieczka. A przecież musi być gdzieś jakaś strzelba.

Strzelba na strachy

Pokonanie naszych wewnętrznych mechanizmów, ich przeprogramowanie nie jest wcale łatwą rzeczą. Ale jest to jedyny sposób, by się od nich uwolnić. Tygrys przed którym uciekasz, będzie cię gonił całe życie. Jeśli chcesz tak żyć – twoja sprawa. Ale można spróbować poszukać strzelby i się go pozbyć. Można też po prostu stanąć przed nim i zaczekać co się stanie. Albo cię zje, albo powącha i pójdzie sobie. Kto nie ryzykuje ten nie żyje.

Nie mam pojęcia co mogłoby być tą strzelbą i gdzie jej szukać. Sprawa absolutnie indywidualna. Jedyne czego jestem pewny, to tego, że trzeba próbować. Trudności, które nas spotykają przestać traktować jak nieszczęście, ale jak szansę. Użalanie się nad sobą i szukanie wymówek to nic innego jak ucieczka z pola bitwy. Już samo podjęcie wyzwania, odrzucenie pokusy by zwiać jest rodzajem solidnej strzelby. Jest jakąś formą zwycięstwa. Być może nawet samo podjęcie trudu będzie naszym największym życiowym tryumfem.

Lenistwo

To kolejny powód, dla którego kapitulujemy. Przypomnę, że lenistwo to jeden z grzechów głównych. Czyli nie takie byle co. A często traktuje się tą wadę z pewną nutą pobłażliwości. Jakby nie chodziło o coś poważnego. Tylko czy my wiemy, czym tak naprawdę jest lenistwo? Czy to tylko zwykłe niechciejstwo, brak motywacji, dyscypliny, energii i ekscytacji w działaniu? Najbardziej znany leń świata z wiersza Brzechwy, to książkowy przykład wypierania winy. Ale ten zabawny wierszyk nic nie mówi nam o tym, czym tak naprawdę lenistwo jest i co leży u jego źródła. Dlaczego jest tak groźne dla naszego rozwoju, że nawet zostało wciągnięte na listę grzechów głównych?

Działa zwykle tak: budzimy się rano i uświadamiamy sobie, że stoi przed nami konkretne wyzwanie. Na przykład dwugodzinny trening na sali gimnastycznej. I dociera do nas, jak bardzo nie mamy ochoty i siły by to wyzwanie podjąć. Czujemy, że nie będziemy w stanie zrobić nawet dziesięciu pompek. W ramach szukania rąbków u naszej spódnicy przypominamy sobie, że wczoraj mieliśmy pracowity dzień, że dzisiaj jest niekorzystne ciśnienie, że strój sportowy jeszcze nie wysechł i że może nas odwiedzić dawny kolega. Podejmujemy decyzję o kapitulacji. Pojawiają się jakieś tam wyrzuty sumienia. Zagłuszamy je dobrym śniadaniem przy włączonym telewizorze. I tak zaczyna się kręcić błędne koło lenistwa. Czyli wybierania rzeczy przyjemnych i mniej wymagających kosztem tych bardziej wymagających, ale znacznie cenniejszych.

Lenistwo to niewinna z pozoru maska zabójcy naszych marzeń i realizacji ambitnych celów. To wrzucenie do kosza na śmieci naszego potencjału, talentów, czasu i wszystkiego tego, co mogłoby uczynić nasze życie pięknym i wartościowym. A nie tylko łatwym i przyjemnym. Lenistwo to zakopywanie talentów. Grzech zaniedbania. To też zakamuflowany strach przed porażką, kiedy naszą bierność tłumaczymy sobie i innym historią o naszym lenistwie. A tak naprawdę u jej podstaw leży obawa przed tym, że się nie uda. Prosta zależność: nie ma walki – nie ma porażki.

Największy wróg lenistwa

Lenistwo to tylko symptom. Jego źródłem jest brak pasji. Jeżeli pojawia się pasja, lenistwo znika szybciej, niż powietrze z przekłutego igłą balonu. Życie bez pasji to nie życie. To wegetacja. Statystowanie w filmie własnego życia, gdzie powinniśmy grać główną rolę. Ludzie z pasją nigdy nie leniuchują. Pasja daje im kopa do kreatywnej aktywności. Wszystkie rąbki przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Jest cel, jest działanie, jest pasja.

Wiem, że łatwo się pisze takie motywacyjne slogany, trudniej stosować je w życiu. No bo co, jak nie odnajdujesz w sobie pasji i nie wiesz jak ją wygenerować? Nawet próbujesz coś z tym robić, ale bez efektu. Tak w życiu bywa. Więc jak złapać życiową pasję, kiedy jej nie ma? Szukać jej jak skarbu. A skarby często są dobrze ukryte. Są szczęściarze, którzy dostają je od razu, na tacy. Ale nie zawsze tak jest. Czasem trzeba się natrudzić. Poszukiwanie pasji zacząłbym od pożegnania się z jej największymi zabójcami – telewizją, internetem i całym tym bezproduktywnym traceniem czasu na jaki naraża nas cywilizacja.

Wbrew pozorom cywilizacja nie sprzyja rodzeniu się pasji. Ona raczej generuje neurotyczną potrzebę spektakularnego sukcesu. To dwie różne rzeczy. Człowiek pasji motywowany jest do działania samym pięknem tego co go pasjonuje. Karierowicz – ssącym głodem próżnych żądz. Dla człowieka pasji kasa i uznanie są absolutnie drugorzędne. Dla karierowicza jest na odwrót – uznanie i pieniądz to główny napęd działania. Reszta to tylko środki do osiągnięcia tego celu. Jeśli uda nam się znaleźć prawdziwą pasję w życiu, przestaniemy obawiać się porażek, skończy się użalanie nad sobą i nerwowe szukanie rąbków u spódnicy. I zapomnimy, że istnieje coś takiego jak lenistwo.

Największa pasja

To miłość. Nic bardziej nie daje nam kopa do działania, niż miłość. Wiedzą to zakochane w sobie po uszy osoby, himalaiści dla których piękno obcowania z górami jest nieskończenie silniejsze niż największe lenistwo i strach. Wiedzą to rodzice, którzy z miłości dla swojego dziecka są w stanie poświęcić wszystko. Jeśli nie są, to znaczy, że nie kochają i że bycie rodzicem nie jest ich prawdziwą pasją. Gdyby Jezus nie kochał człowieka, być może strach i niechęć do tego, co Go czekało, okazałyby się silniejsze. Gdybym miał wskazać, co dało Jezusowi kopa do wejścia na szczyt Golgoty, wskazałbym właśnie to: Pasję Miłości. Nie boską moc czy posłuszeństwo nakazowi Ojca, ale właśnie szaloną miłość do człowieka.