Praca czy pasja?

Rodzina

Specjaliści od rodzinnego życia powiadają, że małżeństwo z właściwą osobą jest wystarczająco trudne, by ryzykować życia z tą nie – właściwą. Tutaj wjeżdża nam popularna teoria o dwóch połówkach tej samej pomarańczy. Dobrym małżeństwem mają być właśnie takie dwie połówki. Nie wszyscy to kupują. Niektórzy uważają, że idea dwóch połówek to bullshit. Że jest wiele takich drugich połówek, z którymi można stworzyć dobry związek. I tak i nie. Kwestia powołania i jego rozeznania. Współczesna wersja homo sapiens samowystarczalnicus kompletnie zapomniało, że istnieje coś takiego jak Boży plan na życie. Odkrycie go i pójście za nim to fundament naszego szczęścia. Każda maszyna ma swojego konstruktora. On wie najlepiej, do czego maszyna służy i w jakich warunkach pracuje optymalnie. Robi to, do czego została stworzona. Wtedy wszystko się zgadza. Każdy człowiek ma swojego Stwórcę. On wie, do czego człowiek został stworzony i co jest potrzebne, by życie tego człowieka było spełnieniem.

Druga połówka

Ja akurat uważam, że idea drugiej połówki jest ok. Tylko musimy sobie odpowiedzieć: jak rozpoznać tą drugą połówkę? Sprawa jest prosta jak budowa cepa. Drugą połówką jest osoba, którą kochasz. To jest klucz. Na pytanie o to, jaki powinien być współmałżonek pada zwykle litania pospolitych warunków z cyklu: piękna, przystojny, mądry, bogaty, dobry, odpowiedzialny, uczciwy itd. Szablon tych warunków zwykle jest przykładany do potencjalnych kandydatów. Ale to komplikowanie sobie życia. Weryfikacja powinna opierać się o ten jeden podstawowy parametr: kochasz czy nie kochasz? Chłopcze, jeśli kochasz, to nawet z ubogą i nieodpowiedzialną brzydulą masz szansę stworzyć cudowny związek! Rzecz jasna, pojęcie brzydula jest absolutnie względne. Jak w tym koszernym dowcipie: Spotyka się dwóch żydów. Podobno się ożeniłeś? – pyta jeden. Zgadza się – odpowiada drugi. Gratuluję! Pewnie ładna ta twoja żona? Po chwili zastanowienia pada odpowiedź: Kwestia gustu. Mi się nie podoba.

Miłość

Co to znaczy kochać? To znaczy pragnąć szczęścia drugiego człowieka. W przypadku małżeństwa miłość musi działać jak sprzężenie zwrotne. Mąż daje szczęście żonie, a żona mężowi. Inaczej nic z tego. Tak to wymyślił Bóg. To nie Adam wybrał sobie żonę. Dostał ją od Boga. Pamiętamy jego (Adama) reakcję, jak pierwszy raz zobaczył swoją drugą połówkę? Krzyknął pełen zachwytu: Wow, tak, to jest właśnie ta! Miłość w małżeństwie działa dwutorowo. Po pierwsze sprawia, że jesteś absolutnie oczarowany tą drugą osobą. To te wszystkie motyle w brzuchu, feromony, maślane oczy, uczucia i namiętności. Po drugie sprawia, że dajesz radę znosić wszystko to, co w tej drugiej osobie już takie fajne nie jest. Tylko miłość daje gwarancję na sukces związku. Pomyślmy sobie co by było, gdyby Jezus nie kochał człowieka. Gdyby misję zbawienia ludzkości realizował tylko dlatego, bo Tata kazał. Przykry obowiązek i nic więcej. Myślę, że już na poziomie Ogrójca dałby sobie spokój. Ale na szczęście Jezus kocha człowieka. Do szaleństwa. Dlatego wytrwał do końca. Związek Jezusa z Kościołem jest pierwowzorem każdego małżeństwa. Tyle w temacie rodziny. Czas na życie zawodowe.

Zawód z rozsądku

Maksymę Marioli i Piotra Wołochowiczów (to ci specjaliści od małżeństwa) zmodyfikuję w ten sposób: praca generalnie jest ciężka, więc nie wybierajmy takiej, która nie jest naszą pasją. Wiem, łatwo powiedzieć. Czasem sprawy układają się tak, że bierzemy to co życie daje. Wybieramy zawód taki, a nie inny, bo rodzice mają ciśnienie. Albo tylko kasa nas interesuje. Albo zapisujemy się do szkoły bo jest blisko domu i nie trzeba dojeżdżać. Albo wybieramy jakąkolwiek, byle by tylko z tego domu uciec. Albo nie odkrywamy w sobie żadnej pasji (o zgrozo!) i idziemy, dajmy na to na geodezję, choć kompletnie nas ona nie kręci. I w ten sposób decydujemy się na zawód z rozsądku. Nie twierdzę, że takie wyjście zawsze nie ma sensu. Czasem naprawdę inaczej się nie da. Czasem przypadkowo wybrany fach może przerodzić się w pasję. Chodzi tylko o to: dobrze jest kochać to, co się robi.

Kochaj i rób co chcesz

Rób to co kochasz robić. Znajdź swoją pasję. Jedynym sposobem, aby osiągnąć sukces jest kochać, to co robisz. To Steve Jobs. Konfucjusz poszedł jeszcze dalej: Wybierz sobie zawód, który lubisz, a całe życie nie będziesz musiał pracować. Wyliczono, że praca zajmuje nam średnio 1/3 życia. Czyli dosyć sporo. Jakieś tam badania pokazują podobno, że ludzie, którzy połączyli swoją pasję z życiem zawodowym są szczęśliwsi, więcej zarabiają i żyją w mniejszym stresie. Są bardziej usatysfakcjonowani, a ich praca jest bardziej wydajna. Stają się inspiracją dla innych. Stają się zdrowsi i generalnie są lepsi po prostu. Trochę to brzmi jak tandetny bełkot początkującego couch’a. To nie jest takie proste jak by się chciało. Do tego naszego życiowego worka oprócz pasji, marzeń i ambicji musimy wrzucić jeszcze jeden bardzo ważny element. Szarą rzeczywistość. To ona wymaga od nas zapewnienia sobie i swojej rodzinie chleba i opłacenia rachunków. Z tymi potrzebami się nie dyskutuje. Trzeba je spełnić i tyle. Krótko mówiąc: nie ma możliwości, by praca każdego człowieka na globie była jednocześnie jego pasją.

Pracuj, by robić to co kochasz

Jeśli już nie da się połączyć pracy z pasją, to przynajmniej niech nasza praca pomaga nam realizować swoje pasje. Podobno Steve Jobs nie przestrzegał swojej własnej zasady. Jego pasją była filozofia zen. Ale nie zarabiał jako jej nauczyciel, tylko jako informatyk. Pasją Wojciecha Cejrowskiego są podróże. Ale zarabia na jej realizację pisząc książki, czego ponoć nie cierpi robić. Mój znajomy jest bogatym człowiekiem. Zawiaduje kilkunastoma prężnie działającymi firmami budowlanymi. Ale akurat cegły nie są tym, co kocha najbardziej na świecie. Jego pasją jest muzyka. Pieniądze z biznesu pakuje bez zastanowienia w ekskluzywne studio nagraniowe i najdroższe instrumenty świata. Da się i tak.

Pokochaj to, co robisz

Grant Baldwin twierdzi, że każdy może mieć pracę, którą kocha. Nie mogę się z tym zgodzić, jeśli chcę być w zgodzie z tym co napisałem wyżej. A czy każdy może pokochać pracę, którą ma? Oglądałem kiedyś film o jakiejś świętej kobiecie. Nie pamiętam z niego za wiele, ale jedna scena utknęła mi w pamięci na zawsze. Scena metafizyczna. Bohaterka prasuje koszule. Nudne, czasochłonne i mało satysfakcjonujące zajęcie. I nagle objawia się jej Jezus, który dorzuca do sterty nieuprasowanych koszul kolejne. Bohaterka z wyrzutem pyta Jezusa: dlaczego mi to robisz? Jezus: pokochaj te zwykłe, codzienne, żmudne czynności. Tak rodzi się świętość.

Pasja życia

Jako muzyk przyznaję bez bicia: połączenie pasji i zawodu to genialna rzecz. I miał rację Kartezjusz, bo stojąc na scenie kompletnie zapominam o tym, że jestem w pracy. Tego komfortu nie dawało mi granie na weselach. Pewnie dlatego zrezygnowałem z nich. Ale nie zawsze ten komfort jest możliwy. Nie bądźmy zrzędliwymi idealistami. Czasami pracujemy tylko dla samej kasy i nie ma w tym nic złego. Bo kasa jest potrzebna do życia każdemu. Ale pasja jest do życia potrzebna co najmniej tak samo. A jak już będzie tak źle, że szara rzeczywistość ogołoci nas z nich wszystkich, pamiętajmy: ostatecznie największą życiową pasją jest samo życie.