Człowiek pod lupą, cz. 1/4. Ciało

Przy okazji trwającego Festiwalu Życia 2020 uruchamiamy czterodniowy cykl na temat budowy człowieka. Czym jest ciało, intelekt, psychika i duch? Do czego potrzebujemy każde z nich? Dziś trochę o naszej fizyczności.

Człowiek to fascynująca istota. Próbujemy poznać siebie, czym i kim jesteśmy, jak działamy i jaki jest cel naszego istnienia. Jak we wszystkim – odpowiedzi jest bardzo wiele. Tak wiele, jak sposobów zadawania samych pytań i kątów patrzenia. Naukowcy i mędrcy od wieków klasyfikowali, kategoryzowali, wręcz cięli naszą egzystencję na składowe kawałeczki, żeby lepiej ją poznać i określić. My będziemy upraszczać skomplikowany przekaz, żeby dojść do rzeczy najważniejszych i najbardziej praktycznych. Nie znajdziesz tu więc łacińskich nazw i imion wielkich autorów.

Ciało, chcemy tu rozumieć jako nasz organizm, czyli to, co fizyczne. Granice ciała względem innych sfer wytyczmy sobie tam, gdzie procesy chemiczne i psychologiczne i metafizyczne bardziej wskazują na działanie umysłu, nasze reakcje psychologiczne czy postawy, niż samą cielesność. Wydaje się to zatem dość proste. Mamy szkielet, na nim mięśnie i więcej lub mniej warstwy tłuszczu. Płynie w nas krew, oddychamy, ruszamy się, trawimy, wydalamy i rozmnażamy się. Nic, czego nie uczono by nas na biologii.

Podróż wgłąb ciała poprowadzi nas do skóry, gdzie robimy zoom na komórki, a w każdej z nich ok. 42 miliony białek. Sporo.

Nie chodzi jednak o to, żeby dojść do atomów, protonów, leptonów, kwarków i wszystkich innych składowych materii. Sęk w tym, że ta złożona konstrukcja działa! I to jeszcze jak! Jeśli wyobrażamy sobie państwo lub świat jako skoordynowany mechanizm zależnych od siebie elementów, to o ileż bardziej jest tak z naszymi organizmami? Nasze ciała rozwijamy na bardzo wiele sposobów. Praktycznie każda dyscyplina sportowa ukazuje inne możliwości naszych ciał. Szybkość biegu, siłę, wygląd, elastyczność, zręczność. O tym, jak bardzo potrzebujemy sprawnych ciał przekonujemy się w momencie, gdy odmawia nam ono posłuszeństwa. Złamana noga, pobyt w szpitalu, nie daj Boże, dramat i utrata jakiejś kończyny… Nasze ciała są nam bardzo potrzebne. Do czego?

Ktoś powie – no oczywiście do życia. Ale co to dokładnie znaczy? Czy samo poruszanie się, trawienie, wydalanie, oddychanie wystarczy by żyć? Definicje biologiczne może by to potwierdziły, ale choć należymy do świata zwierząt, to jednak jesteśmy też czymś więcej – kimś więcej. Nasze ciało w ujęciu chrześcijańskim jest tak samo ważne jak każda z pozostałych sfer życia, ale jednak jego rolą jest głównie to, by nieść nas do zbawienia. Nas, czyli całego człowieka, ze wszystkimi jego aspektami. Jest w pewnym sensie arką, hubem, czy zbroją dla tego wszystkiego, co kryje się pod spodem. Pan Jezus obiecuje nam zbawienie i zmartwychwstanie ciał. To znaczy, że w przyszłości będą one odmienione, ale nie będzie im brakować cielesnych atrybutów. Jak będzie zbudowane Niebo i odmieniona rzeczywistość – to już rozkmina na kiedy indziej. Ważne jest dla nas to, że zmartwychwstały Pan Jezus jadł, siedział, mówił, dawał się dotknąć. Nie był zatem wizją, zjawą czy duchem, ale miał namacalne ciało.

Nasze ciała to mieszkania Ducha Świętego

Dlatego ci, którzy myślą, że nasze ciało po śmierci jest do wyrzucenia i do niczego się już nie przyda, są w takim samym błędzie jak ci, którzy sądzą, że jedyną rolą ciała jest dogadzanie mu, spełnianie jego zachcianek i przyjemności. Pan Jezus mówi wprawdzie, że od naszych ciał jest coś ważniejszego (lepiej odciąć kończynę, która prowadzi do grzechu), ale jednocześnie uzdrawia chorych i wskrzesza zmarłych. Gdyby ciało nie było nam potrzebne, nie robiłby tego. Wychodzi na to, że w odniesieniu do naszych ciał potrzebny nam jest zdrowy balans. Jak we wszystkim.

Okazuje się, że nasze ciała mają nosić nie tylko zawartość naszego jestestwa, ale także samego Boga. Pan Jezus mówił o swoim ciele jako o świątyni, zapowiadając jej zburzenie i odbudowanie. Nasze ciała są podobne. Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze:

W Chrystusie bowiem „cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (Ef 2,21-22)

To arcypotężne zadanie! Czasem spinamy się, bo ma nas odwiedzić ważny gość, ktoś z rodziny, albo znajomy. Odkurzamy, czyścimy, co się da. Porządki w najlepsze. A na stole? Jedzenie pierwsza klasa. A czy podobne porządki robimy w naszych ciałach dla Boga? To ciekawe, że nie mówimy o naszej duszy, że jest świątynią Boga, ale właśnie o ciele! Czy wolimy przebywać w zapuszczonej świątyni, niepomalowanej i z wiszącymi pajęczynami, czy w czystej, przyozdobionej i świeżo pachnącej? Dbajmy zatem o nasze ciała! Nie mieszkamy tutaj sami.