Po czym poznasz dobrą szefową? Cztery słowa wystarczą…

…A właściwie cztery słowa wypowiedziane przez Maryję. Dziś w Ewangelii scena z Kany Galilejskiej. Wesele. I słowa „Nie mają już wina”. Tylko tyle i aż tyle.

Dziś obchodzimy w Kościele święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła. „Matka” to szerokie znaczeniowo słowo. Jest troskliwa, otacza opieką, kocha, wspiera, motywuje, pomaga. Ale tytuł Matki Kościoła to też wielka odpowiedzialność, czy może inaczej rzecz ujmując – władza. Kontrowersyjne? Jednak dzisiejsza scena z Ewangelii mówi o innej formie władzy. Maryja zawsze jest „tylko” pośrednikiem przed Jezusem i nie robi nic za Jego plecami.

Nie krzykiem, nie dyktatem, ani siłą autorytetu, ale wystarczyły cztery słowa i, pewnie, uśmiechnięte spojrzenie Maryi na swojego Syna, żeby uratował wesele. Pokorne, spokojne, ciepłe stwierdzenie faktu. Nawet nie prośba. Maryja wiedziała, że Jezus nie odmówi jej sugestii. To poziom władzy o którym marzy każdy władca, szef, lider, przywódca, generał – mieć taką pozycję, żeby jedno skinienie uruchomiło podwładnych do zadania. Jezus oczywiście nie jest podwładnym Maryi. W tym cały sęk. To zaufanie i autorytet Maryi to coś, co jest ogromnie trudne do wypracowania wśród ludzi.

Powiemy, że apodyktyczny szef też jednym skinieniem kieruje ludzi do pracy. Ale jaki jest tego efekt? Domyślam się, że taki szef dostałby albo słabej jakości wino, albo tylko w jednej stągwi zamiast sześciu.

Bierzmy dziś przykład z Maryi i chciejmy być tak dobrzy i kochający, że sam Bóg nie oprze się naszym prośbom. I choć brzmi to niepokornie, to znamy przykłady świętych, do których Bóg miał pewną „słabość”, a którzy wypraszali ogromne łaski u ludzi. A może Bóg ma „słabość” do nas wszystkich? Nas – Jego ukochane, grzeszne urwisy.