Przejdź dwa tysiące kroków. Pan Jezus chce, żebyś był fit!

Dziś w liturgii czytamy chyba jeden z najtrudniejszych fragmentów Ewangelii. Nadstawianie drugiego policzka? Ale jak to? Jak mamy nie stawiać oporu złemu? Zwłaszcza w nas – młodych – krew się gotuje, by się nie dać, by walczyć z niesprawiedliwością… No może jeszcze chociaż tych dodatkowych 1000 więcej kroków dałoby się zrobić…

Słowa Jezusa są bardzo wymagające. Gdy je czytamy, burzy się w nas, że mamy być „frajerami”, czyli takimi, co dadzą sobie w kaszę dmuchać i będą poniewierani przez innych. A gdy zdarzyłoby się, ze w policzek uderzyć ma nas ktoś słabszy od nas, to już w ogóle nie do pomyślenia, żeby się nie „odwinąć”. Najlepiej tę naturę obrazują dzieciaki, którym wystarczy byle pretekst, żeby wzajemnie sobie oddać po kuksańcu, albo gorzej.

Czy Panu Jezusowi na pewno chodzi o to, żeby być katolikiem – frajerem? Dobrze, że w tym fragmencie pada sformułowanie o przejściu dodatkowych 1000 kroków, gdy ktoś idzie z nami już 1000. To oczywiście nawiązanie do szabatu i ograniczonej ilości kroków, które w ramach świętowania dnia świętego Żydzi mogli przebyć tego dnia. Nam jednak daje nowe, świeże światło na tę trudną Ewangelię.

Wielu świętych pokazało nam drogę, w której poddanie się niesprawiedliwości w godny i chrześcijański sposób, jest wyzwalające. Pierwszy zrobił to oczywiście Jezus, który swoim aktem przemienił świat. Z naszego polskiego poletka znamy bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, którego maksyma brzmiała „zło dobrem zwyciężaj”. Zrealizował ją aż do końca i trudno nazwać go „frajerem”. Wręcz przeciwnie.

Panu Jezusowi nie chodzi o bierność.

Sam stanął dynamicznie w obronie świątyni, wywracając stoły bankierów. Zauważmy jednak, że nigdy, w swojej obronie nie „odwinął” się nawet ciętym słowem swoim przeciwnikom. Zawsze albo przechodził między nimi i odchodził, albo mówił słowo prawdy sprytnie i mądrze. Gdyby było inaczej, byłby niewiarygodny w swoim nauczaniu o miłości. Nigdy nie możemy „odwinąć się” naszym wrogom, bo prowadzi nas to do zemsty, złości, gniewu i gwałtu. Mamy być aktywni, ale nasze działania mają być samym dobrem i miłością.

Wracając do 2000 kroków. Spełnienie prośby napastliwego „piechura” uwalnia nas od nie tylko od zbędnych kalorii, ale daje też pewną wewnętrzną ulgę, lekkość, spokój. Uśmiechamy się i już uruchamiamy w głowie aplikację do mierzenia kroków, ale tu chodzi o bycie fit w sensie duchowym. Wymaga to wielkiego zaparcia się, tak jak fizyczny trening. Uwolnienie serca od chęci „oddania” drugiemu, to poziom PRO w duchowości. Dojrzewajmy do tego, ćwiczmy i podejmujmy ten wysiłek.