Tu i teraz

Eckhart Tolle zachęca, by zignorować przeszłość i przyszłość. Jezus z Nazaretu od dwóch tysięcy lat zachęca dokładnie do tego samego: ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. I nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. Wynika z tego, że chrześcijaństwo kieruje się złotą zasadą: żyj tu i teraz. Ten slogan pewnie doleciał do naszych uszu już nie raz. Ale śmiem wątpić, czy chociaż raz doleciał do naszego serca. Czy żyj tu i teraz rzeczywiście zawiera w sobie jakąś głęboką, chrześcijańską prawdę? I tak i nie.

Nie

Niebezpiecznie łatwo jest do jednego wora wrzucić słowa żyj tu i teraz z innymi, równie znanymi – hulaj dusza, piekła nie ma. I tak możemy niechcący trafić na spotkanie z jakimś coachem i usłyszeć właśnie to – hulaj dusza, piekła nie ma! Ewentualnie róbta, co chceta. Zaktualizowana wersja tolerancji zakłada, że każdy ma prawo do wszystkiego, o ile to nie krzywdzi drugiego człowieka. A skąd wiemy, kiedy już krzywdzimy, a kiedy jeszcze nie? Hmmm… Tym sposobem mądralińscy architekci dzisiejszego świata próbują rozwiązać problem społecznej kwadratury koła. Czyli są skazani na porażkę. Już tłumaczę dlaczego tak uważam.

Kwadratura koła

Nie da się stworzyć społeczeństwa, gdzie każdy robi to, na co ma ochotę, jednocześnie nie uderzając w interesy kogoś drugiego. Świat zbudowany na fundamentach chrześcijańskich będzie światem, w którym cierpieć będą tęczowi, sataniści albo pastafarjanie. Ale jeżeli pozwoli się na przykład tęczowym urządzać świat po swojemu, (a pozwala się coraz bardziej) to automatycznie uderzy to w chrześcijan. Przypomnę tylko, że ostatecznym celem elgiebeteizmu nie jest równorzędne istnienie każdej opcji. To oficjalna fałszywka dla naiwnych. Oni chcą całkowicie zlikwidować instytucję małżeństwa i rodziny. Ja rozumiem, że tęczowi katolicy mogą tego nie wiedzieć albo w to nie wierzyć. Ale lepiej niech się dowiadują i uwierzą za wczasu, bo w końcu wjedzie im na chatę okazały koń trojański z tęczową flagą na karku. Zakładam, że przeciętny katol Odyseję Homera kojarzy.

Miecz, nie pokój

Cały ten bałagan ma jedno źródło – odrzucenie naturalnego, uniwersalnego prawa Bożego na rzecz ludzkiego widzimisię. Bóg nikomu nie obiecał, że wierność jego prawu przyniesie światu pokój. Nic z tych rzeczy – Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Hasło żyj tu i teraz może być też rozumiane, jako zachętę do tego, by nie żałować niczego z przeszłości. To też nie jest po Jezusowemu za bardzo. Bo to znaczy, że ktoś chce cię zwolnić z odpowiedzialności za przeszłość, w której maczałeś palce. Czym innym jest żałować grzechu, a czym innym potępiać się za niego. Za tym pierwszym stoi Duch Święty. Za tym drugim ten nie-święty. To pierwsze prowadzi do zbawienia. Drugie do piekła. Starzy oglądają się za siebie i wzdychają za przeszłością. Młodzi patrzą przed siebie i wzdychają za tym, czego oczekują od przyszłości. Mielimy w nieskończoność to co było, projektujemy to, co ewentualnie będzie. I boimy się okrutnie, że nie będzie tak jak chcemy by było. Biadolenia i lęki wypełniają całe nasze życie. I zapominamy o chwili, którą przeżywamy. Być może to jest nawet najważniejsza chwila naszego życia.

Tak

Żyj tu i teraz to po pierwsze wezwanie do tego, by cieszyć się tym, co się ma. Prawdziwe szczęście nie jest czymś warunkowym. Podobnie jak miłość. Zwykle uzależniamy je od uzyskania czegoś. Będę szczęśliwy, jeżeli (tutaj można wpisywać co się chce). Wejście w ten mechanizm uruchamia eskalację warunków tego naszego szczęścia. Wiemy jak to działa. Marzymy o czymś. Dostajemy to. Jest wow. Ale po czasie wow topnieje i na horyzoncie pojawia się kolejny warunek szczęścia. I tak w kółko aż do śmierci. Jeśli uda nam się przerwać ten krąg i przestaniemy nałogowo pragnąć kolejnych życiowych dopalaczy i jeśli nauczymy się doceniać najdrobniejsze rzeczy, które już tu i teraz mamy w obfitości, bramy szczęścia otworzą się przed nami jak pełen skarbów Sezam. Lista spraw, które czynią z nas szczęściarzy jest naprawdę imponująca. Zwykła obecność bliskiej osoby, ciepła kąpiel, wygodne łóżko, kromka świeżego chleba z masłem, jeden oddech, dobry film, jeżdżące auto, pochłaniająca książka, spacer z psem, solo życia, wschód słońca na pustej plaży w Karwieńskich Błotach 2. Są ludzie, którzy mają deficyt takich zwykłych warunków szczęścia. Tym bardziej ci, którym ich nie brakuje powinni sobie je docenić.

Bóg

Na tej liście zabrakło Boga. Nieprzypadkowo. Bóg to w zasadzie jedyny warunek szczęścia. Odkrycie, że się Go ma na zawsze, to odkrycie życia. Wtedy życie tu i teraz nabiera właściwego rozpędu. Teraźniejszość tak naprawdę nie istnieje. Jest tylko to co było i to co będzie. Teraźniejszością umownie nazywamy nieustannie przesuwający się punkt na linii czasu naszego życia. Kiedy wejdziemy do nieba, czas przestanie istnieć. Będzie tylko teraźniejszość. Będziemy żyć tu i teraz tak bardzo jak to tylko możliwe. Życie z Bogiem już na ziemi jest niebem. Życiem tu i teraz.