W co wierzyć?

Jest 30 października 1938 roku. Kolejny wieczór w USA. Jak się pewnie domyślacie, to Halloween. Do tego nastroje społeczne nie są najlepsze. Wśród ludzi wyczuwa się napięcie związane z poczuciem zagrożenia poprzedzającego wybuch II wojny światowej. I w tym właśnie momencie, 23 letni wówczas Orson Welles postanawia dać ludziom trochę adrenaliny. Na falach radia CBS emituje wyreżyserowane przez siebie słuchowisko pod tytułem Wojna Światów. Na kanwie swojej powieści pod tym samym tytułem rzecz jasna. Chyba przedobrzył. Zrobił to na tyle realistycznie i sugestywnie, że zgromadzeni przed radioodbiornikami uwierzyli, że słuchają rzeczywistej relacji z inwazji Marsjan na Ziemię. Ludzie z objętego transmisją obszaru miasta New Jersey wpadli w panikę. Ci najbardziej wystraszeni zaczęli się po prostu ewakuować jak najdalej od miejsca rzekomej inwazji. Odnotowano przypadki załamań nerwowych. A nawet kilka ataków serca. Ponoć jedna z kobiet, która w wyniku audycji straciła męża, przez 50 lat próbowała zaciągnąć Wellesa do sądu. Choć potem stwierdzono, że dane o rozmiarach paniki i ofiarach były ciut wyolbrzymione, to audycja Wellesa przeszła do historii. I stała się obiektem gruntownych badań socjologicznych Projektu Radio prowadzonych przez (uwaga) Fundację Rockefellera. Fundacja ta zajmowała się badaniem wpływu mass mediów na społeczeństwo. Szydło wychodzi z worka.

Czwarta władza

Ci co mieli władzę, szybko zorientowali się, że władzę ma ten, kto ma media. Za komuny było jasne, że to one kształtują gusta i preferencje polityczne obywateli. Komuna zdezelowała się i odeszła, ale zasady gry pozostały te same. Dlaczego miały by się zmienić? Media naszpikowane reklamami i specjalistami od socjotechniki robią z nami co chcą. Ustalają co zjemy na śniadanie, jakim kremem posmarujemy twarz, czego posłuchamy i w co się ubierzemy. Oczywiście nie zgodzimy się z tymi słowami. Przecież żyjemy w wolnym społeczeństwie, nikt nam niczego nie może kazać. Tak właśnie mamy myśleć. O to chodzi w tym neo-niewolnictwie. Tak długo jak żyjemy w poczuciu wolności, można nas obrabiać. Historia uczy, że jawne niewolnictwo zawsze kończy się buntem i rządzący mają wtedy spory kłopot. Więc wymyślono coś bardziej wyrafinowanego. Zakamuflowanego. A media do realizacji tej koncepcji nadają się tak dobrze jak nic innego na świecie.

Nic się nie zmienia

Kiedyś takich, co głosili teorie inne niż te z głównego obiegu określano mianem heretyków, wrogów ojczyzny, wichrzycieli czy jakoś tak. Dzisiaj to Wyznawcy Teorii Spiskowych. WTS. WTS to ci, którzy uważają, że media i władza robią nam wodę z mózgu. Tak jak kiedyś Orson Welles na falach CBS wodę z mózgu zrobił. Przyznać muszę, że rozmawiałem z wieloma mądrzejszymi ode mnie kolegami. Twierdzą, że całe to koronawirusowe halo jest ściemą. I że świat zareagował na tą ściemę tak, jak w 1938 roku część mieszkańców New Jersey. Paniką, strachem, ewakuacją. Patrzę na moich rodaków zamkniętych w dwupokojowych mieszkaniach, w tych porozciąganych i żenująco nic niedających maseczkach, na te panie ekspedientki w noszonych kolejny dzień jednorazowych rękawiczkach, na te brudne butelki ze spirytusem przy wejściu do każdego kościoła i myślę sobie – o co tu chodzi? Lekko zmieniam punkt widzenia i dostrzegam jakby zarysy eksperymentu pod nazwą: ile są w stanie łyknąć bez buntowania się? Ja łyknąłem wiele. Przyłbica, gumowe rękawiczki, ewakuacja, kwarantanna, handel przez internet, dezynfekcja obuwia i cogodzinne monitorowanie koronawirusowych statystyk. Obłęd. W końcu odpuściłem trochę. Ja wiem, że te liczby tak na prawdę nie są niczym wyjątkowym. No, ale media wmówiły nam, że są. Fakt osobisty jest taki, że nikt z mojej rodziny, ani ze znajomych nie złapał tego świństwa.

Niczego nie jestem pewien

Najbardziej szerokim łukiem omijam ludzi, którzy uważają, że nie mogą się mylić. Rzeczywistość jest tak złożona i skomplikowana, a człowiek taki głupi, że niczego pewnym być nie sposób. Poza śmiercią i tym, że Bóg nas kocha. Żyjemy w świecie pełnym tajemnic i bolesnych rozczarowań. Pełnym pytań bez odpowiedzi i dołującego poczucia bezsilności. Bo tak ma być. Tak jest. Nie wiem co teraz przeżywamy. Być może ktoś nadaje audycję o ataku wirusa na ziemię. Jest na tyle bezwzględny, że dla urealnienia uśmiercił grupę osób. Odpowiednio to wszystko w mediach pokazał i ludzie uwierzyli. A może rzeczywiście media tym razem nie kłamią? Pożyjemy, zobaczymy.

A dla koneserów mam niespodziankę. Oto zapis legendarnej audycji Orsona Wellesa. Miłego!