Duchu Święty przyjdź…

Będę szczery. Teologiczne i para-teologiczne próby wyjaśniania czym są poszczególne dary i owoce Ducha Świętego to dla mnie trochę masło maślane. Zupełnie nie odnajduję się w zawiłościach tych wszystkich niuansów i odcieni. Ponieważ poproszono mnie, by napisać o działaniu Ducha Świętego w moim życiu spróbowałem trochę wgryźć się w temat. Poczytałem, posłuchałem. Niestety. Nie potrafię tego przetrawić. I mam wrażenie, że pierwszym, który ucieka przed takim teologicznym zamulaniem jest sam Duch Święty.

Ok. Owoców Ducha jest dwanaście. Miłość. Radość. Pokój. Cierpliwość. Łaskawość. Dobroć. Uprzejmość. Cichość. Wierność. Skromność. Wstrzemięźliwość. Czystość.

Nawet jeżeli jest we mnie choć cząstka każdego z nich, to jest ona albo robaczywa, albo nadgnita. Kochać nie potrafię, a chciałbym. Chodzę smutny, bo świadomość bycia dzieckiem Bożym przeżywam bardziej teoretycznie. Byle wirus jest w stanie zburzyć mój pokój. Tylko co to za pokój, pytam? Serwus, jestem nerwus. Mogę kłamać i przekonywać, że nie odczuwam satysfakcji kiedy moich wrogów spotyka nauczka. Ale kto mi uwierzy? Nie nazywaj mnie dobrym. Dobry jest tylko Bóg. To zdaje się powiedział Jezus. W takim razie co ja mam powiedzieć? Ok, panią w drzwiach puszczam bez problemu. Ale nie chcielibyście mnie widzieć za kierownicą. Cichość? Nie po to zostałem gitarzystą elektrycznym, żeby być cichym. Wiernym bywam. Z tą skromnością to jest tak: o sobie potrafię mówić najgorsze rzeczy. Bo wiecie, w świecie zaawansowanych katolików to im bardziej się chłoszczesz, tym bardziej jesteś gość. Taka zakamuflowana pycha. Ale niech ktoś wytknie mi coś. Nawet jeśli zachowam zewnętrzny spokój wizerunkowy, to w środku cały chodzę. Kiedyś potrafiłem pościć. Dwa dni w tygodniu. Cały Wielki Tydzień. Dzisiaj pozostało z tego wspomnienie. A o czystości opowiem kiedy indziej. Tyle mam z tych owoców Ducha. Może przesadzam. Może nie jest aż tak źle. Może to po prostu mój wybujały apetyt na świętość?

Dwanaście owoców. Nie wystarczy jeden? Ten pierwszy. Miłość. Cała reszta się w nim zawiera. Znacie to:

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. 

Tam są wszystkie owoce Ducha! Miłość to jedyny Jego dar. Wszystko inne jest w niej. Jak kochasz, to i się radujesz i odczuwasz pokój i cierpliwie znosisz trudy i jesteś łaskawy i dobry i uprzejmy i cichy i wierny itd. Tak ja to czuję.

W moim życiu

W Medjugorie byłem wiele lat temu. Tam doświadczyłem dotknięcia Ducha Świętego. To się po prostu wie i tyle. To były czterodniowe rekolekcje. Takie ostre. Dwa dni postu, modlitwa, konferencje, Eucharystia i sen. Nic więcej. Na koniec cała nasza grupa weszła do pobliskiej bazyliki na błogosławieństwo z prośbą o wylanie darów. Nie miałem pojęcia co mnie czeka. Podszedłem do kapłana. W momencie kiedy jego ręce zbliżyły się do mojej głowy poczułem, że jakiś ogień przeszywa mnie na wskroś. Z oczu momentalnie polały się strumienie łez. Musiałem spocząć na posadzce. Nie potrafiłem stać na dwóch nogach. I wtedy oczami duszy zobaczyłem jak odsłania się rąbek nieba. I usłyszałem ten głos: nawet nie wiesz, jak ja cię kocham. Przez resztę dnia dochodziłem do siebie. Wtedy zrozumiałem jak działa Duch. Jest nieprzewidywalny, niepojęty, szalony. I wtedy zrozumiałem też, że nawet najmądrzejsze teologiczne księgi nie są w stanie o Nim nic napisać.