Św. Benedykt i TOP 3 wskazówki dla współczesnej Europy

Dziś święto św. Benedykta z Nursji, patrona Europy. Z rewolucyjnej, jak na czasy jej powstania, reguły benedyktyńskiej wyciągamy trzy główne wątki, które mogą służyć całej współczesnej Europie za drogowskaz.

1. Słuchanie

Słowo „słuchaj” to pierwszy wyraz, od którego zaczyna się tekst prologu benedyktyńskiej reguły. Nie bez powodu, takim samym słowem zaczyna się dekalog i słowa Boga wypowiedziane do ludu Izraela. Wskazuje ono na postawę pokory i uwagi. Współczesny świat raczej woła – „krzycz, niech cię usłyszą”, albo „wykrzycz swoje prawa” lub „masz prawo do własnego zdania”. W takiej rzeczywistości każdy ma swoje zdanie, nie potrafi wchodzić w postawę dialogu, ale za to świetnie wychodzi nam hejt. Rzadko słuchamy ubogich, prostych i zwykłych ludzi, a częściej sami chcemy mówić. Na tej kanwie powstają jak grzyby po deszczu vlogi tzw. influencerów, czyli domorosłych celebrytów, którzy wyznaczają standardy życia.

O dziwo takich osób chcemy słuchać. Ale to droga donikąd, bo oparcie życia na takich poradach zawsze będzie kulawe. Apel św. Benedykta dla Europy to postawa słuchania mądrych i doświadczonych, a także zahartowanych w duchowym życiu autorytetów. A ponad to, słuchania przede wszystkim Boga. To dlatego właśnie opracowana została przez świętego formuła czytania Pisma Świętego – Lectio Divina. Dla sekularyzującej się coraz bardziej Europy, to deska ratunku. Słuchaj, Europo.

2. Umiar

Jednym z fundamentalnych zasad benedyktyńskich jest umiar. Reguła zakonna nie jest skrajna, ani za bardzo ascetyczna, ani zbyt liberalna. Święty Benedykt zachęcał do znalezienia we wszystkim zdrowego balansu. Jak bardzo współczesnemu światu i Europie jest to potrzebne! Mówimy dziś sporo o ekologii. Szukamy czystych technologii, ekologiczny lajfstajl jest w modzie. A jednocześnie produkujemy dalej lodówki i pralki z zaprogramowaną funkcją autodestrukcji po okresie gwarancji. Konsumpcjonizm rośnie. Wyrzucamy jedzenie jedną ręką, by drugą ręką fundacje tych samych koncernów mogły organizować charytatywne i korzystne marketingowo akcje zbiórki żywności dla głodujących. Trudno to nazwać ewangelicznym „niech lewa twoja ręka nie wie, co robi prawa”. To hipokryzja w czystej postaci.

Umiaru brakuje nam też w postrzeganiu samych siebie. Pędzimy po przepaści samodoskonalenia i perfekcjonizmu. To wyścig szczurów, w którym nie ma zwycięzców, bo na szczycie znajdujemy często rozczarowanie. Europo, opanuj się.

3. Módl się i pracuj

Ora et labora – tę łacińską sentencję zna chyba każdy. Również i ona wywodzi się z koncepcji umiaru i zdrowego balansu. Ale pokazuje też inną wskazówkę dla współczesnego świata. Praca to ogromna wartość. Szczęśliwy ten, kto widzi efekty swojej roboty. Kto ma poczucie sensowności swojej pracy. Niedawno rozmawiałem ze swoim kolegą, który pracuje w korporacji. Prostolinijnie i pokornie przyznał:

Po tych latach w korpo mogę zdecydowanie i świadomie stwierdzić, że gdyby mnie zabrakło i nie mógłbym wykonywać swojej pracy, to świat, absolutnie, całkowicie, zupełnie… by się nie zmienił. Nie odczułby żadnej straty.

To myśl głęboko smutna, bo wskazuje na to, że pracujemy dla celów, które oprócz zapewnienia bytu rodzinom (czy samym sobie) nie tworzą nowej wartości, produktu cennego i przydatnego. To oczywiście nie jest domena wszystkich zawodów, ale ilość takich zawodów czy branży znacząco się zwiększyła w ostatnich latach. Z kolei brakuje nam fachowców od zadań podstawowych jak hydraulicy, rzemieślnicy, elektrycy itp.

Tu wkracza drugi człon wyrażenia, czyli „ora”. To Bóg przemienia naszą pracę w coś cennego. To On może nadać sens każdej czynności. I ostatecznie to On daje wzrost i plon. Nie bez powodu te dwa słowa stoją obok siebie. Nie zapominajmy, że nie jesteśmy samowystarczalni. Europo, pracuj, ale i módl się!