Rozważanie na niedzielę, 2 sierpnia

Mt 14,13-21
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności». Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść». Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście mi je tutaj». Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Można wcale nie mieć wiele pod względem materialnym – jak chłopak z Ewangelii, który podzielił się jedzeniem (opisał go w tej scenie ewangelista Jan). Może to nawet twój rówieśnik, bo mógł mieć z 13–18 lat. Był bogaty Bogiem, miłością, bo potrafił się dzielić tym, co miał. Jezus z tego niczego (pięć chlebów i dwie ryby na około 12 tysięcy ludzi) uczynił mnóstwo jedzenia, zawstydzając nawet apostołów. Zaryzykujmy, oddajmy to, co mamy, w ręce Jezusa. On z niewielu zrobi naprawdę dużo. Serio.