A może rzucić wszystko i… pracować dla Boga? Bł. Maria Teresa Ledóchowska

Komu Bóg dał talent pisarski, niechaj go użyje na korzyść tej sprawy, ponad którą nie ma świętszej – przeczytała na w broszurze w wieku 23 młoda Maria. Był to dla niej sygnał z nieba.

Maria Teresa Ledóchowska urodziła się w 1863 r. w zaborze austriackim. Był to czas powstania styczniowego. Jej rodzina do Loosdorf trafiła po utracie majątku za udział w powstaniu listopadowym. Historia się powtórzyła, gdy majątek rodziny ponownie przepadł na skutek bankructwa instytucji, w którą inwestowali. Kolejna przeprowadzka. Tym razem St. Polten. Młoda Maria Teresa od małej dziewczynki wykazywała uzdolnienie do używania języka i słowa. Jako 5-latka napisała mały utwór dla domowników, a w wieku 9 lat pisała już wiersze, a później dramaty.

Rodzice dziewczyny zaszczepili w niej wiarę katolicką, polski patriotyzm, pracowitość, życzliwość i współczucie dla bliźnich, zwłaszcza biednych. Jej życie naznaczyły doświadczenia trudne, w tym choroby i śmierć ojca w młodym wieku. Właśnie to wszystko zahartowało młodą Polkę. Jak normalna dziewczyna, miała przyjaciół, a także adoratorów. Trudno, żeby tak nie było. Maria wyróżniała się inteligencją i urodą. Jej życie odmienił jednak jeden moment.

Rzucić wszystko i… pracować dla Boga

W szczytowym momencie jej życia towarzyskiego i kulturalnego, pracując na dworze Franciszka Józefa I poznała zakonnice zaangażowane w pracę misyjną w Afryce. To wtedy po raz pierwszy usłyszała o idei misji i zapaliła się do niej od razu. Gdy z rąk kardynała otrzymała broszurę zachęcającą do pisarskiego zaangażowania na rzecz misji, nie miała już żadnych wątpliwości. Wszystko do siebie pasowało. Od tego momentu w pełni poświęciła się pracy na rzecz walki z niewolnictwem i misji wśród czarnoskórych poprzez prowadzenie wydawnictwa, a następnie założenie zgromadzenia zakonnego wraz z towarzyszącymi mu strukturami świeckimi wspierającymi rozwój misji afrykańskich.

To fascynujące, że osoba u szczytu świeckiego życia, wybrała w 100% Boga. Nie zaskakuje to z jednej strony, gdyż wiemy, jak głębokie życie duchowe prowadziła mimo towarzyszącemu temu życiu „światowemu”. Wychowanie też grało tu ogromną rolę. A jednak wybrać mogła zupełnie co innego. To Bóg przyciąga ostatecznie człowieka i porywa jego serce.

A czy ty masz dary i umiejętności, które możesz wykorzystać dla szerzenia wiary? We wspólnocie, domu, pracy, szkole? Czy podejmujesz to wyzwanie? Tylko nie wymiguj się mówiąc, że tobie nikt nie wręczył żadnej spektakularnej broszury. Ten news nią jest!