Pomyśl zanim zrobisz

Myślenie to najcięższa praca z możliwych i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje. Henry Ford

Monika wydarła się na młodszego brata: kretynie, pijesz moją herbatę! Zaskoczony próbował się tłumaczyć: sorry, myślałem, że to moja… Monika ostro ucięła: to nie myśl, bo ci nie wychodzi! Wiele lat temu byłem świadkiem tej sceny. Pozostała mi w pamięci na zawsze. Zrozumiałem wtedy, że można nie umieć myśleć. Czyli nie myśleć. Działać bez zastanowienia. Okazuje się, że wiele z naszych działań nie jest poprzedzonych zastanowieniem. Funkcjonują jak nawyk. Czynność niemal mechaniczna. Albo inaczej – najpierw działamy, a potem zastanawiamy się co z tego działania wynikło. Improwizacja w muzyce rządzi się zasadą: dobry improwizator to taki, który najpierw usłyszy, a potem zagra. Niestety, większość najpierw gra, a potem dopiero słyszy co zagrało. Przekładając na życie: mądry człowiek to taki, który zanim coś zrobi, najpierw pomyśli. Raz albo nawet dwa. Stare chińskie przysłowie mówi nawet o trzech razach: Trzy razy pomyśl zanim coś zrobisz, a nie będziesz żałował swych czynów.

Pomyśl zanim pomyślisz

Dokładnie taki tytuł ma książka, którą popełnił Robert DiYanni. Szału nie ma, ale kilka ciekawych myśli da się znaleźć. Sposób w jaki myślimy o naszym działaniu jest bardzo ważny. Ale nie mniej ważne jest, byśmy pomyśleli o naszym myśleniu. Zanim nam się przytrafi porażka (a wiadomo, że się przytrafi), odpowiednio wcześnie zastanówmy się jak ją ugryźć. Czy potraktować jedynie jako koniec świata, czy jako kolejny ważny krok do świata lepszego. DiYanni przekonuje, że to, co większość z nas uważa za swoje własne myślenie, wcale nim nie jest. To nieuświadomiony owoc politycznej, medialnej czy marketingowej manipulacji. Krótko mówiąc, myślimy tak jak każą nam media i reklamy, którymi się karmimy. A zanim przekonująca i uśmiechnięta reklama sformatuje nasze myślenie o proszku do prania, pomyślmy, że stoi za nią bezwzględna korporacja, która po prostu skacze na twoją kasę. Pomyśl zanim pomyślisz.

Pomyśl zanim powiesz

Słowo ma wielką moc. Moc Bożego Słowa stwarza świat. Moc naszego może ten świat zmieniać. Dopóki nie wypowiemy słowa, mamy nad nim kontrolę. Ale kiedy już je wypowiemy, tracimy tą kontrolę bezpowrotnie. Gdzieś wyczytałem: Pomyśl raz zanim coś powiesz. Pomyśl dwa razy zanim coś zrobisz. Pomyśl trzy razy zanim napiszesz coś na Facebooku. A któż z nas nie kojarzy z kryminałów kultowej frazy: Masz prawo milczeć. Wszystko co powiesz może i będzie użyte przeciwko tobie w sądzie. Masz prawo do adwokata. Jeśli cię na niego nie stać, zostanie ci przyznany. Czy rozumiesz swoje prawa? I nie wymyślił tego Hollywood. Ta formułka obowiązuje w amerykańskim prawie od 1966 roku. Wszystko z powodu procesu oskarżonego o gwałt Ernesto Mirandy. On nie wiedział, że ma prawo milczeć. Nie pomyślał i powiedział. Przyznał się do winy. I drogo go to kosztowało. To, że się przyznał akurat dobrze o nim świadczy. Ale sprawa Mirandy uczy nas tego, by się dobrze zastanowić zanim cokolwiek chlapniemy, bo możemy tego gorzko żałować. Internet to rzeczywistość, w której utrata kontroli nad wypowiedzianym słowem jest wyjątkowo odczuwalna. To już nie jest tylko kwestia tego, że ktoś coś usłyszał/przeczytał/zobaczył. To co powiedziałeś w sieci jest po pierwsze udokumentowane na zawsze (i to w obcych archiwach), po drugie każdy ma do tego dostęp. Przerażające. Jednym postem możemy złamać komuś życie. Na przykład sobie. Zadziwia mnie bezkrytycyzm naszego sieciowego ekshibicjonizmu. Wielki Brat wie o nas wszystko. O ile mu na to pozwolimy. Dopóki nie jest mu to do niczego potrzebne, do się z tym żyć. Ale jak będzie musiał użyć tego przeciwko nam, drżyjmy! Moc naszego słowa może zmieniać świat. Ale to nie zawsze są dobre zmiany. Dlatego pomyśl zanim powiesz. Prawa do milczenia nikt nie może ci odebrać.

Pomyśl zanim zrobisz

Zanim coś zrobisz, pomyśl czy to ma sens. Brzmi banalnie, ale prawda jest taka, że zbyt rzadko zadajemy sobie to pytanie. Często czujemy, że nasza praca nie ma sensu, bo się do niej nie nadajemy, bo nas niszczy, bo się w niej nijak nie umiemy spełnić i do tego z kasą szału niema, ale trwamy w niej bo boimy się ruchu. Gorset sumienności paraliżuje nasze kreatywne myślenie i działanie. Robimy coś nie myśląc, czy to aby na pewno jest dobre. Dla nas i dla innych. Powinniśmy szukać odpowiedniej pracy nie ze względu na swoje wygodnictwo, ale ze względu na jak najlepszą efektywność. Nie jest żadną tajemnicą, że najlepsi pracownicy to ci, którzy kochają swoją pracę, spełniają się w niej i są godziwie za nią wynagradzani. Jeżeli te warunki nie są spełnione, męczymy się, zaciskamy zęby i udajemy. W efekcie nie ma z nas większego pożytku. I albo będziemy się tak dalej męczyć, albo przełożony zorientuje się, że coś jest nie halo i nas zwolni. Jest trzecia możliwość. Pomyślmy i sami poszukajmy innej pracy.

Czas

Pomyśl jak zorganizować swój czas, by go najlepiej wykorzystać. Bałagan w jego planowaniu sprawia, że często genialne pomysły lądują na śmietniku historii. Bo falstartujemy albo zwlekamy. Bo nie umiemy rozeznać co jest ważne, a co ważniejsze. Technik zarządzania czasem jest tyle, że szkoda czasu by je wszystkie poznawać. Zamiast siedzieć przed laptopem albo chodzić na płatne kursy prelegentów – lanserów lepiej po prostu pomyśleć. Zakładam, że każdy z nas to potrafi. Zdecydowanie za często zrzucamy obowiązek używania szarych komórek na cudze barki. Pomyśl o swoich sprawach w najprostszym kluczu i powkładaj je do czterech pojemników. Do jednego włóż sprawy ważne i pilne. Czyli takie, od których zależy coś mega istotnego w twoim życiu i które musisz zrobić bezzwłocznie i osobiście. Na przykład rozmowa kwalifikacyjna w sprawie wymarzonej pracy. Albo ślub. Do drugiego pojemnika włóż sprawy ważne i niepilne. Typu budowanie relacji z bliską osobą. Bardzo ważna rzecz, ale nie musisz tego robić w tym momencie. Na szczerą rozmowę może być dobry czas jutro. Albo za tydzień. Do trzeciego pojemnika włóż sprawy nieważne i pilne. Rachunek za prąd trzeba zapłacić w terminie. Ale jak się spóźnimy to świat się nie zawali. Grożą nam jedynie odsetki, które dla naszego życia nie mają żadnego znaczenia. I w końcu czwarty pojemnik. Tutaj trafiają rzeczy nieważne i niepilne. Napiszę krótko – olej je, zanim skradną ci bezcenny czas nie dając niczego cennego w zamian.

Pomyśl zanim cokolwiek zrobisz. Gdyby stosowanie tej reguły było powszechne jak podatki, myślę, że świat byłby wolny od co najmniej połowy swoich błędów.