Czym jest ekumenizm w młodzieżowym wydaniu? Jedność vs różnice

Nam, młodym, ekumenizm powinien wydawać się dość bliski. To pewna idea związana z łączeniem i jednością. Młodzi chcą być blisko siebie. Ale drugą stroną medalu jest wszechobecny wokół nas hejt. Nierzadko sami się boleśnie krytykujemy. Podobnie wyzwania przeżywa ekumenizm.

Dziś Kościół Katolicki przeżywa 60. rocznicę formalnego zaangażowania się w ruch ekumeniczny. Vatican News wyjaśnia, że mimo upływu lat, cel pozostaje cały czas taki sam. Wyznacza go dekret Soboru Watykańskiego II i określa jako „pełna i widzialna jedność wszystkich ochrzczonych”. To bardzo mądre stwierdzenie. Wskazuje na to, co nas łączy, a nie dzieli. Chrzest jest bowiem jedynym sakramentem wspólnym (uznanym) dla wszystkich Kościołów chrześcijańskich, a w szczególności Kościoła Katolickiego, Prawosławnego i Protestanckich.

Sam ruch ekumeniczny rozpoczął się jeszcze w XIX w. Od początku jego narzędziami były modlitwa i dialog. Jedność jest nam potrzebna. W obliczu sekularyzacji społeczeństwa, powinniśmy się trzymać razem i przeciwstawiać się złu na świecie. W jedności tkwi siła. Są jednak pęknięcia, które trudno zaszpachlować.

ks. Andrea Palmieri podsekretarz Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan wyjaśnia, że choć celem jest jedność, tonie można godzić się na to, co jest sprzeczne z dziedzictwem i doktryną wiary.

Dziś wielkie zagrożenie polega na tym, że tego, kto jest inny traktuje się jako wroga, aby w ten sposób zdefiniować własną tożsamość. Ta nieumiejętność uznania w innym brata, którego mamy kochać, utrudnia wszystkim, również niektórym katolikom, uznanie tego, co już dokonano, i wyrażenie wdzięczności Bogu za przebytą już drogę braterstwa. Z tego punktu widzenia jest to nie tylko kwestia teologiczna, ale również droga w pełnym tego słowa znaczeniu duchowa, aby umieć zaakceptować odmienność jako bogactwo, jako wezwanie do kochania brata, który jest inny – dzieli się ks. Palmieri.

A co my, młodzi, możemy zrobić dla ekumenizmu?

Możemy zacząć wcielać jego założenia do życia codziennego. I nie chodzi o grunt teologiczny, bo nie musimy się na skomplikowanych rzeczach znać. Ważniejsze jest samo uczenie się słuchania i dialogu z drugim człowiekiem.

Czy zawsze musisz przekonać swojego kolegę lub koleżankę do swoich racji? Czy zawsze musisz mieć ostatnie słowo? Potrafisz rzeczowo dyskutować? A może potrafisz, w pewnym momencie powiedzieć: „Rozumiem co mówisz, ale wybacz, mam inne zdanie. Na tym skończmy tę rozmowę”. Nawet jeśli w czymś się nie zgadzacie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wspólnie zagrać w nogę, albo pójść pobiegać. Bez tych umiejętności daleko nam nie tylko do idei ekumenizmu, ale i podstaw współżycia społecznego.