Dziś matura z j. polskiego. Po co mi to?

Dziś o godzinie 9.00 rozpoczęła się matura z j. polskiego. Media w tym kontekście głównie zajmują się zasadami reżimu epidemicznego i tego, jak wpływa on na maturzystów. My mamy dziś bardziej fundamentalne pytanie: po co mi w ogóle matura z „polaka”?

Wersja krótka? Bo to mnie kształtuje, pozwala zrozumieć, kim jestem i skąd pochodzę. Pozwala mi nie wstydzić się przed rówieśnikami z innych krajów, którzy znają swój język i pochodzenie. Wyposaża mnie w znajomość kontekstu społecznego i podnosi moją wartość, jako Polaka, w konfrontacji z (być może) głośniej krzyczącym o swojej wartości narodowej obcokrajowcem. Pozwala mi wypowiadać się elokwentnie i barwnie w prowadzonym kanale na youtube lub daje mi umiejętność prawidłowego stawiania przecinków na blogu internetowym. Uczula mnie na język manipulacji i kłamstwo. Rozwija moje poczucie humoru.

Wersja długa?

Trudno zazdrościć tegorocznym maturzystom sporej dawki niepewności, przez którą musieli przegryźć się w oczekiwaniu na decyzje o maturach. Przykre jest dla nich też to, że zaznają krótszych wakacji z powodu opóźnień. Na plus może dla części maturzystów fakt, że matur ustnych nie będzie. Może jednak niektórym bardziej pasuje taka forma autoprezentacji. Niemniej, życzenia dla jednych i drugich złożył abp Wiktor Skworc w czasie wczorajszej liturgii na Uroczystość Trójcy Świętej – Proszę też Boga – Ojca i Syna i Ducha Świętego – abyście zwycięsko ukończyli bieg całego życia, osiągając nie tylko wiedzę, stanowiska i urzędy, ale i człowieczeństwo według miary, którą kreśli Jezus w swojej Ewangelii.

Ale wracając do tego „polaka”… Język polski realizowany jako przedmiot kluczowy w szkole ponadpodstawowej pozwala uczniowi na poznawanie zarówno dzieł literackich wchodzących w skład polskiego, europejskiego i światowego dziedzictwa, jak i utworów literatury współczesnej, których autorzy zdobyli uznanie. Dojrzałość intelektualna, emocjonalna i moralna, którą w tym czasie osiąga uczeń, sprzyja kształtowaniu hierarchii wartości, kształtowaniu jego tożsamości osobowej, narodowej i kulturowej, rozwojowi poczucia odpowiedzialności za własny rozwój oraz wybory życiowe – znajdziemy wyjaśnienie w komentarzu do podstawy kształcenia MEN.

Na końcu artykułu znajdziesz linka do strony z celami, jakie stawiają sobie poloniści zgodnie z wytycznymi MEN dla nauczania z j. polskiego. Zamieszczamy je, bo pewnie mało kto, sam z siebie poszukałby tego w sieci. Sami oceńcie, w jakim stopniu czujecie, że te cele są realizowane.

Uczyć czegoś, czy uczyć „jak?”

Sprawa rozbija się w ogóle o sposób nauczania. Dziś dostęp do wiedzy jest praktycznie nieograniczony. Czy celem szkół powinno być egzekwowanie znajomości wiedzy od ucznia czy raczej pokazanie mu narzędzi błyskawicznego wyszukiwania rzetelnych informacji? To ważne pytanie, zwłaszcza przy przedmiotach z typowej wiedzy teoretycznej, jak właśnie humanistyczne. Wydaje się, że jedno i drugie jest potrzebne. Drugi aspekt jest marginalizowany i to jest problem. Nie podlega dyskusji, że więcej osiągniemy ucząc młodzież wyszukiwania dobrych źródeł, niż wbijaniem samej wiedzy i to trzeba poprawić, jeśli szkolnictwo ma się rozwijać w dobrym kierunku i nadążać za współczesnymi wyzwaniami.

Przytoczone wprowadzenie z komentarza do podstawy kształcenia, brzmi ładnie, gładko i mądrze, ale młodemu człowiekowi trudno odczytać stąd konkret. Buntuje się on przede wszystkim na konieczność znania (czyt. „wkuwania”) dzieł i autorów, jako wiedzy niepraktycznej i „zaśmiecającej mózg”, podczas gdy jest na wyciągnięcie ręki w smartfonie czy kompie. Uczepię się zacytowanego fragmentu, ale jeśli mamy poznać autorów i dzieła, które zyskały uznanie, to musimy lepiej wczuć w się w ich realia. Dziś dla młodych ludzi, wiele treści jest tak dalekich od współczesności, że zapoznawanie z nimi wzbudza więcej niechęci niż „uznania”. Materiału jest jednak tak dużo, że leci się z nim byle przekazać, a nie wprowadzić w niego.

Co mi się przyda?

Czy jednak nie powinno się wymagać czytania lektur, zapamiętywania najważniejszych nazwisk oraz osadzania ich w czasie? Powinno, ale właśnie w określonym kontekście historycznym! Pamiętam, że mnie bardzo wkurzało oderwanie od siebie nauki historii i j. polskiego w całym ciągu edukacji. Szły osobnymi nurtami i poskładanie tego w jeden kontekst wydawało się nie mieć dla nauczycieli wartości. Dla każdego nauczyciela, jego własny przedmiot wydawał się najważniejszy. Tylko najmądrzejsi pedagodzy potrafili patrzeć szerzej i czerpać z innych dyscyplin, wzbudzając moją ciekawość, jako ucznia.

Bez wątpienia podstawowa wiedza jest potrzebna. Trudno nie wiedzieć, kim był Mickiewicz, Sienkiewicz, czy Herbert. Efektami tego są na pewno te korzyści, które czytałeś już w „wersji krótkiej”. Bez tożsamości bylibyśmy podatni na manipulacje. To dlatego wielu władców i dyktatorów podbijając inne kraje, w pierwszej kolejności niszczyli ich kulturę i język. Z pewnością dzięki bogactwu kulturowemu i historycznemu, które były strażnikiem naszej tożsamości, dziś jesteśmy w ogóle na mapie świata. Samo uczenie się i przechodzenie przez proces edukacji buduje w nas pożądane postawy. Z tyłu głowy, zawsze coś nam zostaje. Jeśli nie, konkretna wiedza, to przynajmniej pewne wrażenie, do którego się odnosimy – często nieświadomie.

Oczywiście wiemy, że nie wszyscy nauczyciele są „z powołania” i niewielu prowadzi swoje lekcje tak, że młodzi słuchają z otwartą gębą. Z drugiej strony, nie każdy uczeń ma wolę nauki i pewnie wypracował się jakiś balans między obiema stronami, które pozwalają ciągnąć jakoś ten edukacyjny wózek. Gdy narzekamy na edukację, czy sens niektórych przedmiotów, spytajmy najpierw siebie, czy mamy dobrą wolę do nauki i rozwijania siebie? Ostatecznie, tyle z tego wyciągniemy, ile sami będziemy chcieli.

Zobacz, jakie cele nauczania stawiane są uczniom liceów i techników w zakresie j. polskiego, i jakie umiejętności powinni oni nabyć >>