Życie jest muzyką #7 Kolorystyka

W muzyce

To już ostatni element dzieła muzycznego o jakim w moim cyklu chciałem opowiedzieć. Jest ich więcej oczywiście. Ale nie bądźmy drobiazgowi. Rozkładanie muzyki na czynniki pierwsze na pewno przydaje się na akademiach. Wykładowcy mają z czego egzaminować. Na pewno pomaga zrozumieć to i owo. I na pewno daje możliwość bardziej świadomego posługiwania się muzyczną materią. Ale czy zagwarantuje nam artystyczny sukces? Wątpię. Piękno i genialność muzyki to suma przenikających się w niepojęty sposób wszystkich jej elementów. Największe dzieła tworzą geniusze. Nieważne czy to jest Bach czy Lennon. Jestem przekonany, że oni sami nie byli świadomi dlaczego to, co płodzili stało się szczytem muzycznych osiągnięć epoki, w której żyli. Po prostu robili swoje. A że przy okazji okazało się to być genialne, to już coś spoza nich. Nie da się wypracować genialności, jeśli nie jest ona dana. Tak jest z wszystkim. Z geniuszem artysty, przywódcy, naukowca, matki. Są święci, którzy nigdy nie przeczytali Biblii. I są wybitni bibliści, którym ze świętością jakby nie po drodze. Muzyka jest tą z rzeczywistości, gdzie szczególnie mocno widać, jak fundamentalne znaczenie ma bycie obdarowanym przez Boga.

Pisząc o harmonii stosowałem porównania z kolorami i smakami. Tu jest podobnie. W kolorystyce nie chodzi o to, co grasz, ale co gra. Ewentualnie – jak to coś gra. Albo śpiewa. Wokaliści to też muzycy, gdyby ktoś nie był pewny. 🙂 Barwa, brzmienie, kolor. To słowa klucze w tym temacie. Wątek kolorystyki podzielę na dwa pod-wątki.

Barwa

Ta sama melodia zagrana przez różne instrumenty z tym samym akompaniamentem, w tym samym tempie, w tej samej dynamice i z tą samą artykulacją będzie za każdym razem inna. Choć taka sama. Oto tajemnica kolorystyki. Inaczej zabrzmi fagot, inaczej skrzypce, inaczej fortepian, inaczej okaryna, inaczej gitara. Inaczej zabrzmi duet saksofonowy, inaczej kwartet waltorniowy i jeszcze inaczej oktet helikonowy. Inaczej zabrzmi śpiewak operowy, inaczej bluesman z delty Missisipi, inaczej wokalista death metalowej kapeli posługujący się techniką growl. Inaczej zabrzmi Sting, inaczej Zenek Martyniuk, inaczej ja. Świat gitary elektrycznej oferuje swoim pasjonatom ocean doznań kolorystycznych w ramach tego samego instrumentu. To za sprawą niezliczonej ilości różnych efektów wpływających mniej lub bardziej radykalnie na brzmienie gitary. Chętnie wprowadzę was w ten świat w jednym z odcinków przygotowywanego aktualnie cyklu MLAS, czyli Muzycznego Laboratorium Adama Szewczyka. Myślę, że wiecie o co chodzi. Na przykład legendarne Bolero Maurice Ravela. To utwór napisany techniką ewolucyjną. Jego elementy stałe to: rytm, melodia, harmonia i tempo. Elementy zmienne: dynamika, artykulacja i oczywiście kolorystyka.

Imitacja

Kolorystyka w muzyce dotyczy też imitowania pewnych innych dźwięków. Na przykład dźwięków natury. Flet bez problemu zaimituje ptaszka, tuba – słonia, a metalowa gitara – zawody żużlowe. To nie tylko kolorystyczne możliwości pojedynczych instrumentów. To też możliwości takiego pisania i aranżowania na różne składy, by osiągnąć różne efekty. W temacie muzyki poważnej zaczęło się od Beethovena i jego VI Symfonii, zwanej Pastoralną. Tutaj w jednej z części orkiestra próbuje stworzyć efekt burzy:

Tutaj Modest Musorgski próbuje naśladować tańczące wesoło kurczaczki:

Tutaj gitarzysta Steve Vai posługując się efektem typu Wah – Wah, prowadzi krótki dialog z wokalistą Davidem Lee Rothem:

I na koniec jeszcze jeden przykład ze świata gitary elektrycznej. Da się grać na organach Hammonda będąc gitarzystą? Jak najbardziej:

To już wiecie. Kolorystyka nie tylko jest jednym z elementów muzyki. Ona może ją tworzyć.

W życiu

Jest tylko jedna melodia, do zaśpiewania której wezwany jest każdy człowiek. To MIŁOŚĆ. Jeżeli przeżyję tych moich kilka lat na tym łez padole i nie zaśpiewam jej ani razu, to znaczy, że zmarnowałem swoje życie. Melodia miłości jest zawsze taka sama. Zawsze chodzi w niej o to, by umierać dla drugiego. Ale każdy zaśpiewa ją inną barwą. Innym brzmieniem. Innym kolorem. Zaśpiewa ją swoim życiem. A przecież nie ma dwóch takich samych.

Korczak

Polski Żyd. Jeden z największych przyjaciół dzieci jakich nosiła ziemia. Lekarz, pedagog, pisarz, publicysta i działacz społeczny. Stworzył autorski system pracy z najmłodszymi oparty na prawdziwym partnerstwie. Walczył o prawa dziecka jak lew. Stworzył pierwsze w historii pismo redagowane głównie przez dzieci. Kochał je. Wszyscy to wiemy. Wiemy też wszyscy, kiedy tą miłość wyśpiewał najpiękniej. W 1942 roku Łukasz Korczak razem ze swoim Domem Sierot trafia do hitlerowskiej Treblinki. Jego przyjaciele byli gotowi wyrwać go stamtąd i schronić w bezpiecznym miejscu. Korczak nie był tym zainteresowany. Nie wyobrażał sobie zostawić tych, których kochał, w takim momencie. O ich przemarszu na Umschlagplatz, skąd pociągiem ruszyli na miejsce stracenia, Władysław Szpilman pisze tak:

Chyba 5 sierpnia przypadkowo stałem się świadkiem wymarszu Janusza Korczaka i jego sierot z getta. Spędził z nimi długie lata swojego życia i teraz, w ich ostatniej drodze, nie chciał ich zostawiać samych. Chciał im tę drogę ułatwić. Wytłumaczył sierotom, że mają powód do radości, bo jadą na wieś. Gdy spotkałem ich na Gęsiej, dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych, także uśmiechniętych, i opowiadał im coś zabawnego…

Pięknie Korczak wyśpiewał tą miłość.

Mróz

Polka. Wielu lekarzy ostrzegało ją, że ciąża i poród mogą zagrozić jej życiu. Już 10 lat wcześniej usłyszała ten wyrok. Białaczka. Jej kariera nie była łatwa. Wielokrotnie musiała odpuszczać sport, by ratować zdrowie. Ale kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, zaczął się najważniejszy i najtrudniejszy mecz w jej życiu. Wisiała nad nią operacja przeszczepu szpiku. Ciąża z medycznego punktu widzenia komplikowała sprawę. Agata tym razem nie miała zamiaru odpuścić. W grę wchodziła stawka większa niż życie. Najpierw urodziła Liliannę, a potem poddała się operacji. Operacji, która była jedyną szansą na wyleczenie. Operacji, która biorąc pod uwagę zakończoną ciążę, była bardzo ryzykowna. Niestety. Agata Mróz-Olszewska zmarła dwa tygodnie po niej. Do końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz wybierać dziecko czy własne zdrowie, nigdy nie zmieniłaby decyzji. Córeczka była czymś najwspanialszym, co ją w życiu spotkałomówi łamiącym się głosem Jacek Olszewski, mąż Agaty. Tak Agata wyśpiewała swoją miłość.

Jezus

Żyd. Ojcowie Kościoła powiadają, że gdyby musiał, umierał by dla każdego z nas z osobna. Nikt piękniej niż On nie zaśpiewał. W niczyim wykonaniu ta melodia nie zabrzmi lepiej. Melodia w czerwonym kolorze. Może przyjdą czasy, że nie będzie można kupić gitary. Albo szlag trafią nasze struny głosowe i nie damy rady zaśpiewać najprostszej piosenki. Ale śpiewać tej najważniejszej melodii nic nie może nam zabronić. Zawsze można kochać.

Inne teksty z cyklu „życie jest muzyką”:

  1. Rytm
  2. Melodia
  3. Harmonia
  4. Dynamika
  5. Agogika
  6. Artykulacja
  7. Kolorystyka