Hejt na Tomasza. Czy serio był takim niedowiarkiem?

Dziś oczy apostołów zwrócone są w stronę Tomasza „Bliźniaka”. No przecież Go widzieliśmy! Nie wierzysz nam? Serio, ziom! – próbują przekonać Tomasza koledzy. Co za niedowiarek! Fajnie gada się tym, którzy w dziesiątkę stają naprzeciwko jednego. Czy można dziwić się Tomaszowi?

3 lipca to święto Tomasza, apostoła. „Niewierny Tomasz”, albo „Być niewiernym jak Tomasz” – oto jak historia wypaczyła postawę apostoła. Jeśli już iść tym powierzchownym spojrzeniem na temat, to prędzej powinien być „niewierzącym Tomaszem”. Wierność nie ma tu nic do rzeczy i znaczy coś innego. Tłumaczenie angielskie to incredulity czyli niedowierzanie. Ale nie czepiajmy się. Czy rzeczywiście postawa św. Tomasza świadczy o jego braku wiary?

Nie wiemy, czemu Tomasza nie było wśród apostołów, kiedy pojawił się wśród nich po raz pierwszy, zmartwychwstały Jezus. Możemy się tylko domyślać. Wiemy, że apostołowie schowali się w Wieczerniku z obawy przed Żydami. Zalęknieni siedzieli jak mysz pod miotłą, a przecież jeść coś musieli. Któż wie, czy właśnie nie Tomasz wykazał się odwagą i nie poszedł „na polowanie”. O jego odwadze i determinacji na pewno może świadczyć jego późniejsza działalność apostolska, gdy udał się w misyjną podróż do współczesnego Iranu i Indii. Być może po śmierci Jezusa jako jeden z nielicznych, miał odwagę wyjść ze schronienia i przynieść nie tylko jedzenie, ale i jakieś strzępy informacji o tym, co dzieje się na zewnątrz.

No dobrze, ale odwaga to nie to samo co wiara

Zgoda. Czy jednak my, zareagowalibyśmy inaczej? Wtedy apostołowie nie rozumieli jeszcze pism i koncepcji zmartwychwstania. Wyobraź sobie, że wchodzisz do swojego przyczółka, a od drzwi obskakuje cię dziesiątka podekscytowanych facetów, przekrzykujących się nawzajem o tym, że pojawił się tu (przy zamkniętych drzwiach) Jezus, którego dopiero co cała Jerozolima umęczyła i ukrzyżowała, a następnie twoi przyjaciele (Józef z Arymatei) pochowali własnoręcznie w grobie przywalając kilkutonowy głaz na wejściu. Hola, hola, chyba izolacja zaszkodziła nieco tej ekipie. Może nieświeże powietrze (przypominamy – 10 facetów w zamkniętym pomieszczeniu, bez otwartych drzwi i okien!) uderzyło chłopakom do głowy?

To, o co możemy oskarżyć Tomasza, to racjonalne myślenie. Ono raczej jest cnotą niż wadą. Tomasz chciał „zrozumieć”. To szlachetne i mądre podejście. Problem tylko w tym, że nie wszystko, co Boże, da się pojąć. To dlatego Jezus wyjaśnia Tomaszowi, że błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Trudno nie odnieść tego do nas, żyjących współcześnie. Z jednej strony szkoda, że nie możemy zobaczyć Jezusa tak, jak apostołowie. Z drugiej strony, jeśli w Niego wierzymy – to Jezus nazywa nas błogosławionymi! Też fajnie! 🙂

Tomasz w końcu wierzy

Na znanych obrazach, np. Caravaggia, św. Tomasz wkłada palec w bok Jezusa, a nawet Pan Jezus jakby sam przyciągał rękę apostoła do swojej rany. Czy jednak św. Tomasz rzeczywiście dotknął ran Zbawiciela? Ewangelia nam tego nie potwierdza. Jezus mówi Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Zaraz potem św. Tomasz odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! i tym samym potwierdził, że wierzy. Paradoksalnie św. Tomasz widział zmartwychwstałego tylko chwilę i już uwierzył. Apostołowie przy pierwszym spotkaniu zdążyli z Jezusem trochę pogawędzić i popatrzeć jak je przy nich rybę. Kto szybciej uwierzył?

Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że słowa Jezusa, tak wprost wypowiedziane do Tomasza oraz biorąc pod uwagę cały kontekst „niedowiarstwa” Tomasza przez ponad tydzień, musiały dotknąć apostoła na wskroś. Pan Jezus zna tajniki serca i uderza prosto w sedno. Być może jednak Tomasz nieco zasłaniał racjonalnością swoją niewiarę, a Pan Jezus wycelował prosto w punkt? Może to i dla nas nauczka, żeby w przeżywaniu wiary zawsze dokopywać się do najgłębszych zakamarków serca i tam szukać przyczyn naszych decyzji. Przed Bogiem nie zasłonimy się nawet dobrymi i racjonalnymi pobudkami. Czy wierzysz?