Wielka rzecz

Sam fakt życia jest najbardziej doniosłą rzeczą pod słońcem. I najpowszechniejszą. Dlatego życie samo w sobie przestało nas dziwić. Przywykliśmy do niego. Jeszcze gorzej, gdy zaczyna nam przeszkadzać. Wtedy jesteśmy gotowi jednym ruchem zdelejtować takie życie do kosza. Dzieje się tak, gdy życiowe dodatki stają się naszym priorytetem. Zadbane ciało, zawodowa kariera czy święty (czytaj: demoniczny) spokój. Dwóch architektów próbuje sprzedać nam swoje projekty. W jednym z nich fundamentem jest życie. W drugim – życiowe dodatki. Od tego, który z nich wybierzemy zależy to, na czym będziemy budować.

Bóg stworzył cię do wielkich rzeczy

Wierzysz w to? Jak nie, to pomyśl, po co miałbyś istnieć skoro to istnienie nie ma konkretnego powodu? Wiara w to, że jesteś nieskończenie cenny i powołany do wielkich spraw jest podstawą świadomości Bożego stworzenia i jedynie słusznego poczucia własnej wartości. O tą wiarę toczy się walka przez całe nasze życie. Albo próbuje się nam ją wykraść, albo jej fundamentem uczynić dodatki. Jedno i drugie to ślepa uliczka. Bo, albo prowadzi do przekonania, że nic nie znaczymy, albo do przekonania, że coś znaczymy, bo jesteśmy bogaci. Na przykład. Definicja życiowej wielkiej rzeczy może być bardzo różna. Najczęściej buraczana, typu – polecieć na księżyc, pokonać Godzillę albo zarobić milion dolarów. Świat jest dzisiaj tak zafiksowany na punkcie medialnej rozpoznawalności, że od tego parametru uzależnia to, czy coś jest wielkie czy nie. Wartościowe czy nie. Czy mamy do czynienia z sukcesem czy porażką. W przypadku artystów wrzucających na YT przejawy swoich poczynań w zasadzie liczy się tylko jedno: ilość odsłon. Czy można czuć się kimś, będąc dla świata nikim? Nie tylko można. Należy. Twoja wartość nie może zależeć od jakiegokolwiek odczuwania. Ani czyjegoś, ani twojego.

Wielki mały człowiek

Ludzi małego wzrostu, którzy osiągnęli tak zwany sukces jest multum. Sienkiewicz miał 154 cm. Prince 158. Messi 169. I chociaż pałęta się gdzieś po świecie stereotyp, że niski wzrost może być powodem kompleksów, nie o fizycznej małości chciałem. Pamiętam, że lata temu był taki moment, w którym uświadomiłem sobie jak bardzo ujmują mnie historie zwykłych ludzi, którzy żyją w cieniu wielkiego świata. To było chyba przy okazji jakiegoś dokumentu. I chyba nawet się na nim pobeczałem. Człowiek z tego filmu nie miał łatwo. Wdowiec samotnie wychowujący czwórkę dzieci. Małe mieszkanie w bloku. Finansowo ledwo wiązał koniec z końcem. Tam chyba nawet jedno dziecko było poważnie chore. Facet dokonywał niemożliwego, by to wszystko ogarnąć. Całkowicie zrezygnował z siebie. Dla dzieci. I pamiętam jak mówił do kamery, że jest szczęśliwy, bo jest tak jak jest. Bo wie, co ma w życiu robić i może to robić. Umierać dla innych. Koleś naprawdę miał w oczach szczęście. I zero pretensji do losu, który, umówmy się, nie był dla niego zbyt łaskawy. Potem widzę w TV inny obraz – Ronaldo płacze schodząc z boiska po przegranym meczu. Biedak. Mimowolnie porównuję. Nie mam cienia wątpliwości, co to znaczy wielki człowiek i co to znaczy dokonywać wielkich rzeczy.

Miłość

Odróżnić wielkie rzeczy od małych jest w sumie dosyć prosto. Mamy do dyspozycji wyjątkowy papierek lakmusowy. Miłość. Jeżeli coś robimy z miłości, robimy rzeczy wielkie. Reszta to popierdółki. I pamiętajmy, że pomylić miłość z egoizmem jest niepokojąco łatwo. Ktoś z miłości do gór zostawia najbliższych i atakuje ośnieżony, niebezpieczny ośmiotysięcznik. I przy okazji ginie na miejscu. Czysty egoizm. Mała rzecz. Wielka byłaby, gdyby z miłości do potrzebującej go rodziny odpuścił swoją pasję i został z nimi w szarym bloku. Mam takie przekonanie, że największe rzeczy dokonują się w ciszy i poza światłem reflektorów. To te anonimowe, nienagradzane przez świat drogi świętości. To wierność i wytrwałość, które nie mają w sobie nic z zachwycających tłum spektakularnych wyczynów. Szara codzienność, której cierpliwe dźwiganie może być największym heroizmem. Nie twierdzę broń Boże, że nasze życie należy wykastrować z wszelkich ekscytujących zabaw. Po to też się żyje. Każdy powinien mieć swój lunapark, gdzie może się przejechać rollercoasterem. Ale powołanie to nie zabawa. Pamiętajmy o papierku lakmusowym wielkich rzeczy. O tym, że do takich powołał nas Bóg. A powołał nas do miłości. Po prostu.

Wielka Rzecz

Determinacja z jaką świat eliminuje ze swego życia Boga sprawia, że mamy problem z rozeznaniem co tak naprawdę jest tą naszą wielką rzeczą. Ale wystarczy pojechać na dobre rekolekcje i światłem Ewangelii to nasze życie oświetlić. Po pierwsze zobaczymy co jest naprawdę ważne. Po drugie, możemy to wszystko poukładać we właściwej kolejności. To jest właśnie najważniejsze. Hierarchia. Z każdego talentu, jaki otrzymaliśmy od Boga będziemy rozliczeni. To może być talent do robienia cudownej muzyki, do skutecznego zarządzania firmą, do głoszenia porywających kazań, do gotowania, do żeglowania, do bycia żoną i matką wielodzietnej rodziny albo utrzymywania w nienagannej czystości biurowych pomieszczeń. Wszystko może być twoją Wielką Rzeczą. Rzeczą do której powołał cię Bóg. Jeżeli pisze, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby, ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie, to znaczy, że nie ma dla Niego znaczenia czy jesteś sprzątaczką czy prezesem wielkiej firmy. Na to parzy świat, nie Bóg. Dla Niego ważne nie jest to co robisz, ale to ile w tym co robisz jest miłości. Jeśli chcesz odkryć, co jest twoją Wielką Rzeczą, oceń ile jest w tym miłości. Ale tej prawdziwej. Przez duże M.