Czy nie przesadziliśmy z modlitwą o deszcz? Czy była aż tak skuteczna?

Jeszcze w kwietniu oprócz koronawirusa straszono nas groźbą suszy – największej od dziesięcioleci! Rozpoczął się szturm do nieba i burza modlitwy. Apelowali o nią biskupi, realizowali proboszczowie w parafiach i wierni. Teraz mamy burzę za burzą, ale z realnym deszczem, ulewami i powodziami w roli głównej.

Powinniśmy się cieszyć, bo chyba znaleźliśmy dowód na istnienie i działanie Pana Boga. Bo jak od dramatycznej w skutkach suszy przeszliśmy w tak krótkim czasie do powodzi? Gosc.pl donosi, że wg wiceszefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Grzegorza Świszcza, wczorajsze burze uszkodziły 78 budynków mieszkalnych, 49 gospodarczych, a ponad 1300 zostało podtopionych. To chyba nadobfitość łaski. A to przecież nie pierwsze skutki tegorocznych, obfitych opadów.

W sieci krążą humorystyczne memy o tym, że planuje się pozwanie Kościoła Katolickiego o wywołanie powodzi skuteczną modlitwą o deszcz. Jest tu też zastosowana pułapka prawna – jeśli Kościół chce uniknąć odszkodowania, musiałby przyznać się, że modlitwa nie działa. Ach, ci przeciwnicy wiary – czegóż oni nie wymyślą. A, że modlitwa działa, chyba każdy widzi.

W pierwszym momencie może nas dziwić, że od suszy wpadliśmy prosto w prawie że, biblijny potop. Zjawisko to wyjaśniał już dr Tomasz Rożek w jednym ze swoich filmów na kanale Nauka. To lubię. Zmienia się nasz klimat. Zjawiska charakterystyczne dla klimatu umiarkowanego ulegają zmianom. Zamiast regularnych, umiarkowanych opadów w ciągu całego roku, mamy pogodę kapryśną – gorące okresy przeplatane gwałtownymi burzami i intensywnymi opadami. Te mają to do siebie, że woda nie nadąża z wsiąkaniem w grunt i odbija się od niej, spływa do rowów i kanalizacji lub gromadzi się powierzchniowo powodując szkody i utrudnienia. Paradoksalnie statystyki pokazują, że sama ilość deszczu w ciągu roku, dawniej i dziś, jest podobna. Chodzi tylko o jej intensywność w czasie.

Dziś przydałoby się modlić o ustanie deszczy i powstrzymanie powodzi. Pan Bóg pewnie nas wysłucha, bo zawsze chce dobrze dla człowieka. Pytanie tylko – czy dobrze się modlimy? Czy nie prosimy bardziej o to, co wydaje się dla nas dobre, zamiast zaufać Bogu i prosić o wypełnienie Jego woli, z perspektywy Jego patrzenia? A może wystarczyłoby prostolinijne „Panie, ratuj!”, jak dzisiejsi apostołowie z Ewangelii na wzburzonym jeziorze?