Jak pomagać?

Kochamy te wszystkie challenge, orkiestry, dobroczynnościówki i siepomagajki. I oczywiście towarzyszące temu przemiłe poczucie, że robi się coś dobrego. Moja diagnoza może zazgrzyta, ale postawię ją. Uważam, że bardzo często u źródeł naszych filantropijnych zapędów leży zwykła próżność. Pomagamy, bo z jednej strony jest w nas taka bardzo silna potrzeba by pokazać innym, że jesteśmy fajni. Z drugiej jest obawa, że nie pomagając uznają nas za niefajnych. Jest i trzecia strona. Na pomaganiu można nieźle zarobić. W swej naiwności możemy nawet być nieświadomi tego, że pomagając innym robimy to tak na prawdę dla siebie. Ja na brak takiej naiwności nie narzekam. Nie twierdzę, że pomaganie nie ma sensu. Trzeba tylko zadać sobie proste pytanie: co jest dla mnie sensem pomagania? Odwołam się do dwóch fundamentów dobrego pomagania: zasady wdowiego grosza i niewiedzy lewicy o prawicy. Jeżeli twoje pomaganie zbudowane jest na tych fundamentach, to szacun, bo wiesz o co w tym chodzi.

Zasada wdowiego grosza

Gdy podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie». Łk 21, 1-4

Co jest istotą tej zasady? Przecież nie to, żeby dać równowartość ówczesnych dwóch groszy. Nawet nie to, żeby dać wszystko co się ma. Nie ustawiajmy sobie poprzeczki od razu najwyżej. Istotą tej zasady jest to, by konkretnie poczuć, że się dało. Jezus odwołując się do ekonomii próbuje nam pokazać czym jest prawdziwa ofiara. Czy bliżej mi do bogatych faryzeuszy czy biednej wdowy, kiedy na tacę rzucam jakąś monetę, ewentualnie banknot z jednym zerem? Tak, by uspokoić sumienie i nie dać ukradkiem spoglądającym braciom powodu do sądów, a jednocześnie nie odczuć za bardzo straty. Z wrzucaniem do koszyka ogólnospołecznych akcji dobroczynnych jest tak samo. Robimy to, bo popieramy ideę. Jest fala dobrych emocji, która nas unosi. Fala opada, a my razem z nią. Nawet gdybym będąc bardzo bogatym (ciężkie do wyobrażenia) kupił jakiejś ubogiej rodzinie mieszkanie, albo ufundował domowi dziecka salę informatyczną, byłbym jak faryzeusz z tej przypowieści. Sorry. Bogaci piłkarze w dobie koronawirusa zrezygnowali z części swoich dochodów by wesprzeć walkę z tą zarazą. Super, ale nie robi to na mnie wrażenia. Wszyscy wiemy ile oni zarabiają i wszyscy wiemy, że zasadniczo ten gest nie zmieni ich życia. Jezus nigdy nie mówił by dać połowę tego co się ma, czy nawet 75 procent. On zawsze mówi, by dać wszystko. To usłyszał celnik z Ewangelii św. Łukasza. To samo usłyszał bogaty młodzieniec z Ewangelii św. Marka: Idź, sprzedaj WSZYSTKO, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Zasada wdowiego grosza zrealizowała się w Jezusie doskonale. Jego ofiarą było oddanie wszystkiego. Świętego spokoju, godności, wolności od bólu i ostatecznie życia. Pieniędzy nie musiał oddawać, bo ich nigdy nie miał. Tak, Jezus bez wątpienia poczuł, że daje. Jeśli się tego konkretnie nie czuje, to dawanie sprowadza się jedynie do odfajkowania jakiejś powinności.

Zasada niewiedzy lewicy o prawicy

Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Mt 6, 3-4

Coraz wyżej ta Ewangelia stawia nam poprzeczkę. Nie dość, że mamy oddać wszystko, to jeszcze zrobić to tak, by inni nie widzieli. Ani kasy, ani chwały. Dziwić się, że taki niepopularny ten Jezus, skoro każe nam rezygnować z wszystkiego co w życiu przyjemne? Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. A już na pewno Jezus. Starsi pewnie pamiętają kultowy program w TVP Niewidzialna ręka autorstwa Macieja Zimińskiego. To były lata 60. i 70. Idea programu była skierowana głównie do młodzieży. Chodziło o wciągnięcie ich do pomagania innym w sposób całkowicie bezinteresowny i …niewidzialny. Altruizm w praktyce. W tej niewidzialności chodziło o to, by wykonując zadanie pomocy nie dać się zobaczyć. A na miejscu zostawić jedynie znak odbitej dłoni. Miała wystarczyć satysfakcja.

Szkoda, że dzisiaj już tego nie ma. To taki prosty sposób zrealizowania zasady niewiedzy lewicy o prawicy. Dzisiaj nawet przelewu nie da się zrobić anonimowo. A dlaczego podziw innych miałby być zły? Może nie od razu zły. Ale trochę ryzykowny. Bo karmi naszą pychę. Ktoś powiedział, że największe nasze uzależnienie, to te od ludzkiego uznania. Wiecie o czym piszę. To miłe, kiedy cały świat poklepuje cię po ramieniu i wciąż słyszysz, że jesteś świetny. Ale coś można wtedy przeoczyć. Coś może uśpić naszą czujność. Tą duchową rzecz jasna.

Konsekwencja

Jeszcze jedna ważna rzecz w temacie pomagania. Konsekwencja (inaczej cierpliwość) to jeden z najważniejszych atrybutów świętości. Jednorazowe akcje kiedy można błysnąć i dać sobie zastrzyk dobroczynnej adrenaliny to trochę za mało, by Ewangelia nie miała się do czego przyczepić. Całe nasze życie powinno być dawaniem, służbą, ofiarą. I właśnie dlatego program Ewangelii jest utopią. O ile chcemy go realizować o własnych siłach. Prawdą jest, że szukam oparcia w pieniądzu i nie jestem gotowy zrobić tego do czego wezwał Jezus bogatego młodzieńca. Prawdą jest, że szukam własnej chwały i potwierdzenia swojej wartości w spojrzeniach innych ludzi. Prawdą jest, że nie potrafię być konsekwentny w dobrych postanowieniach.

Najzabawniejsze jest to, że wrzucane do skarbony dla naszej chwały zbytki naprawdę mogą innym pomóc. Problem jest gdzie indziej. Trzeba się nam zastanowić, czy pomagając innym nie szkodzimy przy okazji sobie.