Strach się nie bać

Strach jest jedną z najważniejszych emocji. Jedną z najważniejszych pierwotnych cech wynikającą bezpośrednio z czegoś, dzięki czemu ludzkość wciąż istnieje. Z instynktu przetrwania. Boimy się wszystkiego – źle. Nie boimy się niczego – jeszcze gorzej. Strach to nie to samo co lęk. Strach to obawa przed realnym zagrożeniem. Lęk to obawa przed czymś wyimaginowanym. W ciemnej uliczce podchodzi do mnie koleś z nożem w ręku i zamachuje się. Odczuwam strach w efekcie którego działam. Daję nogę, albo (zakładając na przykład, że jestem instruktorem Kravmagi) przejmuję sprawę w swoje ręce i nogi. Ta mobilizacja do działania to błogosławiony owoc strachu. Ale jeśli idę tą samą uliczką, nikogo nie widzę, ale truchlejąc wyobrażam sobie, że za chwile wyskoczy zza rogu jakiś podejrzany typ, to to już jest lęk. Oczywiście w każdej chwili zza rogu jakiś typ jak najbardziej wyskoczyć może. Wtedy mamy do czynienia z lękiem proroczym : – ) Strach jest nieuniknionym i koniecznym elementem życia. Nie mniej jednak, nie lubimy się bać. Poza jednym wyjątkiem. Lubimy się bać w kinie. Uwielbiamy wręcz. I jest to jak najbardziej zrozumiałe. Choć nie wszyscy to uwielbienie podzielają. Argument, że nie ma sensu bać się przed ekranem bo życie jest wystarczająco pełne strachów, nie do końca jest trafiony. Banie się na filmie może mieć wymiar terapeutyczny. Po pierwsze w konfrontacji z filmową makabrą pomaga docenić bezpieczeństwo naszego realu. Po drugie mózg doskonale odróżnia banie się na niby od tego naprawdę. Trzeba jednak wziąć pod uwagę również to, że każdy na różne bodźce reaguje inaczej. Na tym baniu się na niby nasza kultura zbiła fortunę. Generalnie boimy się potworów. Oto moja lista subiektywna. Monsters. The best off.

1. Frankenstein

Mój kinostrach od tego się właśnie zaczął. Zresztą w ogóle od tego się zaczął. Ktoś nie w temacie może pomyśleć, że Człowieka Patchworka wymyślił jakiś ponury facet z mrocznej dzielnicy. Nic bardziej mylnego. To kobieta. Poetka i pisarka okresu romantyzmu. Była delikatnej budowy, miała bladą skórę, miedziane loki, ogromne oczy i malutkie usta. Mary Shelley. Frankenstein jest jej najsłynniejszym dzieckiem. Tak powstał gatunek Science Fiction. Jak w tak delikatnej osóbce zrodziła się tak makabryczna wizja? Trop prowadzi do Ząbkowic Śląskich (sic!), które kiedyś były niemieckie i nazywały się … Frankenstein. To tu w 1606 roku miała miejsce słynna afera grabarzy. Cmentarni chłopcy zostali posądzeni o czary i bezczeszczenie zwłok. Z tego już tylko mały krok do pomysłu Mary Shelley. W jej historii naukowiec – filozof, Wiktor Frankenstein, próbuje rozwikłać zagadkę śmierci. Ogarnia go obsesja wskrzeszenia trupa i stworzenia człowieka doskonałego. Wykrada z cmentarza fragmenty ludzkich zwłok, zszywa je do kupy faszerując sporą dawką wyładowań atmosferycznych. Człowiek Patchwork ożywa. I robi się niezły bigos. Świat skutecznie i boleśnie daje mu odczuć jego monstrualną odmienność. W zranionym i odrzuconym przez ludzi potworze rodzi się pragnienie zemsty. Frankenstein ostatecznie pozbawia życia tego, kto mu je dał. Tak naprawdę to opowieść o tym, że zabawa w Pana Boga jest kiepskim pomysłem.

2. Godzilla

Obok Bruce’a Lee to największa skośnooka gwiazda światowego formatu. Nie wiedziałem, że filmowcy z kraju kwitnącej wiśni pomysł na Godzillę zajumali amerykanom. Ci drudzy w 1953 roku wypuścili film pod tytułem Bestia z głębokości 20 000 sążni. W wyniku atomowej eksplozji z arktycznego lodowca uwolniony zostaje prehistoryczny gad, który terroryzuje świat. Brzmi znajomo, prawda? Pierwsza Godzilla trafiła do kin rok później. Frankenstein podejmuje problem majstrowania przy życiu. W Godzilli chodzi o coś innego. Tutaj potwór ma uosabiać zagrożenie wojną atomową. Respekt budzą przede wszystkim jego rozmiary. Godzillę po raz pierwszy zobaczyłem na dużym ekranie. Przez tydzień nie potrafiłem ochłonąć. Fascynacja gigantycznymi stworami zaczęła się wtedy na dobre. I trwa do dzisiaj. Ostatecznie ten prehistoryczny jaszczur zmutowany atomowym promieniowaniem stał się sprzymierzeńcem ludzkości. Godzilla jest spoko.

3. Obcy

Zdecydowanie mój ukochany filmowy stworek. Saga filmów o Obcym to żelazna klasyka światowego SF. Obcy, a właściwie Ksenomorf, wcale nie jest duży. Ale poziomem jego zabójczo inteligentnej agresji można by obdarować wszystkich Frankensteinów i Godzille razem wziętych. I jeszcze by zostało. Ma humanoidalną sylwetkę, porusza się jak małpa –  na rękach i nogach. Po ścianach i sufitach śmiga jak Spiderman. Pływa jak rekin. Ma długi ogon zakończony ostrym żądłem. Dokładnie, jak skorpion. Nie ma oczu, ale za to podwójny pysk – z paszczy wysuwa się kolejna, mniejsza. Z tej mniejszej jeszcze mniejsza. Królowa Ksenomorfów wydaje potomstwo w drodze patogenezy. To larwy zwane twarzołapami. One potrzebują nosiciela. Na przykład człowieka. Twarzołap (jak to twarzołap) przysysa się do twarzy nosiciela. Wpuszcza do jego wnętrza jajo. Jajo przekształca się w larwę, która rozrywając klatkę piersiową nosiciela wydostaje się na zewnątrz. Tutaj larwa kilkukrotnie zrzuca skórę by w końcu stać się dojrzałym Ksenomorfem. I jeszcze jedno – w żyłach Ksenomorfów płynie silnie żrący kwas. Bleee. Po co ja to piszę? Przecież wszyscy doskonale to wiemy 🙂 Saga o Obcych podejmuje temat naszych lęków przed obcą, wrogą cywilizacją. I nie trzeba nam kosmitów, by taki lęk był realny. Chrześcijańska (podobno) Europa spokojnie może się czuć jak pasażerowie filmowego Nostromo, na pokładzie którego wylądowali przedstawiciele wrogiej cywilizacji.

4. Wąż starodawny

I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach jego siedem diademów. I ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię.

I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie.

Brzmi jak dobre fantasy. Opis bardzo literacki. Ale tu chodzi o realne życie. O potwora, który nie jest filmową fikcją. Strach się nie bać. Najgroźniejszy potwór to taki, o istnieniu którego nie wiesz. Ojcowie Kościoła mówią byśmy byli czujni. To nie jest tak, że nasze życie to bezwiedne dryfowanie po spokojnym oceanie. To sztorm. Nawet jeśli ulegamy złudzeniu spokoju. Pod powierzchnią toczy się walka. Z potworem, którego naprawdę można się bać. Ale jemu chodzi o coś znacznie gorszego, niż nas przestraszyć.

Na koniec garść wiedzy encyklopedycznej: W przypadku bardzo silnego strachu, jako element przygotowania do ucieczki, może nastąpić nieświadome wypróżnienie. Celem takiej reakcji fizjologicznej jest zmniejszenie ciężaru ciała, aby ułatwić ucieczkę. Tego to nie wiedziałem 🙂