Po co mi matma? Dziś matura rozszerzona

A kiedyś matura z matematyki nie była obowiązkowa! – buntują się niektórzy. W sumie, dużo maturzystów buntuje się na to. Po co mi wzory, których nie zastosuję już nigdy w życiu? – argumentują. Jak to jest z tą matmą?

Można się zgodzić z tym, że większość humanistów nie będzie musiała nigdy liczyć pola powierzchni ostrosłupa, albo logarytmów. No może przynajmniej do momentu, kiedy będzie siedzieć przy pracach domowych ze swoimi dziećmi 😉 Ale w codziennej praktyce wiele z tych matematycznych instrumentów nie jest przydatna. A raczej powinniśmy powiedzieć, że nie wiemy, że jest przydatna.

Matematyka poziom podstawowy >>

Dziś liczy za nas kalkulator, komputer z Excelem, a podatki wylicza za nas strona podatki.gov.pl. Mechanizmy matematyczne są poukrywane w praktycznie każdym urządzeniu na baterię. Czy musimy je znać? Niech uczą się ich ci, którzy mają ścisłe umysły i będą je w przyszłości projektować. – powiedzą niektórzy. Kojarzy mi się z tym pewna analogia – argument, gdy ktoś mówi, żeby nie uczyć dzieci religii ani nie udzielać im sakramentów. Kiedyś dziecko samo zdecyduje czy chce wierzyć czy nie. Tylko skąd wezmą się chrześcijanie, jeśli nikt nie przedstawi im w czasie ich najbardziej chłonnego umysłowo i emocjonalnie czasu rozwoju, czym jest wiara i Kim jest Bóg? Kto będzie projektować mikrofalówki, jeśli nikogo nie zainfekujemy pasją do liczb?

W interesującej powieści „Fundacja” Isaaca Asimova, autor snuję wizję pięknego, nowoczesnego świata z wszelkim możliwymi dobrodziejstwami technologii.

Sęk w tym, że wszystko działa samo i ludzie nie muszą się zastanawiać, jak to się dzieję, że coś działa lub nie. Nawet tworzenie nowych rzeczy powierzone zostało robotom. Przyjdzie jednak moment, kiedy wszystko się zawali, a galaktyka popadnie w chaos, bo nikt nie będzie umiał wymienić przysłowiowej żarówki.

No dobra, to w takim razie uczmy matmy, ale nie wymagajmy jej na maturze. – powie ktoś. Czy jednak „królowa nauk” będzie wówczas wystarczająco szanowana na tle innych dyscyplin naukowych?

Ok, to wymagajmy, ale niech znajdą się dobrzy nauczyciele, którzy z zarażą młodzież pasją do nauk ścisłych – tylko że takich nauczycieli jest mało, bo kiedy ich pokolenie było młode, narzekało na matematykę, bo miała się im nigdy w życiu nie przydać. I koło się zamyka.

Matematyka poziom rozszerzony >>

Zakończmy ten wirtualny dialog. Kilka konkretów.

Na pewno jest w tym dużo racji, że nie każdy musi znać zasadę sterownika w mikserze czy mikrofalówce. Ale nauka matmy to nie tylko wiedza specjalistyczna czy wkuwanie wzorów (je zresztą mamy w tablicach, choć kiedyś wymagało się ich znajomości na pamięć).

Nauka matematyki pozwoli nam w przyszłości rozwiązać wiele sytuacji. Uczy nas logicznego myślenia, przyczynowo-skutkowego. To chyba jej najcenniejszy atut. Czego jest więcej, co się bardziej opłaca itp. Robimy to intuicyjnie, ale za wszystkim stoi matma i logika.

Rozwiązywanie niezliczonej ilości ćwiczeń i przykładów zadań matematycznych, to nie sztuka dla sztuki. To kodowanie w głowie mechanizmów, z których w przyszłości nawet nie będziemy sobie zdawać sprawy. To jak nauka chodzenia. Kto z nas pamięta, że się tego w ogóle uczył? A dziś chodzisz, biegasz, tańczysz…

A z bardziej praktycznych narzędzi matematycznych, w życiu na pewno wykorzystasz z wyliczania procentu, który ułatwi ci choćby podjęcie decyzji o zaciąganiu rat i pożyczek, czy prawdopodobieństwa, które w mig podpowie ci, że gra w Lotka nie daje wielu szans na wygraną. Przydadzą ci się też proporcje: kupiłem 1 kg schabowego dla mojej 4-osobowej rodziny. Ile potrzebuję żeby zrobić obiad dla 20 osób? Inna przydatna umiejętność to szybkie szacowanie w głowie różnych liczb. Częsta praca na liczbach ułatwi ci szacowanie wydatków, np. czy warto jechać X km do stacji benzynowej tylko po to, żeby zatankować o 3 gr tańsze paliwo?

Przykłady można mnożyć (ha! cóż za dobór słów!). Warto na matematykę spojrzeć czasem bardziej życzliwym okiem, nawet twoim, drogi humanisto! 🙂