Pokochać geja

Już się boję. Temat mina. Czuję na plecach oddech i spojrzenie strażników poprawności, którzy filtrują każdą wypowiedź, każdy tekst, każdą sugestię. Nie chodzi już tylko o przestrzeń publiczną. O prywatną też. Wiedzieliście, że w kanadyjskich urzędach niedozwolone jest używanie takich słów jak mężczyzna, kobieta, ojciec czy matka? Oczekuje się zgodnego z duchem nowoczesnego społeczeństwa tak zwanego języka neutralnego płciowo. Zamiast mężczyzna/kobieta – imię/nazwisko. Zamiast ojciec/matka – rodzic. Jak do okienka podchodzą oboje, to jest rodzic 1 i rodzic 2. Tylko kto jest rodzicem nr 1? Żeby znowu nie było krzyku o dyskryminację. Bo na przykład hymn Kanady został uznany za dyskryminujący płciowo. Więc go zmienili. Było: (…) twa patriotyczna miłość rządzi sercami synów twych. Jest: (…) twa patriotyczna miłość rządzi sercami nas wszystkich. Da się? Da się. O kurcze, w piątej zwrotce naszego jest: już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany. W Kanadzie pewnie by zmienili na już tam rodzic 1 do swej Basi mówi zapłakany. Mam nadzieję, że u nas nie będą się czepiać.

Spokojnie

Pewnie po tym tekście zostanę zaliczony do niechlubnego grona agresywnych homofobów posługujących się mową nienawiści. Chorobliwa alergia na kogoś sprawia, że już ruch jego powiek staje się hałasem nie do zniesienia. Mimo wszystko pomrugam trochę. Moją intencją nie jest dowalić, tylko opowiedzieć się za tym co moim zdaniem jest prawdą i dobrem. Dla wszystkich. Po pierwsze, każda osoba homoseksualna, czy jakakolwiek inna identyfikująca się, bądź nie, z szeroko rozumianym ruchem LGBT jest takim samym człowiekiem jak reszta populacji. Jest stworzeniem Bożym. Ma swoją niezbywalną godność i należy się jej szacunek. To wynika choćby z Ewangelii. Argument wystarczający, by się z tym zgodzić. Ale z tej samej Ewangelii wynika też coś innego – miłość wobec brata nie zakłada ślepej akceptacji wszystkiego, co sobie wymyśli. A wymyślić może sobie naprawdę różne rzeczy. Głupie i niefajne też. Miłość czasem każe powiedzieć TAK, a czasem NIE. Bo wymaga. Proste. Konstrukcja społeczeństwa jaką proponują nam tęczowi bracia nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem nie tylko dla nietęczowych. Dla wszystkich. Choć nie wszyscy muszą o tym wiedzieć i się z tym zgadzać. To nie jest agresywny lęk przed czymś nieznanym, ale obrona przed rozpoznanym zagrożeniem. Czasy kiedy o tych sprawach wiedzieliśmy niewiele przeminęły z wiatrem. Często wśród najbliższych mamy osoby homoseksualne, które kochamy. Kochajmy je dalej, bo każdy człowiek potrzebuje miłości. Ale kochajmy w prawdzie. Cóż to jest prawda? To pytanie zadał ponad dwa tysiące lat temu Piłat pewnemu Skazańcowi. Ja na tym Skazańcu oparłem swoje życie. W tym pisanie felietonów.

Mit 1. Homoseksualizm jest wrodzony.

A właściwie jakie to ma znaczenie? Że niby jak jest wrodzony to ok, a jak nabyty to nie? Środowisko LGBT z determinacją naukowców szukających śladów życia na Marsie, próbuje udowodnić, że jednak wrodzony. Nie jest. Co prawda dr Czernikiewicz twierdzi, że jest. Tyle tylko, że nikt tego jeszcze nie udowodnił. Nawet zespół Alana Sandersa z NorthShore Research Institute po badaniach, które namierzyły fragmenty DNA potencjalnie wskazujące na preferencje, musiał uczciwie przyznać, że to w żadnym stopniu nie determinuje ostatecznie seksualnych zachowań. Homogen nie istnieje. Dla równowagi proponuję zajrzeć do wyników badań w obozie wroga. Tam dowiemy się, że największą robotę odwala tutaj rodzinne środowisko. Wracając do doktora Czernikiewicza. Pan doktor jest przekonany, że homoseksualizm przedłuża gatunek (sic!). Tłumaczy to socjobiologicznie. Przytoczę, bo warto. W dawnych plemionach pierwotnych homoseksualiści pełnili rolę rodzinnych bodyguardów. Działało to tak: heteroseksualny mąż wyruszał na polowanie zastawiając w domu żonę i dzieci pod opieką homoseksualnego mężczyzny. Kiedy na dom ktoś napadał, homoseksualny mężczyzna wykorzystując swoją siłę bronił kobietę i dzieci, tym samym przyczyniając się do podtrzymania gatunku. I do tego nie było ryzyka, że podbierze heteroseksualiście żonę. Wychodzi na to, że gej to idealny kandydat na gosposię.

Mit 2. Homoseksualizm nie jest chorobą.

Sprawa umowna. Dla tych co chcą, jest. Dla tych co nie chcą, nie jest. I w zasadzie na tym można by zakończyć temat. Gdyby znowu nie ten doktor Czernikiewicz. Twierdzi, że WHO oficjalnie potwierdza, że homoseksualizm nie jest chorobą. Teraz tak. Do 1973 roku nie. Wtedy Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne i za nim WHO wykreśliły homoseksualizm z listy chorób. A było to tak. Homoseksualne lobby wydało miliony dolarów na kampanię skierowaną do psychiatrów. Na ich dorocznym zjeździe działy się sceny dantejskie. Homoseksualiści wpadali na salę zakłócając spotkanie emocjonalnymi hasłami przyrównując psychiatrów do nazistowskich morderców. Naukowcy nie mieli żadnych merytorycznych podstaw do zmiany zapisu. Ale w wyniku presji odpuścili. Na drugi dzień nagłówki gazet grzmiały: Homoseksualizm jest normalny!

Mit 3. Homoseksualizm nie zagraża rodzinie.

Można by tu gadać i gadać. Przytoczę tylko słowa jednej z czołowych aktywistek LGBTQ, Mashy Gessen: Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy zamiar zrobić z małżeństwa, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja małżeństwa wówczas nie ulegnie zmianie, jest kłamstwem. Masha żyje w dosyć osobliwej konfiguracji rodzinnej: trójka dzieci i piątka dorosłych osób w roli rodziców. Rzeczywiście, trudno to nazwać małżeństwem. Prof. Mark Regnerus opublikował wyniki swoich badań z których wynika, że statystycznie dzieci z tradycyjnych rodzin są zdrowsze i szczęśliwsze. Statystyk wam oszczędzę (zawsze można zajrzeć), ale kładą ideę nieszkodliwości homorodziny na łopatki. Ktoś się do tych badań przyczepił. Wzięto je pod lupę. Jakież było rozczarowanie badających gdy okazało się, że jednak nie ma się do czego przyczepić.

Kiedy moja mama powiedziała mi w dzieciństwie czym jest homoseksualizm, byłem w szoku. Dwóch panów jak mama i tata? Mój dziecięcy umysł nie był w stanie tego ogarnąć. I chyba tak mi zostało. Niebywałe jest to, że oczywistą oczywistość trzeba dzisiaj tłumaczyć jak coś, co nie jest oczywiste. W Polsce jeszcze jest jako tako. Zerknijmy na zagraniczne podwórka. To co tam się dzieje, to społeczny demontaż tego wszystkiego na czym zbudowany jest nasz świat. To dopiero początek. A co powiedzieć homoseksualiście, który pyta o to jak żyć? A co powiedziałby Jezus? Powiedział by z miłością – Nie potępiam ciebie. Idź i nie grzesz więcej. Świat przekonuje, że niczego nie trzeba sobie odmawiać i że do wszystkiego mamy prawo. To kłamstwo, na którym zbudowana jest ta cała filozofia. Demoniczna w gruncie rzeczy. No bo kto nam szepcze do ucha, byśmy wyciągnęli rękę po każdy owoc na który mamy ochotę? Homoseksualizm to wielki krzyż. Zwłaszcza dla tych, którzy mają odwagę stanąć w prawdzie. Nikt nie ma wszystkiego. Życiowa dojrzałość to nie branie tego, co dostajemy, ale umiejętność rezygnowania z tego, co nie jest nam dane.