Pogoń za wiatrem

Porażka to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogą nas spotkać. Życie bez nich jest jak siłownia bez ciężarów. Ale żeby było jasne: żyje się po to, by wygrywać. Na 100%. Javier Moro wrzucił kiedyś światu taką frazę: sukces ma wielu ojców, tylko porażka jest sierotą. To w istocie błyskotliwa diagnoza ludzkiej mentalności. Raczej niepochlebna. Z natury jesteśmy próżni, leniwi i łasi na aplauz. Na szczęście da się z tym coś zrobić. Jeżeli tak zwany wewnętrzny rozwój (nie przepadam za tym określeniem) traktujemy choć trochę serio, wcześniej czy później musimy odkryć, że porażka nie jest sierotą, ale matką sukcesu. Że przegrywamy nie wtedy, gdy przegrywamy, ale wtedy, gdy przestajemy walczyć.

Dwa piedestały

Internet pęka od historii ludzi, którzy przed osiągnięciem sukcesu codziennie pili kawę o gorzkim smaku porażki. Te historie mają nas motywować. Ale trochę schizofreniczny jest ten świat, w którym przyszło nam żyć. Na piedestał wrzucił dwa wykluczające się systemy. Jeden ze zrozumiałą atencją traktuje wszystko to, co wymagające i ambitne. Przekonuje, że życie bez wysiłku, nieustannego mierzenia się ze swoimi ograniczeniami i konsekwentnego dążenia do realizacji marzeń to nie jest życie. Na drugim piedestale stoi model wegetacji pod tytułem lekko, łatwo i przyjemnie. Teoretycznie większość populacji z pewnością zalajkowałaby to, co ambitne i wymagające. Ale w praktyce ta sama większość ląduje ostatecznie na kanapie, tracąc swoje życie przed telewizorem albo na grillu u sąsiada. Jesteśmy ofiarami dzisiejszej kultury, która uczyniła nas wiernymi wyznawcami dogmatów typu bez wysiłku, od razu, za darmo. Na którym piedestale stoisz? Może jesteś w rozkroku. Tak czy inaczej – to twój wybór.

10 000

Thomas Edison to jeden z tych, który życiem lekkim, łatwym i przyjemnym raczej nie był zainteresowany. Nawet gdyby był – nie miałby na nie czasu. Jest autorem ponad 1100 wynalazków. Załóżmy teoretycznie, że zaczął wynajdywać od 11 lutego 1847, czyli od momentu, kiedy się urodził. Wyszło by, że przez całe swe 84-letnie życie wynajdywał jeden wynalazek miesięcznie (sic!). I to nie było takie hop-siup, że był pomysł, wchodził do laboratorium, bach i wynalazek gotowy. O nie. Na przykład jego legendarna żarówka musiała przepalić się blisko 10 000 razy, zanim zaświeciła na dobre. Edison o tych niekończących się próbach mówił tak: To nie były porażki. Po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań.

Chiński smok

Jack Ma nie wygląda jak rekin biznesu. Raczej jak nieśmiały uczniak, którym w klasie wszyscy pomiatają. Cóż, pozory jednak mogą mylić. Obecnie to jeden z 20 miliarderów globu. Pierwszy w historii przedsiębiorca z Chińskiej Republiki Ludowej, którego facjata trafiła na okładkę magazynu Forbes. Założył Alibabę, czyli chińskiego Amazona. Ale zanim stał się chińskim smokiem, rzeczywiście był pomiatanym uczniakiem. Po studiach szukał pracy. Wszędzie. Około 30 prób. Nikt nie chciał go przyjąć. Nawet KFC. Wspomina, że o pracę w Krainie kurczaka ubiegały się wtedy 24 osoby. 23 ją dostały. Tą dwudziestą czwartą, której KFC nie chciało, był on. Nie złożył jednak broni, bo (jak sam mawia) dopóki się nie poddajesz, wciąż jest szansa.

Jobs is jobs

Facet, bez którego świat nie byłby dzisiaj taki sam, został kiedyś wyrzucony z własnej firmy. Tak, tak moi kochani. Brzmi trochę absurdalnie, ale Steve Jobs wyleciał kiedyś z Apple. To trochę tak, jakby Królowę Elżbietę eksmitować z Pałacu Buckingham. W 1985 roku ówczesny prezes Apple John Sculley i jej założyciel oraz wizjoner, Steve Jobs nie umieli znaleźć wspólnego języka. Przy aprobacie większości członków zarządu Jobs znalazł się za burtą. 10 lat zajęło firmie zrozumienie, że bez Jobsa to trochę kicha. I tak Steve Jobs wrócił na swoje. Jak wspomina te 10 lat zesłania? Bardzo dobrze. Okazało się, że wyrzucenie z Apple było najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić. Ciężkość sukcesu została zastąpiona przez lekkość bycia, zaczynania wszystkiego od nowa i niepewność o wszystko. Wprowadziło mnie to w jeden z najbardziej twórczych okresów w moim życiu.

Wilson, Myszka Miki i inni

Po wspomnieniach Jobsa nie mogę nie przytoczyć bliźniaczych słów Chucka Nolanda (postać fikcyjna), którymi jestem dożywotnio zafascynowany: w końcu musisz odkryć, że utrata wszystkiego co posiadasz, jest najlepszą rzeczą jaka mogła cię w życiu spotkać. Kiedy nie widzisz już żadnego wyjścia, zamknij oczy i tylko oddychaj. Bo nigdy nie wiesz co przyniesie kolejny przypływ… Walta Disneya śmiało można nazwać Hiobem współczesnej rozrywki. Ze studenta szkoły artystycznej życie zdegradowało go do roli kierowcy ambulansu w czasie I Wojny Światowej. Potem dostał pracę jako ilustrator w gazecie. Szybko go zwolniono, bo nie ogarniał jak trzeba. Założył własne studio rysunku, które od razu zbankrutowało. Potem studio filmowe, które też zbankrutowało. Potem zakłada studio animacji i zostaje bezpardonowo oszukany przez swojego wspólnika. Dopada go depresja. I pewnego dnia rysuje postać, którą nazwał Miki… George Lukas chodził z pomysłem swojego nowego filmu o jakimś Imperium, księżniczce Lei i rycerzach Jedi od drzwi do drzwi. Nie było chętnych. Dopiero 20th Century Fox wyraziło umiarkowane zainteresowanie. Głównie ze względu na to, że Lukas nie stawiał żadnych warunków finansowych. Jedynie poprosił nieśmiało o prawa do zysków ze sprzedaży filmowych gadżetów. Century Fox nie miało wtedy bladego pojęcia z jakich pieniędzy rezygnuje. Premiera pierwszego filmu Gwiezdnych Wojen była dla światowego kina trzęsieniem ziemi o sile 10 w skali Richtera. A Beatlesi z propozycją pierwszego kontraktu zapukali do Decca Records. Panowie z DR spławili chłopaków z Liverpoolu tekstem: Nie podoba nam się wasze brzmienie, a muzyka gitarowa wychodzi z mody. Spławieni powiedzieli let it be i zapukali do EMI. Ech, życie potrafi zaskakiwać.

Sukces

O tym, że porażka jest cennym doświadczeniem, stymulatorem rozwoju i warunkiem sukcesu (z głową przeżyta rzecz jasna) już wiemy. Ale o jakim sukcesie mówimy? Przykłady, którymi sypnąłem wyżej, sprowadzają go do sławy i kasy. Ale to chyba nie wyczerpuje tematu. Nie jest dobrze, jeśli brak wielkich pieniędzy i zawodowych podbojów automatycznie utożsamiamy z przegraną. A pokusa takiego myślenia jest. Najkrótsza definicja sukcesu? Konsekwentna walka o bycie najlepszą wersją samego siebie. Nie każda wersja człowieka jest stworzona do tych samych zadań. Tutaj trzeba dobrego rozeznania. I trzeba uważać, bo samych siebie można łatwo oszukać. Nie odkryję Ameryki gdy napiszę, że depresja jest chorobą cywilizacyjną. To depresja, a nie koronawirus jest prawdziwą pandemią. Naukowo przyczyny depresji generalnie definiuje się jako zaburzenia w relacjach z szeroko pojętym otoczeniem. Nienaukowo ujmę to tak: depresji możesz spodziewać się wtedy, gdy próbujesz być kimś, kim nie jesteś. A ponieważ takie próby oczywiście kończą się porażką, całą winę za nią przypisujesz sobie. Z takim ciężarem nie da się żyć. Chciałbym uniknąć nadmiaru kaznodziejskiego tonu, dlatego krótko: zanim zaczniemy podążać tak zwaną drogą sukcesu, musimy wiedzieć co jest tą naszą drogą. To nic innego jak wgrany nam przez Boga program zwany powołaniem. Jest możliwe, aby bogaty i „spełniony” człowiek umierał nieszczęśliwym? Jest. Myślę, że miliony tak umierają. Miliony z nas daje się oszukać komuś, albo czemuś i nieświadomie zmierza drogą nieszczęścia. Kto powiedział, że Edison, Disney, Jobs i cała reszta ludzi sukcesu naprawdę byli szczęśliwi? Może byli. A może nie.

Dokonałem wielkich dzieł, zbudowałem sobie domy, zasadziłem sobie winnice, założyłem ogrody i parki i nasadziłem w nich wszelkich drzew owocowych. Urządziłem sobie zbiorniki na wodę, by nią nawadniać gaj bogaty w drzewa. Nabyłem niewolników i niewolnice i miałem niewolników urodzonych w domu. Posiadałem też wielkie stada bydła i owiec, większe niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem. Nagromadziłem też sobie srebra i złota i skarby królów i krain. Nabyłem śpiewaków i śpiewaczki oraz rozkosze synów ludzkich: kobiet wiele. I stałem się większym i możniejszym niż wszyscy co byli przede mną w Jeruzalem. W dodatku mądrość moja mi została. Niczego też, czego oczy moje pragnęły nie odmówiłem im. Nie wzbraniałem sercu memu żadnej radości – bo serce moje miało radość z wszelkiego mego trudu, a to mi było zapłatą za wszelki mój trud. I przyjrzałem się wszystkim dziełom jakich dokonały moje ręce i trudowi, jaki sobie przy tym zadałem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem! Koh 2,4-11